Przed nami bardzo ciekawie zapowiadająca się 19. seria gier na boiskach Primera Division. Malaga będzie w niej próbowała pokonać kolejnego giganta, Barcelonę. Real Madryt gra z kolei z ostatnią drużyną w tabeli, jednak na stadionie, na którym prawie zawsze miał olbrzymie kłopoty z wywalczeniem trzech punktów.
Osasuna – Real Madryt

Mimo że Osasuna zajmuje obecnie ostatnie miejsce w ligowej tabeli, nie można spisywać jej na straty. Pampeluńczycy w środku tygodnia rozegrali dobre spotkanie w Pucharze Króla na Estadio Mestalla, choć przegrali 1:2 po bramce w doliczonym czasie gry. Nie tylko to każe sądzić, że „Królewskim” o zdobycie trzech punktów wcale nie będzie łatwo. Dla stołecznej drużyny stadion Osasuny to jeden z najgorszych terenów do gry. 32-krotnemu mistrzowi Hiszpanii sezon w sezon wygrywanie na El Sadar przychodzi z mniejszym lub większym trudem. Do sobotniego meczu podopieczni Jose Mourinho podejdą jednak w dobrych nastrojach. 2013 rok rozpoczęli od dwóch zwycięstw, a do kadry na ligowy mecz wraca wreszcie Marcelo. Brazylijczyk prawie na pewno nie zagra od pierwszych minut, ale dla Jose Mourinho jego obecność w kadrze jest niesłychanie ważna. Do dyspozycji Portugalczyka jest już także Fabio Coentrao i prawdopodobnie to on zagra na lewej stronie obrony. Problem pojawia się jednak przy obsadzie pary środkowych defensorów. Pepe jest kontuzjowany, a Sergio Ramos zawieszony. Nie ulega jednak wątpliwości, że największym osłabieniem będzie brak Cristiano Ronaldo, który również musi pauzować z powodu nadmiaru żółtych kartek. Zdrowy jest już jednak Gonzalo Higuain i Argentyńczyk może w końcu zagrać od pierwszej minuty. Sporo problemów ma także Jose Mendilibar. Z powodu kontuzji przeciwko Realowi nie będą mogli zagrać Loe, Sisi czy Roberto Torres. Jakby tego było mało, na zgrupowanie reprezentacji przed Pucharem Narodów Afryki wyleciał także Anthony Annan.
Valencia – Sevilla
Drugie sobotnie starcie zapowiada się nam równie emocjonująco. Na Estadio Mestalla przyjedzie bowiem Sevilla. Obydwie drużyny w obecnym sezonie częściej co prawda rozczarowują, ale nie zmienia to faktu, że po zielonej murawie biegać będzie masa niesamowicie uzdolnionych piłkarzy. Z tego też powodu wypada zakładać, że Soldado, Navas i spółka zagwarantują nam emocje największe z możliwych. Obydwa zespoły powinny w końcu zacząć seryjnie wygrywać swoje mecze. Na początku sezonu raczej nikt nie spodziewał się, że na półmetku rozgrywek Valencia będzie w tabeli ósma, a Sevilla dopiero dwunasta. Przed sobotnią konfrontacją nieco więcej szans dajemy właśnie „Nietoperzom”, pomimo faktu, że Ernesto Valverde będzie musiał poradzić sobie z brakiem Sofiane’a Feghouliego, który wyjechał na zgrupowanie reprezentacji Algierii przed rozpoczynającym się niebawem Pucharem Narodów Afryki. Oprócz uzdolnionego skrzydłowego, którego wkład w grę zespołu jest nieoceniony, przeciwko Andaluzyjczykom nie będą mogli zagrać Jeremy Mathieu, Fernando Gago i Sergio Canales. W przypadku ostatniej dwójki istnieją iluzoryczne szanse na to, że pojawią się w kadrze na mecz, ale raczej nikt nie będzie chciał ryzykować ich zdrowiem – zwłaszcza tego drugiego. W Sevilli zabraknie jedynie Piotra Trochowskiego, który od dłuższego czasu leczy swój uraz. Andaluzyjska ekipa może i jest w stanie powalczyć w Walencji o jakikolwiek dorobek punktowy, chociaż ostatnie statystyki mogą nieźle namieszać. Z jednej strony drużyna Michela przegrała pięć z sześciu ostatnich wyjazdowych meczów w lidze, a z drugiej wygrała wszystkie sześć ostatnich konfrontacji z Valencią we wszystkich rozgrywkach. I bądź tu człowieku mądry…













