W pierwszym meczu III rundy eliminacji Ligi Europy, Ruch Chorzów uległ Austrii Wiedeń 1:3 (1:2). Choć to gospodarze otworzyli wynik meczu, kolejne fragmenty spotkania należały do gości, którzy w pełni wykonali wszystkie założenia taktyczne i zasłużenie pokonali chorzowian.
Do III rundy eliminacji Ligi Europy Ruch Chorzów awansował poniekąd szczęśliwie. Podopieczni Waldemara Fornalika po remisie 1:1 z maltańską Valettą FC, na stadionie przy ulicy Cichej byli faworytem. Niestety, wygrać się nie udało, lecz bezbramkowy rezultat spotkania premiował awansem chorzowian. Z pewnością tych nerwów chcieliby uniknąć w kolejnej fazie eliminacji, lecz tym razem rywal był zdecydowanie z wyższej półki.

Pierwsze minuty to niespodziewana agresywna gra Ruchu. Chorzowianie nie przestraszyli się rywala i nie zamierzali się bronić. Do dobrej gry na początku wystarczy dodać wymarzoną akcję bramkową i przy Cichej zrobiło się 1:0 dla gospodarzy. W 4. minucie piłkę w pole karne z autu posłał Wojciech Grzyb. Futbolówka po przebitce dotarła pod nogi Michała Pulkowskiego, który precyzyjnym strzałem w samo okienko bramki Austriaków, otworzył rezultat meczu.
Na odpowiedź gości nie trzeba było długo czekać. W 7. minucie prostopadłe podanie między dwójkę polskich obrońców w polu karnym otrzymał snajper przyjezdnych, Roland Linz. Napastnik wiedeńczyków płaskim strzałem w długi róg bezproblemowo pokonał Krzysztofa Pilarza i mieliśmy szybkie wyrównanie. Goście po strzelonym golu nabrali wiatru w żagle i próbowali szybko wyjść na prowadzenie. Znowu w roli głównej był najlepszy strzelec Austrii, lecz po strzale głową chybił. Chwilę po tej sytuacji Linz domagał się rzutu karnego, sugerując zagranie ręką Macieja Sadloka. Jak pokazały powtórki, Ruch mógł mówić o sporym szczęściu, że arbiter nie wychwycił nieprzepisowego zagrania Polaka.
Kolejne minuty to zdecydowanie wolna i statyczna gra obu jedenastek. Futbolówka gościła głównie w środkowej strefie boiska i brakowało już sytuacji podbramkowych. Kiedy wydawało się, że do przerwy będzie remis, tuż przed zakończeniem premierowej odsłony do siatki trafili goście. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, akcję Austrii zamykał Hlinka i głową skierował futbolówkę do bramki.
Początek drugiej odsłony, podobnie jak inauguracyjne minuty meczu, mógł być niezwykle szczęśliwy. Marcin Zając, który pojawił się po przerwie, dynamicznie wbiegł w pole karne i podcinką dograł piłkę na krótki słupek do Sebastiana Olszara. Były napastnik Piasta Gliwice uderzył jednak tylko w boczną siatkę. W poczynaniach Ruchu po przerwie, widać było, że wyciągnęli wnioski z błędów w premierowej części meczu. Chorzowianie posiadali inicjatywę, lecz brakowało klarownych okazji do zdobycia bramki.










