NK Slaven Koprivnica wygrał u siebie z Athletikiem Bilbao 2:1 w drugim spotkaniu trzeciej rundy eliminacji do LE. Chorwatom nie wystarczyło to jednak do awansu do dalszej fazy, w dwumeczu okazali się o bramkę gorsi i odpadli z kwalifikacji.
W trzeciej rundzie eliminacji do Ligi Europy los połączył hiszpański Athletic Bilbao i chorwacki NK Slaven Koprivnica. „Los Leones”, którzy w ubiegłym sezonie dotarli aż do finału rozgrywek, w pierwszym starciu, wygrywając z podopiecznymi Roya Ferenciny 3:1, wywalczyli sobie dwubramkową zaliczkę. Nie udało im się jednak nie stracić gola – i w tym swojej szansy upatrywali Chorwaci, ponieważ zwycięstwo w rewanżu 2:0 dałoby im awans do dalszej fazy. W porównaniu ze spotkaniem w Bilbao w składzie Basków zaszła tylko jedna zmiana – Ekiza zastąpił Ramalho.

Pierwsze minuty pojedynku upłynęły na dosyć spokojnej grze obu zespołów. Nieśmiałych ataków próbował Slaven, ale przedarcie się przez linię defensywną „Lwów” nie było łatwe. W 9. minucie zerwali się gracze zasiadający na ławce rezerwowych gospodarzy. Ich wybuch radości był jednak przedwczesny, po rzucie wolnym wykonywanym przez chorwackiego zawodnika piłka uderzyła tylko w tylną siatkę. Gorąco było także cztery minuty później, kiedy efektownie uderzał Delić. Niestety dla miejscowych fanów, futbolówka o centymetry minęła poprzeczkę bramki Gorki Iraizoza. Odpowiedzią Athleticu były dwa kontrowersyjne spalone, na których został złapany Gaizka Toquero. I to tyle, jeśli chodzi o ofensywę klubu z Baskonii, bo publiczność zgromadzona na niewielkim stadionie w Koprivnicy w dalszym ciągu oglądała szturm swoich ulubieńców. W 28. minucie w końcu udało się tę przewagę udokumentować bramką. Do siatki gości z Bilbao trafił z rzutu wolnego Alen Maras. Nikt chyba nie miał wątpliwości, że Slaven prowadził zasłużenie.
Pięć minut po golu w „szesnastce” Basków doszło do zamieszania i niewiele brakowało, aby Chorwaci znowu wypracowali sobie dogodną sytuację. Obrońcy Bilbao przez pierwsze 45 minut grali bardzo źle, nierzadko sami komplikowali sobie życie, dopuszczając Koprivnicę pod bramkę bardzo zapracowanego dziś Iraizoza. W 41. minucie na strzał zza pola karnego zdecydował się Purić i trafił w słupek. Drugi gol dla chorwackiej drużyny wisiał w powietrzu, więc gwizdek arbitra oznajmiający koniec pierwszej połowy musiał być dla przyjezdnych wybawieniem.











