Wikingowie płyną dalej; upadek wielkości Brazylii


Wielka Brazylia żegna się z Mistrzostwami Świata. No właśnie może już nie taka wielka…

7 lipca 2026 Wikingowie płyną dalej; upadek wielkości Brazylii

Jak mówi stare dobre przysłowie, fortuna kołem się toczy. Jedni wylewają łzy szczęścia inni płaczą, że ich przygoda dobiegła już końca. Norwegowie z Erlingiem Haalandem na czele zapewnili sobie awans do kolejnej fazy turnieju, kosztem wielkiej Brazylii. Brutalnie pozbawieni złudzeń Canarinhos wracają do Rio ze spuszczonymi głowami. Co zawiodło pięciokrotnych Mistrzów Świata?


Udostępnij na Udostępnij na

Już przed startem turnieju mówiło się sporo o Brazylijczykach. Przyzwyczajeni do rozgłosu piłkarze tym razem musieli mierzyć się z falą negatywnych opinii i komentarzy. Wszystkie ze strony szczególnie swoich własnych kibiców. W echu niecichnących kontrowersji dotyczących powołania Neymara, wielkiej gwiazdy brazylijskiej piłki, cała reprezentacja musiała przygotować się do walki o mistrzostwo. Mimo, że nie była stawiana w roli jednego z największych faworytów do końcowego sukcesu, to wciąż Brazylia. Zespół, którego nie warto lekceważyć. Kibice zawsze będą oczekiwać najwyższych laurów i sukcesów. Jednak wstydliwa passa ciążąca na zespole Ancellotiego, która nie pozwala osiągnąć czegoś więcej na wielkich turniejach dopadła ich i tym razem.

Wolny start brazylijskiej lokomotywy

Niecichnące głosy wokół postaci Neymara nie pomogły mu w szybkim powrocie do gry. Zawodnik, o którym więcej w ostatnim czasie mówi się w kontekście opuszczonych minut z powodu kontuzji, nie zdołał być przez sztab postawiony na nogi już na pierwsze spotkania mundialu. Po ogłoszeniu przeciwników Brazylii na Mistrzostwach Świata, eksperci pozostawali jednak sceptyczni. Nie warto lekceważyć słabszego na papierze rywala, bo można się sparzyć. O ile przeciwnicy pokroju Haiti czy Szkocji nie stanowili wielkiego zagrożenia, tak czwarty zespół ubiegłego mundialu, Maroko to już nie były przelewki. Powszechnie wiadome jest, że to właśnie pierwszy mecz nadaje narracje na resztę turnieju i jest niezwykle ważny, żeby zacząć z wysokiego C.

 

Dobre złego początkiem

Brazylia swój pierwszy mecz rozegrała z wicemistrzami Pucharu Narodów Afryki, z którymi musiała podzielić się punktami. Wynik poniekąd zakłamuję obraz tego meczu. Kto choć przez chwilę zerknął na moment na to spotkanie wie, że mogło to się skończyć zdecydowanie gorzej już w pierwszej połowie. Można nawet powiedzieć, że zespół Maroka grał bardziej jak Brazylia niż sami Canarhinios. Wysokie posiadanie, kontrola gry i niebanalne rozwiązania w ataku miały być sposobem Brazylijczyków. Okazały się bronią skuteczną przeciwko nim. Kolejne spotkanie z Haiti mimo wygranej 3:0 także momentami napawało kibiców niepokojem. Zespół z 88. miejsca w rankingu FIFA zdołał kilkukrotnie skutecznie postraszyć defensywę Gabriel-Marquinhios. Jednak od tego meczu wydawało się, że piłkarze Ancelottiego zaczynają łapać większe flow, a sama drużyna rozkręca się coraz szybciej.

Brazylia

Szkocja jeszcze bardziej rozgrzała brazylijską sambę. Zespół Scotta McTominaya postawił na głęboką defensywę, nie proponując nic konkretnego w ataku. To skutecznie wykorzystał Vinicius Jr. i spółka, notując dublet oraz pewne zwycięstwo 3:0. Kibice od tamtego momentu zaczęli jeszcze dosadniej łączyć pięciokrotnych Mistrzów Świata z kolejnym tytułem. Neymar, który w końcu rozegrał w tym meczu swoje pierwsze minuty przywrócił wiarę kibicom i otrzymał owację na stojąco wchodząc na murawę. Nadal jednak upływ czasu, plaga kontuzji i styl życia lekkoducha pokazały, że po dawnym Neymarze praktycznie nie ma już śladu.

