Mecze ćwierćfinałowe Copa del Rey przyniosły emocje i… nudę. Tylko na dwóch stadionach kibice zobaczyli bramki i poczuli smak piłkarskich emocji. Na pozostałych po prostu wiało nudą.
Piłkarski środowy wieczór na hiszpańskich boiskach był bardzo zróżnicowany. Na jednym stadionie – w Walencji, rozegrało się znakomite widowisko, a w Barcelonie na Stadionie Olimpijskim kibice nie zobaczyli nawet bramek.
Dzień później ze stadionów w Bilbao i Majorce kibice również nie wychodzili zadowoleni. Na tym pierwszym nie zobaczyli nawet jednej bramki, a na drugim gospodarze po mało emocjonującym meczu ograli Betis Sevilla.
Valencia 3:2 Sevilla
Mecz zapowiadał się na bardzo wyrównany i taki właśnie był. Wprawdzie rozgrywany był „w cieniu” derbów Katalonii, ale to spotkanie Valencii i Sevilli okazało się hitem.
Wynik spotkania otworzył już w szóstej minucie, przy dużej pomocy obrony Sevilli, niezawodny David Villa. Zespół snajpera reprezentacji Hiszpanii był przeważającą siła w pierwszych minutach meczu. Jednak już po kilkunastu minutach gry Villa musiał opuścić boisko z powodu urazu. Od tego momentu to Sevilla nabierała wiatru w żagle, ale pierwsza połowa zakończyła się prowadzeniem Valencii.
Druga odsłona spotkania przyniosła znakomite emocje. W 52. minucie pomocnik Sevilli posłał piłkę w pole karne, bramkarz gospodarzy nie trafił w piłkę, ta trafiła na głowę Luisa Fabiano, który wyrównał wynik spotkania. 15 minut później doszło do kuriozalnej sytuacji. Zawodnik Sevilli – Adriano, otrzymał piłkę od kolegi z drużyny w momencie, kiedy znajdował na prawie trzymetrowym spalonym. Gwizdek sędziego jednak milczał i ku kompletnemu zaskoczeniu zawodników i kibiców Valencii, Adriano wyprowadził swoja drużynę na prowadzenie.
Gospodarze chcieli szybko wyrównać, ale ta sztuka im się nie udała. Sevilla dobrze radziła sobie z chwilami rozpaczliwymi akcjami Valencii. Z każdą minutą jednak ataki gospodarzy były składniejsze i groźniejsze, lecz nadal nie zobaczyliśmy bramek. Pod koniec spotkania, w 84. minucie, fantastycznym przyjęciem piłki, którym zgubił krycie trzech obrońców, popisał się Baraja. Pomocnik Valencii stanął oko w oko z bramkarzem Sevilli i nie dał mu żadnych szans wyrównując wynik meczu. Gdy kibice oswajali się już z myślą o remisie, w 88. minucie obrońca gości popełnił fatalny błąd, który kosztował jego drużynę utratę bramki.
Espanyol 0:0 Barcelona
Zapowiadała się piłkarska uczta, ale poza dobrą grą obu drużyn w środku pola, kibice nie mogli być zadowoleni z meczu. Zabrakło przede wszystkim jednego – bramek.
Zarówno gospodarze jak i goście przystąpili do pojedynku w pełni zmobilizowani i skoncentrowani. Grająca w mocno rezerwowym składzie Barcelona prezentowała podobny poziom do najsilniejszego składu Espanyolu. Piłka wędrowała raz pod jedną, raz pod drugą bramkę. Żadna z drużyn nie miała jednak wielu klarownych sytuacji do zdobycia bramki, a jeśli już się taka zdarzyła, to piłka trafiała w ręce dobrze grających bramkarzy.










