Wczoraj ogłoszono nazwiska 23 zawodników, którzy powalczą o Złotą Piłkę FIFA. Lista jest solidna, znalazło się na niej dosłownie kilku graczy, którzy na wyróżnienie nie zasługiwali. Pewnie lepiej by to wszystko wyglądało bez Pique i Balotellego, ale trudno – wszystkiego mieć nie można. Musimy jednak przyznać, że zadziwiają nas komentarze sugerujące, iż największym błędem decydentów było umieszczenie w zestawieniu Sergio Busquetsa.
Trudno powiedzieć, co najbardziej rzutuje na skrajnie negatywny odbiór osoby Katalończyka. To, że zbyt często symuluje faule? To, że zawsze jest pierwszy przy arbitrze, zawsze gotowy, żeby przekonywać go do swoich racji? A może to, że po prostu jakoś tak źle mu z oczu patrzy? Chyba wszystkie powyższe czynniki odegrały jakąś rolę w budowaniu czarnej legendy Busquetsa.

No ale nie trzeba zawodnika lubić, żeby go doceniać. Ibrahimović nie jest wzorem cnót, a nikt nie odbiera mu prawa do bycia czołowym kopaczem globu. A przecież Zlatan nie raz i nie dwa robił rzeczy znacznie gorsze niż Busquets. Tak samo Balotelli. Facet ma w głowie sieczkę, ale mimo to jest powszechnie lubiany. Sergio nie ma tak łatwo. Jego umiejętności, jego przydatność dla drużyny, jego talent i boiskowa inteligencja są bezustannie umniejszane. Poczytaliśmy sobie w internecie komentarze na temat listy 23 kandydatów do tytułu najlepszego gracza świata i naprawdę byliśmy w szoku. Bo dla nas mówienie, że Busquets nie zasługuje na bycie na liście nominowanych, jest równoznaczne z twierdzeniem, iż na nominację nie zasługują Casillas albo Pirlo. Totalne bzdury.
Sergio Busquets to najlepszy defensywny pomocnik naszych czasów. O klasę lepszy od kogokolwiek innego. Od czasów Makelele nie było piłkarza tak doskonale operującego między linią obrony i pomocy. Kwestionując talenty Katalończyka, kwestionujemy trenerskiego nosa Pepa Guardioli i Vicente del Bosque. Kwestionujemy wiedzę setek szkoleniowców, którzy daliby się pociąć, żeby mieć „Busiego” w składzie. Hiszpanie na zawodnika Barcelony mówią „La Pulpa” – „Ośmiornica”. Pivot jak taki wielki głowonóg grasuje gdzieś w okolicy środka boiska, długimi ramionami wybiera futbolówkę spod nóg rywala i podaje ją koledze z drużyny. Wszędzie dosięga, jest w kilku miejscach naraz. Jest trochę przerażający w swej wszechobecności.
W Hiszpanii 90% drużyn gra systemem z dwoma defensywnymi pomocnikami – tak zwanym doble pivote. Taka taktyka zapewnia bezpieczeństwo w tyłach i spokojną dominację w środku pola. Barcelona jako jedna z niewielu ekip wystawia tylko jednego pivota. I nie jest to wcale spowodowane tym, że trzeba zrobić miejsce dla czeredy zawodników ofensywnych. „Blaugrana” po prostu nie potrzebuje nikogo poza Busquetsem. To ewenement. Real Madryt zawsze wystawia dwóch zawodników między obroną a atakiem. Jeden odpowiada za czytanie gry i dystrybuowanie podań, a drugi za robienie krzywdy rywalom. Barcelona ma Sergio. On robi całą robotę. My tego często nie widzimy, bo kamery telewizyjne skupiają się zawsze na Messim, Xavim i reszcie technicznych geniuszów. „Busi” jest gdzieś na granicy widzialności. Ale wystarczy spojrzeć szerzej, skupić się na obserwowaniu tylko Katalończyka, by zobaczyć, że to jest prawdziwa bestia. Może nie ma takiego podania jak Xabi Alonso, może nie dysponuje takim zmysłem ofensywnym jak Khedira albo strzałem na miarę Tino Costy, ale – nikt nie wmówi nam, że jest inaczej – Busquets jest idealnym defensywnym pomocnikiem.











