Za nami cztery „Los Clasicos”, które odbyły się na przestrzeni osiemnastu dni. Kontrowersji było więcej niż dyskusji o pięknych akcjach, a taktyka i kunktatorstwo często brały górę nad otwartą grą. Obydwu trenerom, a także piłkarzom niejednokrotnie puszczały nerwy, a pewien arbiter stał się nawet przez te niecałe dwa tygodnie zdecydowanie niemile widziany w Madrycie. Jakie wnioski nasuwają się po tym maratonie arcymeczów? Skupmy się na dwóch aspektach: statystykach i kontrowersjach.
Kontrowersje
W dwóch pierwszych meczach były, ale nie było o nich zbyt głośno. W spotkaniu nr 1 Iker Casillas faulował w polu karnym Davida Villę, czego sędzia, Muniz Fernandez, nie widział albo widział, ale nie zareagował. Z kolei przy rzucie karnym dla Realu faul Alvesa na Marcelo był chyba mniej klarowny, a jednak sędzia gwizdnął.

W meczu nr 2 Undiano Mallenco nie uznał gola Pedro, chociaż na spalonym były co najwyżej nieobcięte paznokcie u stóp Kanaryjczyka. Kartka, raczej czerwona niż żółta, należała się Sergio Busquetsowi za faul na Xabim Alonso, który nie powinien dograć końcówki spotkania, gdyż za nieprzepisowe zatrzymywanie Andresa Iniesty należała mu się druga żółta kartka. Już w pierwszej połowie boisko powinien również opuścić Arbeloa, który w pewnym momencie postanowił się przespacerować po Davidzie Villi. Kryminał.
Prawdziwą burzę, a raczej huragan trzeciego stopnia połączony z deszczem meteorytów i trzęsieniem ziemi, wywołały za to, głównie wśród zawodników i kibiców Realu, decyzje (lub ich brak) Wolfganga Starka. Niemiec w komicznych sytuacjach odgwizdywał faule na Angelu Di Marii, a już szczytem głupoty było pokazanie żółtej kartki Arbeloi za to, że przebiegający obok niego Pedro trącił obrońcę Realu końcem rękawa, po czym, niczym rażony piorunem, padł na ziemię.
Najwięcej kontrowersji wywołała czerwona kartka dla Pepe pokazana za domniemany faul, po którym „ucierpiał” Dani Alves. Jestem daleki od doszukiwania się w tej, a także pozostałych decyzjach arbitra w tym meczu, spisku UEFA, czego zresztą nie omieszkał zrobić Mourinho i wpoić swoim pojętnym piłkarzom. Uwierzyli w to również niektórzy kibice „Los Blancos”. Szkoda czasu i miejsca na analizowanie ich stanu umysłu (może w innym tekście?), warto jedynie nieszczęśników usprawiedliwić, wszak po wygranym Copa del Rey uwierzyli już, że Real jest na tyle mocny, by regularnie bić „Barcę”. Nie jest. Wracając do Starka, a raczej jego asystenta, który zasugerował mu, że Pepe chciał Alvesa zabić, popełnił błąd. Gracz Realu powinien otrzymać kartkę w kolorze żółtym, takąż gracz „Blaugrany” za symulowanie. Kropka.













