FC Barcelona dość zaskakująco remisuje z Sevillą, tym samym utrudniając sobie drogę po trzecie z rzędu mistrzostwo Hiszpanii. Słaba dyspozycja drużyny Julena Lopeteguiego wystarczyła, aby zatrzymać lidera La Liga. Pomimo przewagi Barcelony ta nie potrafiła przekuć jej w trzy punkty, które mogły okazać się kluczowe w kontekście ostatecznego triumfu.
FC Barcelona do Sewilli pojechała po trzecie zwycięstwo po restarcie La Liga. Trzy punkty w kolejnym spotkaniu miały powiększyć przewagę nad drugim w tabeli Realem Madryt do pięciu „oczek”. Choć drużyna z Katalonii wybierała się na bardzo trudny teren, dla Leo Messiego Estadio Ramon Sanchez Pizjuan jest drugim domem. To tam Argentyńczyk przeciwko Sevilli zdobył 12 bramek. We wszystkich starciach z „Sevillistas” kapitan Barcelony pochwalić się może 37 trafieniami. W meczu 30. kolejki licznik miał się powiększyć, tym bardziej że Messi stanął przed okazją strzelenia 700. bramki w swojej karierze.
Kolejnym graczem, który w meczach wyjazdowych z Sevillą czuje się jak ryba w wodzie, jest Antoine Griezmann. Trzy ostatnie wizyty Francuza w Andaluzji skutkowały pięcioma golami. Piątkowe starcie mistrz świata rozpoczął na ławce rezerwowych, co mimo rangi spotkania nie mogło dziwić sympatyków Barcelony. To w jego miejsce obok Leo Messiego oraz wracającego do pierwszej jedenastki Luisa Suareza wskoczył Martin Braithwaite. Duńczyk po debiutanckim trafieniu z Mallorcą miał w pełni prawo liczyć na kolejną szansę, jednak nawet w najśmielszych snach nie mógł przewidywać gry od pierwszej minuty w arcyważnym meczu z Sevillą.
Wszędzie jak w domu
Trzecie spotkanie bez kibiców, drugie na wyjeździe. To sprawiało Barcelonie zawsze mnóstwo problemów, aż do teraz. W Sewilli to „Duma Katalonii” od początku dyktowała tempo spotkania, w którym przez brak kibiców nie odczuwała przytłoczenia. Spokój sprzyja magikom, którzy tak jak w teatrze mają wszystko dopasowane do swoich preferencji. Takimi bezdyskusyjnie są Katalończycy, którzy im większą kontrolę nad spotkaniem posiadają, tym czują się lepiej.
Tego spektaklu zepsuć nie chcieli gospodarze, którzy dość wolno wchodzili w spotkanie. FC Barcelona imponowała wysokim pressingiem, którym przez długi czas uniemożliwiała Sevilli wyjście z własnej połowy boiska. Co więcej, posiadając piłkę, niejednokrotnie miała więcej swobody niż w meczach z Mallorcą i Leganes. Barcelona Setiena miewa problemy z atakiem pozycyjnym, kiedy rywal od pierwszej minuty postanawia zamurować bramkę. Sevilla ustawiona była znacznie wyżej, a to wykorzystywali goście, szybko transportując piłkę tuż przed pole karne Tomasa Vaclika.












