16. kolejkę, a zarazem pierwszą część sezonu Bundesligi, kończyliśmy megahitem, w którym zmierzyły się dwa najlepsze do tej pory zespoły w tabeli. Bayern Monachium, a więc lider, podejmował wicelidera RB Lipsk. To spotkanie miało również dać odpowiedzi na wiele pytań i uczciwie trzeba przyznać, że dziś dowiedzieliśmy się trochę rzeczy, które mogą zmienić nasze spojrzenie na trwający sezon i na możliwą przyszłość obu ekip.
Na wstępie powiedzmy o informacji kluczowej, a więc o wyniku. Bayern zwyciężył 3:0, a wynik jak najbardziej oddaje przebieg boiskowych wydarzeń, zwłaszcza do przerwy. „Bawarczycy” byli drużyną o co najmniej klasę lepszą i nie dali żadnych szans gościom ze wschodu Niemiec. Zwycięstwo spowodowało, że Bayern Monachium rozpoczął przerwę zimową z przewagą trzech punktów nad RB Lipsk.
Zwycięstwo spowodowało, że Bayern Monachium rozpoczął przerwę zimową z przewagą trzech punktów nad RB Lipsk.
Ileż to razy kibice, a także media narzekali w tym sezonie na postawę Bayernu? Nie brakowało mocnych epitetów, a spokojnej jesieni nie miał również Carlo Ancelotti, od którego oczekiwano wskoczenia na wyższy poziom, a wielokrotnie tej jesieni Bayern wyglądał jak zespół, który lekko cofnął się piłkarsko.
Bayern Monachium jak Hiszpania w 2012 roku
W piłce jest powiedzenie, że prawdziwych mistrzów poznaje się w najważniejszych momentach, w spotkaniach, które mogą decydować o wielu sprawach. Tak kiedyś było m.in. z reprezentacją Hiszpanii, która na polsko-ukraińskim Euro do meczu finałowego nie zachwycała, a kiedy przyszło co do czego (czytaj kijowski finał z Włochami), pokazała swoją ogromną siłę rażenia. Dziś do panteonu takich zespołów możemy wpisać Bayern Monachium, który prowadzi doświadczony włoski szkoleniowiec, bo o ile jeszcze wiele osób zakładało zwycięstwo „Bawarczyków” nad RB Lipsk, o tyle chyba mało kto w takim stylu (zwłaszcza w pierwszej połowie).
„Bawarczycy” pokazali przede wszystkim do przerwy arsenał swoich możliwości. Umiejętność zwolnienia tempa gry i przytrzymania piłki na dłuższy okres – proszę bardzo. Umiejętność rozbijania obrony rywala piekielnie szybką grą i wymianą podań, której nie powstydziłaby się już legendarna drużyna Juppa Heynckesa – tego też nie brakowało. Duża stabilizacja w defensywie i niedopuszczanie rywala do zagrożenia – to również funkcjonowało jak w szwajcarskim zegarku.
Ogromnym problemem byłoby również wyróżnienie jednego zawodnika, który zasługiwałby na miano gracza meczu, bo tych bohaterów było wielu, a prawie każdy piłkarz zespołu z Monachium wnosił dziś dużo pozytywnego. Mats Hummels, nawiasem mówiąc posiadający nową fryzurę, rządził i dzielił w obronie, Xabi Alonso rozprowadzał tyle akcji swojej drużyny, że nawet wytrawny matematyk miałby problem z oszacowaniem ich liczby, Douglas Costa tak tańczył z obrońcami RB Lipsk, że na przełomie stycznia i lutego, zamiast grać w Bundeslidze, powinien pojechać na karnawał do Rio, a Robert Lewandowski walczył mocno na każdym centymetrze boiska (dodatkowo zdobył bramkę), pokazując, że nowy kontrakt, dzięki któremu został najlepiej zarabiającym graczem Bayernu, był dla niego prawdziwym paliwem i tylko go napędza.










