Od kilku tygodni Atletico Madryt negocjuje zakup RC Lens. Ponad stuletni francuski klub znajduje się na skraju przepaści i to stojąc jedną nogą nad nią. Wszystko za sprawą azerskiego biznesmena, Hafiza Mammadova. Na miejscu obiecywanej potęgi zostały zgliszcza. „Krwisto-złoci” są wprawdzie w górnej połowie Ligue 2, ale długi rosną i nie widać możliwości, żeby z nich wyjść. Madryckie Atletico zdecydowało się na próbę odkupienia klubu z rąk Azera.
Co ciekawe, jeszcze niedawno to Mammadov sponsorował Atletico za pomocą pamiętnego napisu na ich koszulkach: „Azerbaijan Land of Fire”. Teraz kierunek przelewu będzie odwrotny.
Niecałe 16 lat temu RC Lens wyeliminowało Atletico w 1/8 finału Pucharu UEFA, odpadając dopiero w półfinale. Dziś Hiszpanie planują założyć we Francji swoją filię. Z otwartą przyłbicą kupują stary, zasłużony klub, nie kryjąc się za powiązaniami grup kapitałowych czy podstawionych osób, co należy im poczytać za plus.
Nie istnieje raczej ryzyko, że wzorem nawiedzonych milionerów nazwą klub Atletico Lens, ale nadal będziemy mieli do czynienia z sytuacją klubu satelity. Możliwe nawet, że Atletico po przejęciu wzmocni na tyle za pomocą wypożyczeń RC Lens, iż klub szybko awansuje do Ligue 1. Choćby tylko po to, by graczy niemieszczących się w kadrze „Rojiblancos” ogrywać na poziomie wyższym niż druga liga.
Oczywiście przypadek wspólnego właściciela kilku klubów nie jest niczym nowym. Oficjalnie lub nieoficjalnie jest to sytuacja, do której kibice piłkarscy zdążyli się już przyzwyczaić. Gracze Udinese czy Granady pomagający Watfordowi w awansie do Premier League, Red Bulle rozsiane po kilku kontynentach i niejasne powiązania pomiędzy Chelsea a Vitesse Arnhem. Ale po raz pierwszy mamy do czynienia z sytuacją, kiedy oficjalnie jeden klub piłkarski chce kupić drugi.

Czy w tym kierunku pójdzie klubowa piłka nożna w Europie? Bardzo prawdopodobne. Czołowym klubom przestanie uśmiechać się ogrywanie młodych talentów i graczy rezerwowych w niższych ligach. Będą wolały wysłać ich do gry w lidze francuskiej, holenderskiej czy portugalskiej.
Lepiej, żeby działo się to oficjalnie, niż pod przykrywką ukrytych powiązań kapitałowych. W przypadku jawnych związków zdecydowanie łatwiej powstrzymywać nadużycia. Oczywiście pytanie, jak do tej sytuacji podejdzie UEFA. Prędzej czy później będzie trzeba wprowadzić regulacje. Najlepiej zanim dojdzie do skandalicznej sytuacji, gdzie o wyniku meczu będzie decydował właściciel przy biurku.











