Barcelona zremisowała w ostatnim z czterech klasyków, jakie oglądaliśmy w ostatnim czasie, i przypieczętowała swój awans do finału Ligi Mistrzów. Gola dla zespołu Josepa Guardioli zdobył Pedro, wynik meczu na 1:1 ustalił w drugiej połowie Marcelo.
Mecz Barcelony z Realem był finałem maratonu, jaki obie ekipy zafundowały nam w ostatnim czasie. Zwycięstwo podopiecznych trenera Guardioli stawiało jego zespół w bardzo dobrej sytuacji przed meczem na własnym stadionie. Niewielu kibiców wierzyło w sukces „Królewskich”, ale sami piłkarze nie zamierzali składać broni. Już w pierwszych minutach zawodnicy obu drużyn pokazali, że nie będą mieli litości dla nóg przeciwnika. Ostre wejścia i liczne faule w pierwszych dziesięciu minutach były na porządku dziennym, lecz sędzia czuwał nad porządkiem na boisku. Od strony piłkarskiej w pierwszym kwadransie błysnęli jedynie obrońcy obu drużyn, którzy pokazali, że efektowna gra nie jest wyłącznie domeną napastników, znakomicie zatrzymując szarżujących rywali. Kibice jednak wyraźnie nie byli zadowoleni z takiego przebiegu spotkania. Donośne gwizdy z każdą minutą coraz częściej towarzyszyły zmaganiom zawodników obu drużyn, lecz już przed meczem było jasne, że żaden zespół nie ruszy do huraganowych ataków od pierwszego gwizdka sędziego.

Pierwsza groźna akcja miała miejsce w 20. minucie. Leo Messi wywalczył rzut rożny z prawej strony boiska. Po dośrodkowaniu z kornera świetną główką popisał się Busquets, lecz wyborny refleks Casillasa uchronił Real przed utratą bramki. Później Casillasa przetestował Messi, jednak bramkarz Realu był dzisiaj w wyśmienitej dyspozycji. Napór „Blaugrany” wzrastał. Bramkę Realu bombardowali Messi i Villa i wydawało się, że czyste konto po stronie strat „Królewscy” zawdzięczają boskiej interwencji. W ciągu pięciu minut gospodarze trzykrotnie mogli objąć prowadzenie, lecz za każdym razem „Święty Iker” popisywał się fenomenalną interwencją.
Real czyhał na swoją szansę i w końcu się na taką doczekał. Bohaterem był Cristiano Ronaldo, który znalazł się z piłką na prawym skrzydła i płasko podał do wbiegającego Angela Di Marii, jednak Victor Valdes był szybszy od reprezentanta Argentyny i w ostatniej chwili wyłuskał mu piłkę spod nóg. Ta sytuacja była jednak wyjątkiem, bo to „Barca” od 20. minuty dominowała, a Messi i Villa co chwila nękali obrońców gości.












