Po świetnym, obfitującym w sytuacje bramkowe meczu Bayer Leverkusen pokonał Valencię. W ciągu całego meczu lepsi byli Hiszpanie, ale nie potrafili udowodnić tego golami. Na listę strzelców wpisali się kolejno Jonas, Schurrle oraz Sidney Sam.
Pierwsze minuty meczu stały pod znakiem dominacji Valencii, która przejawiała znacznie większą ochotę do gry. Gospodarze zaczęli cofnięci, czekając na kontry i spokojnie się broniąc. „Los Ches” panowali w środku pola, duża w tym zasługa wracającego do łask trenera Emery’ego Evera Banegi. W 7. minucie tylko nonszalancja Pablo Hernandeza uchroniła Bayer od straty gola. Hiszpan kopnął za lekko i zbyt niecelnie, by pokonać Bernda Leno, ale to wystarczyło na postraszenie Niemców, który wreszcie się ruszyli. Ale to Valencia ciągle dominowała. Dwie minuty później znów zrobiło się groźnie w polu karnym miejscowych – piłka odbiła się od dwóch obrońców, dzięki czemu nie trafiła pod nogi niekrytego Soldado. Gdyby trafiła, wychowanek Realu pewnie by trafił, miał przed sobą tylko bramkarza. Chwilę później znów zrobiło się groźnie, znów z pomocą przyszedł rykoszet. Wydawało się, że ta bezwzględna przewaga musi przynieść w końcu gola. „Los Ches” zamknęli Niemców na 20. metrze, zmuszając ich do ostrej, momentami nawet za ostrej gry. W 15. minucie goście z Lewantu, wykonując stały fragment gry, dali kolejny pokaz siły. Dwa płaskie podania i Pablo znalazł się sam na sam z Leno. Zabrakło sekundy.

Bayer coraz bardziej nie istniał. Valencia coraz bardziej istniała. W 19. minucie w słupek trafił Soldado, a Unai Emery uniósł w górę kciuk w geście zadowolenia – to, co robili jego chłopcy, mogło się podobać. A potem stało się to, co musiało się stać. Valencia wyszła na prowadzenie. Pressing Mathieu sprawił, że piłka powędrowała na skrzydło, gdzie, nie wiedzieć czemu, znalazł się Soldado. Hiszpan posłał płaskie podanie w pole karne, a futbolówka dotarła do Jonasa, któremu pozostało wpakować ją do siatki. Zimny prysznic nie pomógł Leverkusen. Wyprowadzili co prawda jedną akcję, ale zakończyła się ona kontrą, po której Soldado prawie podwyższył wynik spotkania. W 31. minucie dwie świetnie interwencje Bernda Leno uratowały Bayer. Najpierw strzelał Jonas, potem Pablo. Sporadyczne akcje gospodarzy były pokazem bezradności, niedokładności i słabości. Aż nagle, nie wiadomo jak, nie wiadomo dlaczego, Bayer wypracował sobie dwie stuprocentowe sytuacje. Najpierw z dystansu uderzał Schurrle – genialnie bronił Diego Alves. Potem po rzucie rożnym próbował Kiessling – genialnie bronił Diego Alves. Aż dziw bierze, że brazylijski bramkarz ma okazję do gry tylko w pucharach. Te okazje rozochociły Niemców, którzy wreszcie zaczęli grać tak, jak przystało na Ligę Mistrzów. Ostatnie minuty pierwsze połowy dały nam nadzieję, że druga nie będzie już pokazem siły jednej drużyny.










