W najciekawszym wtorkowym spotkaniu Ligi Mistrzów Barcelona do przerwy zremisowała z AC Milan 2:2. Mistrzowie Hiszpanii przez większą część spotkania dominowali nad rywalem, jednak zawodnicy Massimiliano Allegriego wykazali się świetną koncentracją – strzelali gole w pierwszej i ostatniej minucie spotkania, a w międzyczasie stracili tylko dwie bramki.
Nie minęło nawet pół minuty, a wynik był już otwarty. Z niezrozumiałych powodów Busquets oraz Mascherano pozwolili rozpędzonemu Pato wbiec z piłką w pole karne i oddać strzał obok bezradnego Valdesa. Tym samym Milan zdobył jedną z najszybszych bramek w Lidze Mistrzów i od samego początku spotkania prowadził z Barceloną. W pierwszych pięciu minutach jedynym dowodem na to, że piłkarze „Blaugrany” nie zostali w szatni, był beznadziejny strzał Villi z dystansu. Po tym czasie gospodarze zaczęli powoli dochodzić do głosu, a pierwszą groźną sytuację pod bramką Abiattiego stworzyli Dani Alves (podawał) i David Villa (strzelał). Włoski golkiper spisał się jednak bez zarzutu. Chwilę później ze świetnej strony pokazał się Abidal, który wzorowo odebrał piłkę w okolicach środka boiska, a następnie pognał naprzód i po chwili wykańczał strzałem, wybitym na rzut rożny, podanie od Messiego. W kolejnej akcji to już Argentyńczyk wystąpił w roli głównej, w środku pola znalazł sobie dużo miejsca, po czym oddał kąśliwy strzał. Abiatti ponownie na posterunku.

Barcelona wprawiała w zdumienie niedokładnością swoich podań i brakiem pomyślunku w konstruowaniu akcji. Ewidentnie strata gola w pierwszej minucie spowodowała, że zawodnicy Guardioli stracili głowę. Póki co byli w stanie atakować bramkę mistrzów Włoch w sposób, jak na nich, nieskładny. Do wyrównania, świetnym strzałem z rzutu wolnego, omal nie doprowadził Messi, ale po raz kolejny kapitalną interwencją popisał się Abiatti. Gra toczyła się niemal wyłącznie na połowie Milanu, „Blaugrana” stale nacierała, ale albo nie potrafiła się przedrzeć przez wzorowo interweniujących Nestę i Silvę, albo była minimalnie niedokładna (jak np. David Villa przy próbie strzału nożycami). W 30. minucie gospodarzom niemal udało się zahipnotyzować Milan liczbą wymienionych podań na jego przedpolu, co skutkowało świetną okazją na wyrównanie, którą miał Messi. Tym razem to nie Abiatti, a słupek (widocznie włoski) przeszkodził gospodarzom w zdobyciu gola.
Już kilkadziesiąt sekund później „La Pulga” próbował się zemścić na łysym golkiperze rywala za niesamowite interwencje, chcąc piekielnie mocnym strzałem po ziemi połamać mu ręce. Prawie się udało, ale piłka do siatki nie wpadła. W 34. minucie boisko opuścił kontuzjowany Kevin Prince-Boateng, którego zastąpił Marco Ambrosini. Po chwili „Barca” doczekała się gola wyrównującego. Messi wyrzucił sobie piłkę tak daleko, że wielu z nas nie byłoby w stanie do niej nawet dojechać metrem. Ku zdziwieniu wszystkich, a przede wszystkim spokojnie asekurującego piłkę Ignacio Abate, Argentyńczyk zdołał dojść do piłki i zagrać ją płasko wzdłuż bramki. Do futbolówki dopadł Pedro i bez większych problemów wpakował ją do siatki obok rozpaczliwie interweniującego Abate. 1:1! W kolejnej akcji urazu nabawił się Andres Iniesta, co zmusiło go do opuszczenia boiska. W jego miejsce pojawił się Cesc Fabregas. Akcje Milanu kończyły się właściwie zanim się zaczynały, nawet jeśli Cassano czy Pato dostawali długie podanie, to momentalnie odbierali im piłkę zawodnicy w bordowo-granatowych koszulkach. Pierwszą połowę mocnym akcentem, a konkretnie atomowym strzałem Xaviego, który niewiele minął bramkę rywala, skończyli gospodarze.










