Podopieczni hiszpańskiego trenera ograli Napoli 3:0 w dwumeczu. Bramki Lacazetta, Ramseya oraz samobój Koulibaly’ego zadecydowały, że to Arsenal wyszedł z batalii zwycięsko i dołączył do grona najlepszej czwórki mniej popularnej siostry Ligi Mistrzów. Czy uda mu się wstawić do gablotki trzecie europejskie trofeum?
Unai Emery wygrał taktyczną batalię z Carlo Ancelottim i to on jest bliżej kolejnego finału. Przejmując schedę po Arsenie Wengerze, rzucił się na głęboką wodę. Francuz, choć przez kilka ostatnich lat krytykowany za zarządzanie zespołem, pozostawił po sobie sentyment w sercach kibiców. Przyjście byłego trenera PSG wiązało się z nadzieją na powiew świeżości, lecz także ze sporym ryzykiem rozczarowania. CV Unaia zostało nadszarpnięte podczas przygody w stolicy Francji, lecz każdy sympatyk „Kanonierów” ma w pamięci jego piękny okres w Andaluzji – tym bardziej jeśli w grę wchodzi zwycięstwo w tegorocznej Lidze Europy.
Cel, pal!
„Kanonierzy” po ograniu neapolitańczyków stają się jednym z głównych kandydatów do końcowego triumfu w drugorzędnych rozgrywkach w Europie. Straszny ścisk w ligowej tabeli powoduje, że myśl o zwycięstwie w tym turnieju staje się jeszcze bardziej pożądana, a samo wykonanie zadania może okazać się mniej skomplikowane.
Londyńczykom w Premier League do rozegrania zostały cztery spotkania. Obecnie zajmują czwartą lokatę w tabeli, a po piętach depczą im Chelsea oraz Manchester United. Perspektywa wyjazdów do Leicester oraz Burnley, jeśli weźmiemy pod uwagę, w jakich okolicznościach Aubameyang i spółka ponosili porażki w dotychczasowej kampanii ligowej, nie napawa optymizmem. Sześć z siedmiu kapitulacji podpisanych zostało na terenie rywali. Oznacza to, że miejsce promujące awansem do Ligi Mistrzów wcale nie leży przed „Kanonierami” na talerzu. W dodatku trzeba patrzeć na innych, aby przypadkiem ich stopa szybciej nie przekroczyła linii mety.
Motywacja, niezależność oraz wiara w Unaia Emery’ego mogą pozwolić na awans do europejskiej elity z pucharem w rękach. Od początku przygody Hiszpana z Arsenalem nikt nie oczekiwał z marszu zwycięstwa w krajowej lidze. Priorytetem jest jak najszybszy powrót do piłkarskiej elity. Dwumecz z podopiecznymi Carlo Ancelottiego pokazał, jak duży głód sukcesu drzemie w chłopakach z północnego Londynu. Przewodnikiem ich sukcesu ma być Emery, który zna już ten teren bardzo dobrze.
Dobrze znany teren
Ścieżki prowadzące do końcowej wiktorii w Lidze Europy są strasznie kręte, lecz Unai jak nikt inny wie, jak je pokonać. Emery to prawdziwy specjalista, jeśli chodzi o wygrywanie Ligi Europy. Prowadzona przez niego Sevilla trzy razy z rzędu przywoziła to trofeum do domu, tym samym osiągając historyczny wynik. Sam szkoleniowiec mocno utożsamiany jest z tymi sukcesami, a więc kto jak nie on może poprowadzić popularnych „The Gunners” do zwycięstwa?
Nowy format Pucharu UEFA to prawdziwy konik szkoleniowca pochodzącego z Hondarribii. Sześć startów w rozgrywkach i tylko raz, prowadząc Valencię w sezonie 2009/2010, nie dotarł co najmniej do półfinału. Arsenal nie mógł wybrać lepszego człowieka na stanowisko mistera drużyny, mając przed sobą zmagania w tym turnieju. Dobra gra z Napoli pozwala z wielką nadzieją spoglądać ku spotkaniu półfinałowemu. Kibice Arsenalu mogą wybaczyć swoim idolom i spokojnie czekać na pokonanie ostatniego schodka przed wielkim finałem. Tam na drużynę z Londynu czekać będzie Valencia.












