Ostatnimi czasy przedstawicielom ekstraklasy w Europie, delikatnie mówiąc, nie wiedzie się. Jeśli Liga Mistrzów i Liga Europy to siostry, to ta ładniejsza nawet nas nie zauważa na szkolnym korytarzu. Dla tej brzydszej natomiast jesteśmy tym klasowym frajerem, który nie robi nic całymi dniami poza graniem w Metina. Przekręcając nasze imię, zwraca się do nas tylko wtedy, gdy musi spisać pracę domową z matmy.Ogólnie rzecz biorąc, nie mamy podjazdu, żeby którejś z nich pomóc zanieść książki na zajęcia, a co dopiero umówić się na randkę.
Aby sprawdzić współczynnik UEFA naszego kraju, korzystając z Transfermarktu, żeby odnaleźć Polskę, trzeba przejść na drugą stronę. Pozwolę sobie powtórzyć, na drugą stronę! Plasując się na 32. miejscu, wyprzedzają nas takie tuzy futbolu jak Azerbejdżan, Białoruś czy Węgry. Tylko jedną lokatę niżej niż my jest, uwaga… Lichtenstein. Nawiązując do wstępu, jesteśmy tak nisko w hierarchii, że dyrekcja szkoły zapomina o nas, przygotowując album naszego rocznika.
Oczywiście na to wszystko solidnie sobie zapracowaliśmy. W zeszłorocznych eliminacjach tylko jedna drużyna eliminująca naszych przedstawicieli awansowała do grupy LE. Byli to Rangersi, którzy pokonali Legię w ostatniej rundzie. Inne drużyny wykładały się natomiast w meczach z DAC 1904 Dunajska Streda, Brondby IF i Riga FC.
Słowacko-macedoński koszmar Cracovii
Trzecia drużyna ligi słowackiej odprawiła z kwitkiem projekt jednego z najlepszych polskich trenerów. Michał Probierz to tak uznana marka, że powierzono mu w Cracovii nie tylko funkcje trenera, ale też wiceprezesa. W normalnej sytuacji niejedna głowa by poleciała, ale w tym wypadku ewidentnie szkoleniowiec ma haki na przełożonego.
To niejedyne, co można wytknąć Cracovii. W 2016 roku za silna okazała się drużyna, której napisania nazwy się nie podejmę, dlatego jestem zmuszony ją skopiować. Chodzi tu o macedoński klub Shkëndija 79 Tetowo. Oczywiście tak jak w przypadku Dunajskiej Stredy była to też pierwsza runda eliminacji.
„Kolejorzu”, tego już za dużo
Do Lecha Poznań nie można mieć pretensji, jeśli spojrzymy na ostatnie dwa podejścia. Odpaść z Utrechtem i Genkiem to żaden wstyd tym bardziej po całkiem wyrównanej walce. Jeśli jednak spojrzymy trochę dalej, „Kolejorz” dostarcza nam wystarczająco materiału na osobny artykuł. W latach 2012–2014 odpadał on kolejno z: AIK-iem Fotboll, Żalgirisem Wilno i Stjarnanem.
Gdybym miał krótko scharakteryzować wyżej wymienione trzy przygody, zrobiłbym to w ten sposób. Lech dostał 3:0 z klubem, który w nazwie ma błędnie zapisaną dyscyplinę, w której się mierzyli (futbol). Dwumecz z Litwinami to żal, dosłownie i w przenośni, a Stjernan to drużyna, o której Wikipedia pisze „Piłkarze Stjarnan znani są w świecie z dostępnych w Internecie swoich nietypowych, zabawnych celebracji po strzeleniu gola”. Ludzie kochani, co to ma być, na litość boską?!
Mistrz Polski nie daje przykładu
Legia ma już za sobą pierwszą rundę eliminacji do Ligi Mistrzów, w której to podjęła Linfield FC. Kompromitacja była blisko, ale podopieczni Vukovicia zdołali wygrać 1:0. Blisko było też, gdy musieli stawić czoła drużynie o nazwie Europa FC. W tym miejscu warto zaznaczyć, że nie jest to zespół typu Starego Kontynentu, a nawet nie najbardziej utytułowany klub w historii ligi gibraltarskiej. Ostatecznie legioniści wygrali ten dwumecz, ale bezbramkowy remis z pierwszej potyczki tych drużyn to istna katastrofa.








