„Mecz rundy” – takim tytułem Jan Urban obdarzył rewanżowe starcie trzeciej rundy eliminacji Ligi Mistrzów pomiędzy Legią Warszawa a norweskim Molde. Po bramkowym remisie na Aker Stadion Skandynawowie przyjadą do Warszawy w bojowych nastrojach. Stołeczni nie mają zamiaru się poddawać, a my, jak co roku, możemy zadać sobie te same pytania: czy po latach doczekamy się polskiej drużyny w elitarnych rozgrywkach? Jeśli nie teraz, to kiedy? Jedno jest pewne. Po środowym meczu bliżej niż dalej będzie nam do odpowiedzi na nie. Początek batalii o Champions League o 20:45.
Liga Mistrzów jest piłkarską ziemią obiecaną. To właśnie Jan Urban, niczym biblijny Mojżesz, ma wprowadzić warszawską Legię na europejskie salony. Salony, które będą furtką do raju nie tylko futbolowego, ale również ekonomicznego. Liczba zer, które mogą wpłynąć na konto stołecznej drużyny, jest niemal jedną drugą rocznego budżetu drużyny. Taki zastrzyk gotówki pozwoli pławić się zespołowi w luksusach i jeszcze bardziej odskoczyć reszcie ekstraklasowej stawki. Nim to jednak nastąpi trzeba zrobić trzy ogromne kroki. Pierwszy za nami. Wyeliminowanie walijskiego The New Saints było jedynie formalnością. Czas na postawienie stopy nieco dalej i przejście „Morza Czerwonego”. „Wojskowi” muszą jednak uważać. Jeden fałszywy ruch, jedno zachłyśnięcie wodą i marzenia o sportowym azylu prysną w mgnieniu oka.

Remis w Norwegii pozwala nam optymistycznie myśleć o możliwości obejrzenia po siedemnastu latach najlepszych europejskich kopaczy na murawach polskich stadionów. Pamiętajmy jednak, że wynik to jedno, a styl, w którym go osiągnięto, to już zupełnie co innego. Na szczęście również sami gracze są świadomi, że powtórka z Półwyspu Skandynawskiego nie może się przytrafić: – Taki zespół, jak Legia, nie powinien zagrać tak słabo. Na szczęście na razie fortuna nam sprzyja i notujemy dobre wyniki – powiedział po meczu Marek Saganowski. Przypomnijmy, że mecz zakończył się wynikiem 1:1, który w lepszej sytuacji stawia „Czerwono-biało-zielonych”: – Mamy dobry wynik pierwszego meczu, ale pamiętamy, że mogło być gorzej. Chociaż bramkowy remis zapewne przed spotkaniem wzięlibyśmy w ciemno – dodaje „Sagan”.
Drugie „45 minut” batalii „Wojskowych” odbędzie się na stadionie w Warszawie. Stołeczny bastion jest obecnie największym atutem klubu z Łazienkowskiej. Pepsi Arena została ostatni raz podbita w maju, w rewanżowym meczu finału Pucharu Polski ze Śląskiem Wrocław. Jeśli jednak spojrzeć jedynie na ligowe rozgrywki, to Legia jest niepokonana u siebie od listopada poprzedniego roku. To co Legia prezentuje sobą pod wodzą Jana Urbana starczyło do tej pory, aby wygrywać na krajowym podwórku. Wątpliwości pojawiają się jednak, gdy pytamy o umiejętności potrzebne do gry z europejskimi średniakami, do których zaliczamy chociażby Molde. To mecz z Podbeskidziem miał najprawdopodobniej zadecydować o tym, kto zagra od pierwszej minuty w „meczu rundy jesiennej”. Zamiast odpowiedzi na frapujące pytania, dostarczono nam dawkę kolejnych wątpliwości co do obsady miejsc w wyjściowej jedenastce.









