Manchester United po świetnie rozegranej drugiej połowie meczu pokonał Sporting Braga 3:1. Bramki z rzutu karnego zdobywali Rooney i Alan, natomiast dwa kolejne trafienia dla przyjezdnych zapisali na swoim koncie van Persie i Hernandez. Po tym zwycięstwie podopieczni sir Aleksa Fergusona mogą już być pewni awansu do 1/8 finału Ligi Mistrzów.

W poprzedniej kolejce, która została rozegrana dwa tygodnie temu, to Manchester United zdobył komplet punktów, choć nie obyło się bez sporych problemów. Dziś Portugalczycy bardzo chcieli się zrewanżować podopiecznym sir Aleksa Fergusona, a aspektem, który miał przemawiać na ich korzyść, była możliwość gry na własnym obiekcie. Wicemistrz Anglii jeszcze przed samym pojedynkiem mógł być niemal pewny awansu do dalszej fazy rozgrywek. Ekipa z Manchesteru zdobyła bowiem do tej pory komplet punktów i pewnie prowadziła w grupie H. Wydaje się natomiast, że wyjście z grupy Sportingu Braga będzie sporym sukcesem.
Pierwsza groźna akcja Manchesteru United została przeprowadzona w 7. minucie. Wayne Rooney sprytnym zagraniem dostarczył piłkę ze środka pola do wbiegającego w pole karne Naniego, jednak Portugalczyk został uprzedzony przez golkipera Sportingu. Kolejne etapy dzisiejszego pojedynku przebiegały niezwykle spokojnie, żadna ekipa nie kwapiła się do wyprowadzenia jakiegokolwiek ataku. Dopiero w 16. minucie świetnym rajdem środkiem pola popisał się Ruben Micael. Pomocnik Sportingu przedarł się tuż za linię pola karnego i huknął z całej siły, ale tylko obok lewego słupka bramki de Gei. Gospodarze nie zamierzali jednak rezygnować z częstych ataków, co omal nie sprawiło niespodzianki piłkarzom Manchesteru już w pierwszych fragmentach meczu. Alan dośrodkował z prawej strony w pole karne, tam niepilnowany Eder znalazł sobie dobrą pozycję i z pierwszej piłki uderzył na bramkę. Futbolówkę złapali chyba kibice.
Dwie minuty później mogło być 1:0 dla Bragi. Świetną piłkę ze środka pola dostał ponownie Eder, ale trafił jedynie w słupek, co nie spodobało się miejscowym fanom. Kwadrans przed gwizdkiem oznaczającym koniec pierwszej połowy swojej szansy nie wykorzystali także Anglicy. Po dośrodkowaniu z prawej strony futbolówka spadła wprost na głowę Evansa, który lekkim strzałem nie był w stanie zagrozić Beto. Natychmiast w odpowiedzi zobaczyliśmy piłkarzy Sportingu. Po zamieszaniu w polu karnym piłkę na prawą stronę dostał Alan, który bez namysłu uderzył na bramkę Davida de Gei. Hiszpan nie dał się jednak zaskoczyć płaskim uderzeniem i pewnie chwycił futbolówkę, za co dostał ciche owacje. Ostatnie minuty pierwszej połowy nie przynosiły oczekiwanego efektu żadnej drużynie, a zawodnicy Sportingu grali tak, jakby myśleli już o zejściu do szatni.











