Jeśli ktoś zmierzyłby temperaturę atmosfery panującej na murawie Estadio da Luz, to skala termometru mogłaby być niewystarczająca. Benfica w rewanżowym meczu półfinałowym Europa League wygrała z Fenerbahce Stambuł 3:1 i po wyrównanym dwumeczu może przygotowywać się do starcia z Chelsea Londyn w Amsterdamie.
Słoneczna pogoda w stolicy Portugalii oraz oszałamiający doping jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego Stephane’a Lannoy dawały doskonałe warunki i oprawę dzisiejszego spotkania na Estadio da Luz. Po pierwszym starciu oraz weekendowych zmaganiach na ligowych frontach więcej problemów miał szkoleniowiec gości. Raul Meireles oraz Serdar Kesimal (kontuzje), Pierre Webo i Mehmet Topal (zawieszenia) oraz Emre Belozoglu (niezgłoszenie do rozgrywek) – to lista nieobecnych, a zapewne przydatnych zawodników w zestawieniu trenera Aykuta Kocamana. Natomiast jedynym zawodnikiem, który nie mógł wspomóc „Orły”, był kontuzjowany Ola John. Co ciekawe, za słynnego Pablo Aimara dziś od pierwszej minuty zagrał Nicolas Gaitan, który był najbliższy strzelenia gola dla Portugalczyków w Stambule.

Jeśli ktoś oglądał pierwszy mecz tego półfinału, to mógł na początku rewanżu przeżyć deja vu. Tak samo jak przed tygodniem to Benfica od razu meldowała się pod bramką Demirela, a szczęścia raz za razem próbował Oscar Cardozo. W 8. minucie o mały włos od strzelenia bramki był Lima, lecz po celnym dośrodkowaniu Oscara Cardozo nieznacznie pospieszył się i nie zabrał się z piką. Minutę później cała Lizbona mogła usłyszeć radość kibiców – tym razem to Lima podawał z prawej strony, a nabiegający na piłkę Nicolas Gaitan huknął na bramkę z 10 metrów i nie dał szans bramkarzowi. Zdawało się, że gracze Fenerbahce przypomnieli sobie, iż tutaj chodzi o strzelanie goli. Dopiero w 12. minucie pierwszy raz przekroczyli linię pola karnego Arthura. Mimo tego to Benfica czuła się lepiej na boisku, a Cardozo usilnie próbował trafić piątego gola w tych rozgrywkach.
W 22. minucie na „Orłów” spadł grom z jasnego nieba. W niegroźnej sytuacji piłka odbiła się od ręki Ezequiela Garaya. Inną sprawą był wyraźny spalony chwilę wcześniej Moussy Sou. Nie wzruszyło to jednak Dirka Kuyta, który – w odróżnieniu od Cristiana przed tygodniem – pewnie skierował piłkę do siatki. Plany gospodarzy w sekundę poszły na marne, teraz Benfice potrzebne były dwa gole. „Żółte Kanarki” po wyrównującym trafieniu nie kwapiły się do ataków, wolały pozostać na swojej połowie i skutecznie wybijać Portugalczyków z rytmu. Za to jeden z kontrataków Fenerbahce o mały włos nie skończył się drugim golem dla gości, lecz Moussa Sou fatalnie chybił. W odpowiedzi fantastycznym uderzeniem Cardozo postraszył Volkana Demirela, lecz jego wolej z ostrego kąta ominął dalszy słupek.











