Znamy już skład finału igrzysk olimpijskich. O złoto powalczą Meksykanie z Brazylijczykami, którzy w drugim półfinale nie dali szans Korei Południowej i wygrali 3:0. Niesmak wzbudziła jednak postawa arbitra, który dwukrotnie nie podyktował ewidentnych rzutów karnych dla Koreańczyków.

Dość nieoczekiwanie od początku spotkania przewagę mieli piłkarze Korei Południowej. Azjaci cierpliwie konstruowali akcje, długo utrzymując się przy piłce i nie pozwalając rywalom narzucić swoich warunków gry. Podrażnieni Brazylijczycy uciekali się do częstych fauli, a ponieważ Koreańczycy nie pozostawali dłużni, w pierwszych minutach byliśmy świadkami nieco szarpanej gry. Tymczasem w 10. minucie Azjaci byli bardzo blisko zdobycia bramki, ale będąc dwukrotnie w dobrych sytuacjach, zabrakło im zimnej krwi. Kilkadziesiąt sekund później raz jeszcze w wybornej okazji znalazł się Dong Won Ji, lecz jemu także się nie powiodło. Brazylia w niczym nie przypominała zespołu z pierwszej fazy turnieju, natomiast Koreańczycy bez kompleksów sunęli z kolejnymi akcjami. W 17. minucie przypomniał o sobie Won Ji, ale jego uderzenie z dystansu było minimalnie niecelne.
W końcu piłkarze z Ameryki Południowej otrząsnęli się z tego stanu odrętwienia i doszli do głosu. Dwukrotnie próbował zaskoczyć uderzeniem Damiao, ale pewnie w bramce spisywał się golkiper rywali, Young Lee. On właśnie był bohaterem akcji w 20. minucie, kiedy odważną interwencją uchronił swój zespół od straty gola, natomiast dobitkę z linii bramkowej wybił jeden z obrońców. Wraz z upływem czasu coraz bardziej dominowała ekipa Neymara, która ku uciesze brazylijskich kibiców, w końcu odnalazła swój rytm gry. Szczególnie aktywny był Damiao, ale w cieniu wcale nie pozostawał wspomniany wcześniej napastnik Santosu. Koreańczycy ustawili jednak szczelne zasieki obronne i z przewagi przeciwników w efekcie niewiele wynikało. Do czasu. W 37. minucie do siatki trafił bowiem Romulo, który znakomicie się podłączył do akcji ofensywnej i pewnie wykorzystał prostopadłe podanie Oscara. Usatysfakcjonowani wynikiem Brazylijczycy wyczekiwali od tego momentu przerwy i swego celu dopięli. Do szatni schodzili z jednobramkowym prowadzeniem.

Druga połowa mogła się zacząć bramką dla Korei, ale odwagi zabrakło sędziemu tego spotkania, który nie podyktował ewidentnego rzutu karnego. Faktem jest jednak, że Azjaci drugą część starcia rozpoczęli podobnie jak pierwszą, czyli zdecydowanymi atakami. Tymczasem Brazylijczycy odpowiedzieli raz, ale jakże skutecznie! Akcję lewą stroną boiska zainicjował Neymar, który następnie odegrał do Damiao, a ten ze stoickim spokojem podwyższył prowadzenie swojej drużyny. Od tego momentu dominacja podopiecznych Mano Menezesa nie podlegała już dyskusji, a po chwili piłkarze w żółtych strojach dobili rywala. Raz jeszcze na listę strzelców wpisał się Damiao, który najlepiej odnalazł się w polu karnym Koreańczyków i z miejsca delikatnym strzałem umieścił futbolówkę obok bezradnie interweniującego golkipera przeciwników.











