Eusebio Di Francesco. Człowiek, którego jak nikogo innego na świecie cechują upór oraz walka ze wszelkimi przeciwnościami losu. Obecny trener Sassuolo niejednokrotnie jako piłkarz posmakował Serie B, do którego spadały drużyny przez niego reprezentowane. Jako piłkarz nie osiągnął wielkich sukcesów. Jako trener… cóż, w tym przypadku wszystko jeszcze przed nim.
Piłkarska przygoda pana Di Francesco nie należała do najprzyjemniejszych, a na pewno nie przyniosła większych rezultatów w postaci trofeów na półkach. Rozpoczął w Empoli, które w obecnym sezonie jest beniaminkiem Serie A i radzi sobie całkiem przyzwoicie. Jednak za czasów gry Eusebio w drużynie „Azzurich” nie było tak kolorowo. Wraz z jego debiutem w sezonie 1987/88 zespół ze Stadio Carlo Castellani posmakował spadku do niższej ligi, czyli Serie B. Kolejny epizod również nie należał do najbardziej kolorowych, ponieważ Empoli po roku gry w Serie B zostało zdegradowane do jeszcze niższej ligi, Serie C1.
Cierpliwość obecnego szkoleniowca Sassuolo wyczerpała się po zakończeniu sezonu 1990/91, po którym postanowił zmienić barwy klubowe i wrócić do Serie B. Jego wybór padł na AS Lucchese, w którym spędził pełne cztery sezony. Mimo przywiązania do Lucchese, ambicje Di Francesco wzięły górę i postanowił on przenieść się do zespołu z pierwszej ligi. Takowym okazała się Piacenza Calcio. To właśnie gra dla drużyny, w której swoją karierę rozpoczynał legendarny snajper Milanu Filippo Inzaghi, stała się kluczem do jego dalszej, o wiele bardziej perspektywicznej kariery. Mimo tego, że Piacenza radziła sobie bardzo słabo, balansując na cienkiej granicy oddzielającej ją od spadku, to włodarze Romy zainteresowali się grą lewoskrzydłowego pomocnika, mającego w przyszłości prowadzić Sassuolo, któremu niejednokrotnie szargało nerwy innym selekcjonerom w lidze włoskiej.
Na grę w Romie przypada szczyt kariery piłkarskiej Di Francesco. Szczyt, na którym nie odcisnął poważniejszego piętna, nie okraszając go tym samym flagą ze swoim nazwiskiem. W Rzymie spędził cztery lata, podczas których zdobył zaledwie jedno mistrzostwo Włoch. Odsunięty od składu, pozbawiony nadziei na grę w podstawowej jedenastce, postanowił wrócić do Piacenzy, której pomógł w utrzymaniu się na tratwie zwanej Serie A. Ten stan rzeczy nie utrzymywał się zbyt długo, ponieważ już w 2003 roku Di Francesco przypomniał sobie smak degradacji do niższej ligi. Tym razem, nie czekając, ani nie mając żadnych wątpliwości, postanowił zmienić barwy klubowe, zasilając tym samym drużynę ówczesnego beniaminka, Ancony Calcio.
Jedną z rzeczy, których nie można odmówić Eusebio, był jego talent do wybierania zespołów, które spadały do niższej ligi. To samo czekało Anconę, którą Di Francesco opuścił już po pół roku, przenosząc się do Perugii. I tym razem lewoskrzydłowy pomocnik okazał się być „zwiastunem degradacji” i to w dodatku podwójnej. Najpierw przez słabe wyniki jego drużyna spadła do Serie B, potem przez problemy finansowe do Serie C1. Ten moment utwierdził Di Francesco, że pora już by zawiesić korki na kołku.













