We wtorkowym spotkaniu przeciwko Milanowi podopieczni Diego Simeone pokazali, że hiszpańska piłka jest lepsza od włoskiej. Nie pozostawili złudzeń piłkarzom Clarence’a Seedorfa i po zwycięstwie 4:1 bezproblemowo awansowali do kolejnej fazy Ligi Mistrzów. Ponownie gwiazdą spotkania był kontrowersyjny Diego Costa, który strzelił włoskiej drużynie dwie bramki.
Od początku spotkania wszystko układało się po myśli piłkarzy hiszpańskiego klubu. Nie wywoła zdziwienia informacja o tym, że ponownie na listę strzelców wpisał się nie kto inny, jak Diego Costa. Już w 3. minucie Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem otrzymał świetne dośrodkowanie w pole karne od Koke, które w ekwilibrystyczny sposób zamienił na bramkę. Utrata kolejnej bramki w dwumeczu oznaczała, że nie ma już mowy o dogrywce. Piłkarze Clarence’a Seedorfa próbowali atakować i przywrócić swoje szanse na awans, co przyniosło owoc w postaci wyrównania w 27. minucie meczu. Świetne podanie Andrei Poliego wykorzystał Kaka, kierując piłkę z najbliższej odległości głową do siatki. O sporym pechu może mówić Juanfran, od którego stopy odbiła się piłka, kompletnie myląc Thibauta Courtoisa.

Zdobycie gola zdecydowanie obudziło piłkarzy Milanu. To goście atakowali i wydawali się mieć coraz to większą przewagę. Na nieszczęście dla sympatyków włoskiego klubu, Mediolańczycy nie zdołali przekuć tej przewagi na bramkę, a ich niemoc brutalnie wykorzystał Arda Turan, który w 40. minucie rewanżowego spotkania dał ponowne prowadzenie Atletico. Po rzucie wolnym piłka spadła pod nogi Raula Garcii, który wystawił piłkę Turkowi, a ten, uprzednio podbijając sobie futbolówkę, strzelił potężnie wolejem obok bezradnego Abbiatiego.
Do gwizdka kończącego pierwszą część spotkania żadnej ze stron nie udało się już wpłynąć na wynik i to Atletico Madryt jest już więcej niż jedną nogą w 1/8 Ligi Mistrzów.
Clarence Seedorf postanowił nie czekać ze zmianami. Taraabt nie pojawił się w drugiej części spotkania, a zamiast niego na murawę wybiegł Robinho. Jednak to Atletico, podobnie, jak w pierwszych 45. minutach zaatakowało zdecydowanie i początek drugiej połowy należał zdecydowanie do nich.
Chwilę grozy przeżywał Diego Simeone, gdy Juanfran potrzebował pomocy lekarzy, by doprowadzić się do stanu grywalności, jednak, na szczęście dla madryckiego klubu, piłkarz relatywnie szybko powrócił na boisko. Blisko zdobycia trzeciej bramki na własnym boisku byli zawodnicy Atletico, jednak w 51. minucie dobrze interweniował Abbiati.
Zespół prowadzony przez Simeone starał się nie dopuszczać do niebezpiecznych sytuacji pod własną bramką w myśl maksymy, która głosi, że najlepszą obroną jest atak. Wychodziło to piłkarzom Atletico na tyle dobrze, że goście nie potrafili przez długi czas zagrozić bramce Courtoisa.