Trofeum zaczyna straszyć

Tuż po opuszczeniu fazy grupowej na reprezentację Brazylii czekał zespół groźnych samurajów. Japonia, która sprawiła sensację remisując w szalonym meczu z Holandią stanowiła niemałe wyzwanie. Wszystko to z czym zmagał się zespół Canarhinios, było uosobieniem w postaci Japonii. Zwarcie dobrze broniąca, kompaktowa defensywa z dodatkiem nieprzewidywalnego, zabójczego ataku. Dodatkowo tracisz gola już w pierwszej połowie meczu, a sytuacji bramkowych twojego zespołu było jak na lekarstwo. Koło ratunkowe rzucił wiecznie żywy Casemiro. Determinacja by odwrócić losy rywalizacji była godna pochwały. Kiedy Japończycy myśleli już o przerwie przed dogrywką, Gabriel Martinelli czyli super zmiennik Arsenalu i jak się okazuje także reprezentacji Brazylii, wpakował piłkę na wagę zwycięstwa.

Heroiczne zwycięstwo z Azjatami nie zdało się na długo. W meczu, którego rangą był ćwierćfinał wróciły stare demony. Brak skuteczności i zdecydowanego lidera Norwegia skrzętnie wykorzystała czekając aż zespół Ancelottiego się wystrzela. Brazylia straciła kompletnie plan na to spotkanie. Oddała piłkę rywalowi, co się nie zdarza zbyt często i pozwoliła, aby Wikingowie zdominowali mecz. Haalandowi nie trzeba było dwa razy powtarzać. Norweski napastnik zapewnił triumf swojemu zespołowi, dla pewności strzelając aż dwa gole. Marzenia runęły w gruzach. Neymar, dla którego był to ostatni mecz w barwach Canarinhos, zalał się łzami podobnie jak cała Brazylia.

Brazylijskie przeklęte pokolenie 

Po raz kolejny wiele mówi się, że kolejne pokolenie Brazylijczyków nie było wstanie sięgnąć po Mistrzostwo Świata. Najbardziej utytułowana reprezentacja w historii, w której barwach grał legendarny Pele kiedy zdobywał trzy Mistrzostwa Świata w 1958, 1962 i w 1970 roku, błądzi już od ponad dwóch dekad.  Ostatni triumf zespół Canarhinios świecił w 2002 roku kiedy to jeszcze Ronaldinho, Ronaldo czy Rivaldo brali na swoje barki losy sukcesu całego zespołu. Od tamtej pory nawet utalentowani gracze jak Kaka, Neymar, Marcelo, Thiago Silva, Oscar, Robinho czy teraz Vinicius Jr. musieli obejść się smakiem.

Brazylia

Tym razem nadzieje były tym większe, że Stany Zjednoczone zapadły pozytywnie w pamięć wszystkim kibicom. To w 1994 roku w trakcie mundialu właśnie na terenie USA, po 24 latach zespół Canarhinhos przełamał klątwę i zdobył tytuł najlepszej drużyny na świecie. Wówczas Romario stanął na czele zespołu i doprowadził do historycznego sukcesu. Powołanie Neymara, obecność Viniciusa Jr. i Raphinii oraz wielu innych młodych, ambitnych graczy, przywołało pozytywne wspomnienia w głowach kibiców. Tym razem jednak amerykańska ziemia nie okazała się aż tak łaskawa.

Mglista wizja przyszłości

Brazylijska federacja walczyła o podpis Carlo Ancelottiego na długo przed jego ogłoszonym odejściem z Realu Madryt. Było to pokłosiem tragicznych eliminacji do turnieju. Drużyna o takiej historii i renomie jak Brazylia nie mogła pozwolić sobie na zajęcie dopiero 6. miejsca w kwalifikacjach strefy CONMEBOL. Wyżej od nich znalazł się m.in. Ekwador, Kolumbia czy Urugwaj. Chaos w zespole jaki panował, ale także nieporozumienia w sztabie dolewały oliwy do ognia. Od turnieju w 2022 roku Brazylia zatrudniła aż czterech trenerów, którzy nie potrafili zapanować nad sambą w szatni. Neymar stracił pozycje lidera z uwagi na ilość kontuzji i słabą formę, a kolejni kandydaci zwyczajnie nie dojeżdżali w meczach reprezentacji. Ancelotti miał okazać się lekiem na całe zło.

Odpadnięcie z Norwegią nie spowoduje wielkich trzęsień ziemi. Ancelotti przedłużył umowę na kolejne cztery lata jeszcze przed feralnym meczem 1/8 fazy turnieju. Nawet jeśli nastroje wśród kibiców są grobowe i wielu rząda zwolnienia Włocha z pozycji trenera, sztab przede wszystkim patrzy długofalowo na tą współpracę. Najważniejsza jest stabilizacja, odnalezienie liderów oraz stylu gry, ponieważ cała Brazylia nie może sobie pozwolić po raz kolejny na błędy jakie popełniła w eliminacjach oraz w trakcie samego mundialu, ale tym razem już bez Neymara…

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze