Nowy Koterski od jakiegoś miesiąca w kinach. „Baby są jakieś inne”, oglądaliście już? Jeśli nie – strata jest to z tych, których nadrobienie powinno stać się przymusem.
Najpierw oczywiście raz jeszcze ześwirujcie przez dzień w domu wariatów, zażyjcie trochę miłości, pornosów, pośmiejcie się z niczego, sprawdźcie, czy naprawdę każdy jest Chrystusem. Później pożyjcie trochę w ascezie – bez wieczornego piwka, bez popołudniowej fajeczki, bez weekendowego klubowania (bo przecież nie clubbingu?). Takie mentalne przygotowanie do oczyszczenia.

Naprawdę – jeśli tego jeszcze nie zrobiliście – idźcie na ten film! Najlepiej na południowy seans albo w środku tygodnia. Tak, żeby do granic możliwości zminimalizować zawartość na sali kinowej plebsu. By ich trywialny rechot nie zagłuszył wam delektowania się kinem. Podczas seansu fotel ode mnie siedziała baba właśnie. W dodatku blond. Świnia subtelniej kaszle, uwierzcie. Przez chwilę sam pomyślałem, że jestem na komedii…
No, ale przecież to nie FilmWeb, to iGol. Co pokazał mi ten film? Że jaja u mężczyzn z każdym rokiem są jak status Kuby Błaszczykowskiego w klubie – malejące. Polscy piłkarze boleśnie udowodnili, że koterszczyzna to nie są słowa rzucone na wiatr rzucone. Nawiązuję do afery orzełkowej afery. Na szczęście tą sprawę mamy już za sobą. Tę.
Tak jak w filmie. Pierwszy i Drugi nie uskarżają się na rzeczywistość w normalnym życiu, w rozmowie z żoną, synem. Adasia wręcz kobieta bije. Czy taki sam los spotkałby Kubę Błaszczykowskiego? Czy – na Boga – Miauczyński tkwi również w głowie pomocnika Borussii? Kapitana reprezentacji? Który nawet nie musi grać w klubie, by być pewniakiem na Euro? Wszyscy jesteśmy Adasiami?
Takich czasów dożyliśmy. Pierwszy i Drugi wywlekają na wierzch swoje bóle tylko w ich własnym, hermetycznym świecie. Albo gdy jest już po wszystkim. Płaszczyzna rozmów Adasia z byłą żoną od czasu rozwodu wywija orła. To zupełnie tak jak spowiedzi piłkarzy do dziennikarskich dyktafonów. Orzeł wrócił – orzeł jednak spoko, musi być. Orła nie ma – to nie moja decyzja, generalnie nie jest źle, a w ogóle to spieprzaj pan.
Fragment wywiadu Roberta Błaszczaka z Wojciechem Szczęsnym:
„Orzełek wraca na koszulki kadry. Cieszy Cię ta decyzja?
Tak, to dobra decyzja i cieszy mnie. Ale jeżeliby nie wrócił, to i tak grałbym dla kadry – to mój obowiązek i nie zrezygnowałbym z tego powodu”.
Tssssooooo? Panie Wojtku, idąc pana tropem, to przecież krok w tył. Okropna dwulicowość.
Idźmy dalej, rozmowa znów Roberta, tym razem z Kubą Błaszczykowskim:
„











