Angielska herbata: Black Lives Matter, czyli klękanie, które straciło sens


Gest solidarności, który przerodził się w wizerunkową sztuczkę. Jak ruch Black Lives Matter wpłynął na futbol i kluby Premier League

29 września 2020 Angielska herbata: Black Lives Matter, czyli klękanie, które straciło sens
www.echo-news.co.uk

Po śmierci George’a Floyda i protestach w Stanach Zjednoczonych oraz w wielu innych krajach ruch Black Lives Matter przybrał na sile. Kwestia rasizmu była poruszana przez światowe media znacznie obszerniej niż dotychczas. Protestujących wspierali kolejni politycy, celebryci, sportowcy oraz instytucje. Na czele z Premier League, która w geście solidarności podjęła konkretne działania. Tyle tylko, że z czasem inicjatywa godna pochwały stała się jedynie skuteczną metodą na budowanie wizerunku.


Udostępnij na Udostępnij na

Od lat z rasizmem na stadionach konsekwentnie walczą piłkarskie instytucje. Hasła typu „Let’s Kick Racism out of the Stadiums” czy „Equal Game” nieodłącznie towarzyszą futbolowym rozgrywkom. Charakterystyczne symbole akcji widnieją na koszulkach zawodników i arbitrów oraz na bannerach ustawianych wokół murawy. Widoczne są także w trakcie telewizyjnych transmisji.

Dlatego nie mogła dziwić decyzja piłkarskich instytucji, w tym Premier League, o poparciu protestów związanych z wydarzeniami ze Stanów Zjednoczonych. Tym bardziej że w Anglii problem rasizmu na stadionach co chwila przecież powraca niczym bumerang. Wszystko zaczęło się z właściwych pobudek. Na końcu zawsze wygrywają jednak pieniądze.

Black Lives Matter – szlachetna akcja czy dbanie o wizerunek?

Wstrzymanie futbolu z powodu pandemii sprawiło, że zawodnicy oraz menedżerowie jeszcze chętniej włączali się w akcje poparcia dla protestujących przeciwko rasizmowi. Nawoływania do zmian tylko potęgowały fakty. Według analizy przeprowadzonej w czerwcu przez „The Daily Telegraph” w żadnym z 92 klubów w strukturach Premier League oraz Football League nie było właścicieli czy dyrektorów generalnych o czarnym kolorze skóry. Co więcej, kolejni gracze na łamach mediów wspominali o przykrych doświadczeniach spowodowanych obrażaniem przez rywali lub kibiców na tle rasowym.

W końcu na scenę weszli także przedstawiciele angielskiej ekstraklasy. Działacze ogłosili, że w porozumieniu z zawodnikami i klubami w pierwszych dwunastu ligowych spotkaniach po wznowieniu rozgrywek na koszulkach graczy nazwiska zastąpi hasło „Black Lives Matter”. Ponadto w specjalnym oświadczeniu podkreślili, że będą wspierać piłkarzy klękających na murawę na znak solidarności z protestującymi. I tak klękanie stało się częścią widowiska.

Przed rozpoczęciem spotkań na murawie zaczęli klękać wszyscy: zawodnicy, sędziowie i sztaby szkoleniowe. Niektórzy nawet w trakcie meczów jak przykładowo Allan Saint-Maximin po zdobytej bramce. Z biegiem czasu cała akcja jednak spowszechniała, stała się wręcz przymusem, obowiązkiem. Nikt jednak nie odważył się wyłamać z powodu obaw przed pogorszenie wizerunku. I tak zapewne w strachu przed potencjalnym odejściem sponsorów nadal klękaliby wszyscy, gdyby nie przełom w meczu Coventry City – Queens Park Rangers. Ku powszechnemu zaskoczeniu przed rozpoczęciem spotkania zawodnicy obu drużyn solidarnie wyłamali się z panujących od miesięcy standardów. Nikt nie uklęknął. Po meczu pytany o całe zdarzenie dyrektor QPR, Les Ferdinand, odpowiedział wprost, że klękanie jest obecnie już tylko zabiegiem typowo PR-owym i straciło pierwotny sens.

