Czwartkowe mecze w ramach ćwierćfinału Copa del Rey przyniosły bardzo dużo emocji. Triumfująca przed kilkoma dniami Valencia pożegnała się z rozgrywkami, a na Camp Nou w Barcelonie piłkarze urządzili sobie strzelaninę…
Mecze 1/4 finału Pucharu Króla odbyły się w środę i czwartek. Po pierwszej, mimo wszystko nie obfitującej w piłkarskie emocje serii spotkań wszystko musiało rozstrzygnąć się w rewanżowych pojedynkach. Tutaj było dużo ciekawiej i kibice obejrzeli kilka ładnych bramek.
Sevilla 2:1 Valencia

Po pierwszym emocjonującym meczu w Walencji, zakończonym wygraną gospodarzy 3:2 wszyscy spodziewali się nie mniej ciekawego spotkania na Ramón Sánchez Pizjuán w Sevilli. Po pierwszym kwadransie to przyjezdni mieli duże powody do zadowolenia. Pojedynek był przez nich kontrolowany, a do przewagi wypracowanej „u siebie”, w 9 minucie Marchena dołożył jeszcze jedną bramkę. Zespół Sevilli wyrównał w 36 minucie za sprawą Frederica Kanoute i taki wynik utrzymał się do przerwy.
Druga odsłona przyniosła nieco mniej emocji… aż do 90 minuty. Kiedy wszyscy oczekiwali na ostatni gwizdek sędziego, obrońca gospodarzy – Sebastien Squillaci strzelił bramkę! Wygrywając 2:1 na własnym stadionie Sevilla zapewniła sobie awans do półfinału Pucharu Króla.
FC Barcelona 3:2 Espanyol Barcelona
Remis w pierwszym meczu był zaskoczeniem dla wielu kibiców FC Barcelona. W rewanżu na Camp Nou miłośnicy „Dumy Katalonii” oczekiwali dużo lepsze gry, a przede wszystkim skuteczności pod bramką rywala.
Początek spotkania zgodnie z zapowiedziami należał do gospodarzy. Barcelona prowadziła grę, a zawodnicy Espanyolu rzadko dotykali piłkę. Pierwsze minuty nie przyniosły jednak bramek. W 35 minucie mocny strzał na bramkę gości oddał Silvinho, bramkarz odbił piłkę, do której dopadł Bojan i wpakował do pustej bramki. Ten sam zawodnik 3 minuty po rozpoczęciu 2 części spotkania popisał się świetnym lobem i Barcelona prowadziła już 2:0.
Kilkanaście minut później Dani Alves wrzucił piłkę wprost na głowę Pique i wynik meczu wydawał się przesądzony. Jednak w jednej z nielicznych akcji Espanyolu strzał sprzed pola karnego oddał Coro i goście zdobyli kontaktowego gola. Dokładnie 10 minut później Callejon pokonał przeciętnie spisującego się w bramce „Blaugrany” Pinto i stan meczu był coraz ciekawszy – 3:2.
Końcowe minuty były bardzo nerwowe w wykonaniu obu drużyn, a kibice przecierali oczy ze zdumienia widząc broniącą się FC Barcelona. Gospodarze skupiali się na wybijaniu piłek z własnej połowy daleko, pod bramkę gości. Wejście Iniesty i Eto`o odmieniło ten obrazek i Barcelona przejęła inicjatywę mogąc strzelić w końcówce jeszcze kilka goli.










