Ani jednej bramki nie zobaczyli kibice w meczu Olympique Marsylia – Manchester United. Po zaciętym, ale niezbyt ciekawym spotkaniu na Stade Velodrome padł rezultat bezbramkowy.
Obaj szkoleniowcy nie mogli skorzystać z usług swoich najlepszych zawodników. Opiekun gospodarzy, Didier Deschampes, od kilku miesięcy musi radzić sobie bez Cesara Azpilicuety, a z udziału w środowym spotkaniu został też wykluczony Andre-Pierre Gignac. Jeszcze większe kłopoty z zestawieniem wyjściowego składu miał trener gości sir Alex Ferguson. Szkocki menedżer pozostawił w Manchesterze takich graczy jak Ji-Sung Park, Michael Owen, Luis Antonio Valencia, Rio Ferdinand, Jonny Evans, Ryan Giggs i Anderson.

Mecz na Stade Velodrome miał szczególny wymiar dla Gabriela Heinze. Argentyński obrońca Olympique w latach 2004-2007 bronił barw zespołu z Old Trafford. Doświadczony zawodnik od początku spotkania miał za zadanie toczyć pojedynki z Nanim.
Już w pierwszej akcji meczu wiele kłopotów obrońcom Manchesteru United sprawił Andre Ayew. Reprezentant Ghany przedarł się lewym skrzydłem, po czym dośrodkował w pole karne, ale Loic Remy fatalnie spudłował. 60 sekund później również nie popisał się Nani, który w dobrej sytuacji przeniósł futbolówkę wysoko nad bramką Steve’a Mandandy. W ósmej minucie bramkarz Olympique musiał po raz pierwszy interweniować. Po rzucie wolnym wykonywanym przez Naniego piłka trafiła pod nogi Darrena Fletchera, a Szkot bez namysłu uderzył zza pola karnego. Kapitan „L’OM” nie dał się jednak zaskoczyć.
Przez kolejne minuty gra toczyła się głównie w środku pola, a przy piłce więcej czasu spędzali gracze „Czerwonych Diabłów”, ale w obu ekipach mnożyły się też niecelne zagrania. Zamieszanie w szeregach rywali wzniecali tylko Ayew i Nani, ale z ich szarż niewiele wynikało.
Dopiero w ostatnich fragmentach pierwszej połowy na murawie zrobiło się ciekawiej. Dobre dośrodkowanie Remy’ego na rzut rożny wybił Chris Smalling. W odpowiedzi na tę akcję Francuza, na bramkę Mandandy ruszył Nani, a korner wywalczył John O’Shea. Jeszcze przed końcem regulaminowego czasu gry z dystansu uderzył Charles Kabore. Pomocnik marsylczyków nie zmusił jednak do interwencji Edwina Van der Sara.Chwilę później arbiter zakończył pierwszą część spotkania.
Tuż po zmianie stron doszło do ostrego starcia pomiędzy Brandao a Nemanją Vidiciem. Brazylijczyk uderzył Serba łokciem w twarz, ale to zdarzenie umknęło uwadze sędziego. W 54. minucie były napastnik Szachtara Donieck oddał pierwszy strzał na bramkę Van der Sara w tym spotkaniu. Snajper z Brazylii strzelił głową z czternastu metrów, Holender pewnie złapał piłkę. Kolejne akcje marsylczyków, w których błyszczeli Remy, Ayew i Lucho, również nie przyniosły rezultatu w postaci bramki.