Polityka – niechciana część futbolu

Decyzja graczy obu ekip o wyłamaniu się z ram poprawności politycznej spotkała się ze sporym poparciem, choć nie brakowało też krytyki. Mimo że nikt nie mówił dotąd o tym głośno, to całe środowisko jest już zmęczone tak intensywnym wpychaniem polityki do futbolu. Gesty potwierdzające solidarność z protestującymi i ofiarami rasizmu z czasem stały się puste. Skomercjalizowały i zmieniły w atut poprawiający wizerunek. Tak jak już wspomniałem, na końcu znów wygrały pieniądze.

Pocieszający jest jednak fakt, że znalazły się osoby, które podjęły odpowiednie działania, jak piłkarze Coventry City i QPR. Ludzie jak Les Ferdinand, który wprost nazwał rzeczy po imieniu. Teraz trzeba czekać na efekty. Futbol, instytucje piłkarskie i sama Premier League bardzo wiele pozytywnego zrobiły i robią na rzecz walki z rasizmem. Klękanie przed spotkaniami i w ich trakcie zwróciło uwagę społeczeństwa na problem. Warto jednak znać umiar.

Mniej istotne, ale też ciekawe:

  • Manchester City znów bije rekordy. W odróżnieniu od kampanii 2017/2018 „The Citizens” zapisują się jednak w historii po negatywnej stronie. Domowa porażka 2:5 z Leicester City wywołała niemałe zdumienie. Przede wszystkim chyba u samego Pepa Guardioli, bo drużyna prowadzona przez Hiszpana po raz pierwszy w karierze menedżera straciła pięć goli. To sprawiło, że obecnie zespół z Etihad Stadium nie może pochwalić się w tabeli nawet zerowym bilansem bramkowym. Sytuacja co najmniej niecodzienna, ale na szczęście dla wicemistrzów Anglii na kolejne starcie z Jamiem Vardym „The Citizens” przyjdzie poczekać. To dobrze także dla Pepa Guardioli, bo angielski snajper grać przeciwko Manchesterowi City po prostu uwielbia.

  • Problemów nie brakuje także u innego faworyta rozgrywek, Chelsea. Imponujące transfery na razie nie idą jeszcze w parze z wynikami sportowymi. Po domowej porażce z Liverpoolem „The Blues” zremisowali z West Bromwich Albion, odrabiając jednak trzybramkową stratę w drugiej połowie. Pogoni kolegów z drużyny za rywalami z perspektywy ławki rezerwowych nie zamierzał jednak oglądać zmieniony w przerwie Marcos Alonso. Hiszpan drugą odsłonę rywalizacji próbował obejrzeć w klubowym autokarze. To się ostatecznie jednak nie udało, a menedżer Frank Lampard z powodu zachowania defensora wpadł w szał. Klubowy autokar Chelsea musi być naprawdę wygodny.
Komentarze
AZARIASZ (gość) - 4 tygodnie temu

Z całym szacunkiem ale cała ta lewacka akcja ,, Black Lives Matter ” na cześć przestępcy i narkomana była jedynie pokazem jednej wielkiej żenady obecnej cywilizacji. Świat się jakoś nie unosi gniewem gdy systemowo zabijane są dzieci nienarodzone albo chore jak Alfie Evans nie ma wtedy ,, Child Lives Matter ”. Świat się jakoś nie unosi gniewem gdy kolejne kobiety padają ofiarami ,, kulturowego ubogacenia ''. Nie widziałem akcji globalnej ,, Women Lives Matter ”. Świat nie protestuje bo to są efekty lewackich rządów. W całej tej żenadzie z Floydem nigdy nie chodziło o żadne idee a wyłącznie o hajs oraz realizację lewicowych postulatów. Dlatego zapanowała taka histeria bo można było walnąć w prawicę. Tylko ślepy może tego nie dostrzegać.

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze