W 4. kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów Dynamo Kijów zremisowało z FC Porto. Bramek nie oglądaliśmy, a optycznej przewagi nie potrafili udokumentować goście.
Sytuacja w tabeli przed czwartą serią gier była korzystna dla Porto, które miało na koncie trzy zwycięstwa. Dynamo zajmowało natomiast trzecią lokatę z trzema punktami na koncie. Do drugiego PSG brakowało zatem również trzech punktów, które podopieczni Błochina mieli zdobyć właśnie dzisiejszego wieczora. Dwa tygodnie temu górą były „Smoki”, które na własnym boisku wygrał 3:2 po bardzo emocjonującym meczu. Wszystkie te czynniki zwiastowały bardzo emocjonujące spotkanie.

To, że Dynamo jest niezwykle groźne na własnym stadionie, było wiadome nie od dziś. Jednak piłkarze Porto jakby zapomnieli o tym już na samym początku spotkania, dzięki czemu podopieczni Błochina mogli bardzo dobrze rozpocząć rywalizację. Wystarczy dodać, że goście groźną sytuację pod bramką Kowala stworzyli dopiero w 20. minucie gry, ale wówczas nic z tego nie wyszło, bo dośrodkowanie popsuł Varela, a na dodatek Jackson Martinez znajdował się na spalonym. Najdogodniejszą okazją w pierwszej połowie do zdobycia bramki była sytuacja po nieco ponad pół godzinie gry. James Rodriguez wspaniale dośrodkował w pole karne, a Jackson Martinez jeszcze lepiej uderzył piłkę głową w stronę bramki Kowala. Golkiper Dynama udowodnił, że potrafi bronić, i sparował tę piłkę nad poprzeczkę.
W pierwszej części gry swoje sytuacje mieli również gospodarze, którzy bardzo dobrze zdawali sobie sprawę z tego, że by pozostać w grze, muszą dzisiejsze spotkanie po prostu wygrać. Chyba ta myśl paraliżowała im nogi, ponieważ bardzo dobre momenty gry przeplatali fatalnymi, często w dziecinny sposób gubiąc piłkę. Bardzo chcieli wykorzystać to goście, którym jednak w pierwszej połowie zabrakło trochę szczęścia. Po 45 minutach meczu bramek nie oglądaliśmy, a optyczną przewagę mieli piłkarze Porto, którzy o mały włos (refleks Maksyma Kowala) nie zdobyli gola.
W drugich 45 minutach wszyscy kibice na Stadionie Olimpijskim w Kijowie liczyli, że zobaczą przynajmniej jedną bramkę. Oczywiście dla Dynama. Emocji z całą pewnością nie brakowało. Jednak to nie Dynamo, a FC Porto zaczęło lepiej drugą odsłonę meczu. Świetnie usposobiony technicznie James Rodriguez rozgrywał piłkę tak, że ręce same układały się do oklasków. Już kilka minut po wznowieniu gry wielką szansę na wyprowadzenie „Smoków” na prowadzenie miał Silvestre Varela, jednak tylko sobie znanym sposobem nie trafił nawet w światło bramki. Najdogodniejszą okazję dla Dynama w całym spotkaniu zmarnował w 67. minucie Jarmolenko, który dostał prostopadłą piłkę od Haruny i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem Portugalczyków. To by było na tyle, bo golkiper Porto z dziecinną łatwością zatrzymał próbę Jarmolenki.












