W kuriozalnych okolicznościach stracona szansa na pierwszy od lat mistrzowski tytuł dla Liverpoolu. Roztrwoniona przewaga i wypadnięcie z czołowej czwórki wraz z Leicester City w poprzednim sezonie. Ponadto liczne niepowodzenia w europejskich pucharach. Brendan Rodgers dotychczasowej przygody z futbolem znad Tamizy nie może uznać za szczególnie udaną. Za sprawą Pucharu Anglii seria porażek już dzisiaj może zostać zakończona. Historia nie jest jednak sprzymierzeńcem Irlandczyka z Północy.
Jest 13 kwietnia 2014 roku. Po świetnym spotkaniu Liverpool pokonuje na Anfield Manchester City i na cztery kolejki przed końcem sezonu zasiada na fotelu lidera. Po ostatnim gwizdku sędziego partnerów z zespołu gromadzi na środku boiska i dodatkowo motywuje kapitan Steven Gerrard. „The Reds” są murowanym kandydatem do zdobycia mistrzowskiego tytułu, szczególnie iż kapitalnie prezentuje się najlepszy strzelec rozgrywek, Luis Suarez. Wydaje się, że nic nie może już przeszkodzić zespołowi z czerwonej części Merseyside w sięgnięciu po trofeum.
Dwa tygodnie później, także na Anfield, ma jednak miejsce prawdziwy dramat Liverpoolu i Stevena Gerrarda. W spotkaniu z Chelsea, w którym podopiecznych Irlandczyka z Północy zadowalałby nawet remis, „The Reds” ponoszą porażkę. Szanse na mistrzostwo Anglii z praktycznie pewnych stają się minimalne. Tak zaczęła się seria kuriozalnych porażek Brendana Rodgersa.
Przegrany tytuł, rezerwy w Madrycie i inny Stambuł
Spotkanie Liverpoolu z Chelsea przez świat zostało zapamiętane głównie z powodu fatalnego w skutkach błędu Stevena Gerrarda. Przed meczem Jose Mourinho starał się jednak jak mógł wyprowadzić rywali z równowagi, co chwila deklarując konieczność wystawienia rezerw z powodu zbyt napiętego terminarza.
Brendan Rodgers negował słowa Portugalczyka oraz apelował o koncentrację podopiecznych niezależnie od zestawienia jedenastki zespołu ze Stamford Bridge. Spotkanie na Anfield pokazało jednak, że przysłowiowej chłodnej głowy zabrakło przede wszystkim Irlandczykowi z Północy. Choć po latach od momentu rozegrania spotkania Brendan Rodgers nie żałuje zbyt ofensywnego podejścia.
– Dla mnie bezpieczny futbol jest bezsensowny. […] Graliśmy dobrze przez 70 minut, Chelsea nic nie robiła. Straciliśmy gola w bardzo niefortunnych okolicznościach przed przerwą. Nawet na początku drugiej połowy radziliśmy sobie dobrze. […] – wspominał na łamach „The Telegraph” Irlandczyk z Północy.











