Po ciężkiej przeprawie w pierwszej połowie Brazylijczycy przechodzili moment załamania. Druga połowa przyniosła jednak oczekiwany wynik na korzyść „Canarinhos”. Japonia, pomimo walki, musiała uznać wyższość rywala, a Carlo Ancelotti melduje się w 1/8 finału.
Dramat Japończyków w Houston
Brazylia i Japonia przystępowały do tego spotkania z zupełnie odmiennymi nastrojami, ale z identycznym celem – awansem do 1/8 finału mistrzostw świata. Zdecydowanym faworytem pozostawali pięciokrotni mistrzowie świata, którzy po wyjściu z grupy są wymieniani w gronie głównych kandydatów do końcowego triumfu. Dla zespołu Carlo Ancelottiego odpadnięcie już na etapie 1/16 finału byłoby ogromnym rozczarowaniem i jedną z największych sensacji turnieju.
Po drugiej stronie stanęła jednak reprezentacja Japonii, która w fazie grupowej zachwyciła organizacją gry, dyscypliną taktyczną i skutecznością. „Samurajowie” udowodnili, że potrafią rywalizować z najlepszymi. W brazylijskim obozie nikt nie zamierzał lekceważyć azjatyckiego rywala. Tak kibice bawili się przed rozpoczęciem spotkania:
Za duże zagrożenie był uznawany m.in. Ayase Ueda, który na swoim koncie w czterech występach zanotował dwie bramki i zaliczył asystę. Zawodnik Feyenoordu również w ligowych rozgrywkach zachwycał liczbami. W 31 spotkaniach aż 25 razy trafił do siatki. Czujni widzowie mogli obserwować również m.in. Ritsu Doana, Keito Nakamurę czy Daichiego Kamadę. Eksperci zgodnie podkreślali, że Japonia może sprawić faworytom ogromne problemy, jeśli zdoła narzucić swój rytm gry i wykorzystać szybkie przejścia do ataku.
Japonia zaskoczyła faworyta
Od pierwszego gwizdka Brazylia starała się narzucić swoje warunki, lecz świetnie zorganizowana defensywa Japonii skutecznie odpierała kolejne ataki. W 29. minucie doszło do sensacji. Kaishu Sano przejął piłkę, dynamicznie ruszył w kierunku bramki i precyzyjnym strzałem przy dalszym słupku pokonał Alissona. Brazylijczycy do przerwy sprawiali wrażenie zagubionych, a ich akcjom brakowało tempa i dokładności.
Cała Japonia eksplodowała po trafieniu pomocnika. Kibice oszaleli z radości, a w Kraju Kwitnącej Wiśni uwierzono, że dziś może wydarzyć się piłkarski cud.











