Niesamowite emocje w Sewilli. Betis przegrał pierwszą połowę 1:3. Dwie bramki strzelił Rakitić i jedną Negredo. Potem gole zdobywali tylko piłkarze Betisu, którzy od stanu 0:3 zdołali doprowadzić do wyrównania. Najpierw Pabon pozwolił tlić się nadziejom, potem rzut karny wykorzystał Ruben Castro, a remis w końcówce meczu uratował Nosa. Czerwoną kartkę już w 55. minucie zobaczył Medel, co znacznie zmieniło obraz gry.
Atmosfera na Benito Villamarin była genialna, piłkarze Betisu od początku chcieli wynagrodzić swoim kibicom fakt, że ostatni raz wygrali na własnym stadionie z rywalem zza miedzy w sezonie 2005/2006. Benat raz po raz zmieniał tylko strony boiska, by wykonywać kolejne stałe fragmenty gry, ale cios już w 7. minucie zadali goście. Ivan Rakitić przechytrzył bramkarza gospodarzy, który spodziewał się dogrania do partnerów, a tymczasem Chorwat umieścił piłkę w siatce. W 12. minucie zagotowało się pod bramką Sevilli, ale Pabon i Juan Carlos nie potrafili sforsować defensywy rywali, a minutę później Negredo genialnie uderzył wolejem. Potem znów szansę miał Rakitić. Wynik meczu nie uległ jednak zmianie.

W 19. minucie bramkę ponownie strzelił Rakitić. Sevilla prowadziła od tamtej pory 2:0, ale kontrowersji przy tej bramce było co nie miara. Najpierw Chorwat dogrywał do Negredo, ale akcję przeciął Chica. Negredo był jednak na spalonym, więc sędzia powinien przerwać atak. Wynik kompletnie nie odzwierciedlał przebiegu meczu. Nad boiskowymi wydarzeniami panował Betis, a tymczasem kontrataki Sevilli okazały się zabójcze. Z czasem jednak Betis przegrał walkę o środek pola. Na boisku zaczęło wrzeć coraz bardziej, poziom frustracji, co zrozumiałe, w piłkarzach gospodarzy rósł z każdą minutą wraz z przewagą gości.
W 33. minucie kolejna genialna akcja Sevilli i kolejny gol. Reyes dogrywał, Negredo wykończył. Ten mecz powinien zacząć się od nowa. Betis, dostając kolejne ciosy, niczym bokser słaniał się na nogach i wyczekiwał tylko gwizdka kończącego pierwszą połowę. Aż w 43. minucie doszło do ożywienia kibiców, gdy bramkę strzelił Pabon, który wyłuskał piłkę spod nóg Medela. Jeszcze przed przerwą podopieczni Unaia Emery’ego mieli szansę na kolejną bramkę, a sędzia znów nie dopatrzył się ewidentnego spalonego.
Druga połowa mogła zacząć się jeszcze lepiej dla Sevilli niż pierwsza. W 47. minucie dogrywał Rakitić, lecz strzał Kondogbii został zablokowany. Chwilę później bramkarza lobem chciał zaskoczyć Negredo, ale jego zagranie z mniej więcej 30 metrów było niedokładne. W 53. minucie mieliśmy rzut karny po bezmyślnym zagraniu Fazio. Presję wytrzymał Ruben Castro, choć Beto miał piłkę na ręce, i mieliśmy już tylko 2:3.
W 55. minucie na boisku mieliśmy istne piekło. Sędzia ukarał czerwoną kartką Garego Medela i żółtą Canasa. Betis grał od tej pory z przewagą jednego zawodnika, a kibice, którzy opuścili stadion w pierwszej połowie, mogli zacząć żałować. W 64. minucie świetnie w polu karnym zachował się Ruben Castro, ale jego strzał został zablokowany. Po dziesięciu minutach Betis miał kolejną szansę. Niesamowite rzeczy działy się w polu karnym Sevilli. Gospodarze wjeżdżali niczym polska husaria między obrońców gości.











