Na Signal Iduna Park gospodarze wygrali spotkanie ostatniej szansy z Olympiakosem Pireus. Jedyne trafienie w meczu na początku rywalizacji zdobył Kevin Grosskreutz. Gościom należał się jednak w pierwszej połowie rzut karny za zagranie ręką Matsa Hummelsa.
Dla Borussii Dortmund mecz 4. kolejki Ligi Mistrzów z Olympiakosem Pireus miał być spotkaniem ostatniej szansy. Mistrzowie Niemiec w poprzednich trzech potyczkach ugrali zaledwie jeden punkt, remisując na własnym obiekcie z Arsenalem Londyn. Pierwsza zaś potyczka z Grekami zakończyła się klęską 1:3. Jeśli podopieczni Juergena Kloppa marzyli choćby o kontynuacji swojej przygody pucharowej w Lidze Europy, musieli dzisiejszego wieczoru wygrać. Dla polskiego kibica istotną informacją był fakt, iż od pierwszej minuty zagrali Łukasz Piszczek w obronie i Robert Lewandowski na szpicy.

Gospodarze wyszli na boisko bardzo zmotywowani. Od samego początku meczu próbowali przejąć inicjatywę i szybko objąć prowadzenie. Ta sztuka udała się już w 8. minucie. Wtedy to Mario Goetze zagrał wzdłuż linii pola karnego do Kevina Grosskreutza, a ten strzałem z dystansu posłał piłkę obok węgierskiego bramkarza gości, Megyeriego.
Olympiakos odpowiedział parę minut później. Długie chwile jego przewagi podsumowała akcja Kevina Mirallasa z 15. minuty, gdy mocny strzał Greka wyłapał z trudem Weidenfeller. Mecz z każdą kolejną minutą nabierał rumieńców, żadna ekipa nie chciała odpuścić akcji ofensywnych, preferując otwartą grę.
Jednak kolejne groźniejsze sytuacje związane były ze stałymi fragmentami gry. Bliski strzału głową po dalekim dośrodkowaniu był Robert Lewandowski. Piłka jednak o centymetry minęła jego czuprynę. Po drugiej stronie boiska błąd przy interwencji w powietrzu Weidenfellera wykorzystał Djebbour, dośrodkowując głową do kolegów ustawionych w świetle bramki. Tam uderzał z woleja Fejsa, ale bardzo niecelnie.
Mecz stał na bardzo wysokim poziomie pod względem tempa gry, choć dobrze spisywały się obie defensywy i klarownych sytuacji było jak na lekarstwo, a przynajmniej do końca pierwszej połowy. Tuż przed przerwą o włos od wyrównania stanu gry był Mellberg. Obrońca główkował po rzucie rożnym, gdy na ziemi leżał Weidenfeller po starciu z jednym z rywali, ale niecelnie. Golkiper niemiecki skarżył się sędziemu, że był popychany, jednak to gościom należał się faul i rzut karny, gdyż Hummels dotykał w tej sytuacji piłkę ręką.
Zaraz po rozpoczęciu gry ponownie okazję do zdobycia bramki mieli Grecy. Zupełnie nieniepokojony Jose Holebas uderzył tuż zza pola karnego i z trudem piąstkował bramkarz BVB. Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać. Bardzo aktywny, dopiero 18-letni, Moritz Leitner dwukrotnie strzelał z większej odległości. Niestety dla zgromadzonej na stadionie publiczności Węgier w bramce Olympiakosu z łatwością łapał piłkę.









