Liga Mistrzów powróciła w wielkim stylu. W pierwszym meczu 1/8 finału Manchester City przegrał na Etihad Stadium z FC Barcelona 0:2.
Przed starciem trudno było wytypować faworyta tego spotkania. Oba zespoły zwyciężyły w weekend, Barcelona pokonał w lidze Rayo Vallecano, natomiast City awansowało do kolejnej rudny Pucharu Anglii, eliminując londyńską Chelsea.

Barcelona rozpoczęła po swojemu. Dużo podań i rozgrywanie piłki przez wiele minut nie przynosiło żadnego rezultatu. W 19. minucie gospodarze wyprowadzili pierwszą groźną akcję w tym spotkaniu. David Silva odegrał do Negredo, ten podciął piłkę, jednak kąt był na tyle ostry, że futbolówka nie znalazła drogi do bramki. Ta sytuacja wyraźnie uskrzydliła podopiecznych Pellegriniego, którzy coraz pewniej poczynali sobie na boisku.
W 25. minucie piłka znalazła się na piątym metrze przed bramką Barcelony, ale ani obrońcy gości, ani piłkarze Manchesteru nie byli w stanie jej opanować i ostatecznie Victor Valdes uspokoił sytuację. Do końca pierwszej połowy oba zespoły nie stworzyły sobie żadnej groźnej sytuacji i schodziły na przerwę przy bezbramkowym remisie.
W 53. minucie Martin Demichelis sfaulował wychodzącego sam na sam z bramkarzem Leo Messiego. Sędzia podyktował rzut karny, a argentyński stoper obejrzał czerwoną kartkę i musiał opuścić plac gry. „Jedenastkę” na gola pewnie zamienił Messi. Cała sytuacja rozpoczęła się od błędu Jesusa Navasa, który w głupi sposób stracił piłkę w środkowej strefie boiska. Goście mieli w kolejnych minutach swoje szanse, jednak strzały Xaviego czy Daniego Alvesa nie dochodziły do celu.
Manchester, mimo gry w osłabieniu, też miał swoje szanse, ale piłkarze Pellegriniego w kluczowych momentach podejmowali złe decyzje lub na posterunku był Victor Valdes. W 82. minucie powinno być 2:0 dla Barcelony, Xavi podał do Fabregasa, a ten pokonał Harta. Sędzia gola nie uznał, ponieważ liniowy zasygnalizował spalonego. Jednak powtórki pokazały, że o żadnym spalonym nie mogło być mowy.
W 90. minucie spotkania Dani Alves zdobył drugiego gola dla Barcelony. Neymar odegrał do swojego kolegi, a ten strzałem pod nogami pokonał Harta. Można zaryzykować stwierdzenie, że ten gol pozbawia jakichkolwiek szans Anglików na sukces w dwumeczu.









