Grupa H ma chyba pewnego faworyta do awansu do następnej rundy. Niewątpliwie jest nim Arsenal Londyn, który zwyciężył portugalską Bragę 6:0. W drugim meczu Szachtar Donieck pokonał Partizana Belgrad 1:0.
Arsenal Londyn – S.C. Braga 6:0
SC Braga w ostatnim sezonie ligi portugalskiej zajęła drugie miejsce, ulegając tylko Benfice Lizbona, a wyprzedzając takie kluby, jak FC Porto czy Sporting. Przystępując do fazy eliminacyjnej Ligi Mistrzów, drużyna prowadzona przez 41-letniego Domingosa Paciencie wyeliminowała hiszpańską Sevillę, uzyskując tym samym historyczny awans do najbardziej elitarnej ligi w Europie.

W pierwszej kolejce drużynie z Portugalii przyszło mierzyć się ze stałym bywalcem Champions League – Arsenalem Londyn. Murowanymi faworytami w tej konfrontacji byli niewątpliwie podopieczni Arsene Wengera. Różnicę w klasie obu ekip można było zauważyć od samego początku spotkania.
Piłkarze z Emirates Stadium (tam rozgrywany był mecz) kontrolowali spotkanie przez pełne 90 minut, nie pozostawiając przyjezdnym złudzenia, kto w tej konfrontacji ma dyktować warunki. Już w 9. minucie meczu bramkarz Bragi, Felipe, zobaczył żółtą kartę za nieprawidłową interwencję w polu karnym. „Jedenastkę” na bramkę bez problemów zamienił Cesc Fabregas.
Kolejne minuty meczu to zdecydowana przewaga piłkarzy ze stolicy Anglii. Kibice zgromadzeni na stadionie ujrzeli kolejną bramkę w 30. minucie meczu, kiedy to Andriej Arszawin bez problemów skierował piłkę do siatki bezradnego Felipe. Cztery minuty później było już 3:0 dla londyńczyków. Największą przytomnością umysłu popisał się sprowadzony tego lata z Bordeaux Marokańczyk Marouane Chamach i skierował futbolówkę do bramki.
Pierwsza połowa to przede wszystkim ataki podopiecznych Arsene Wengera. Niewątpliwie wynik tego spotkania odzwierciedlał to, co wydarzyło się na boisku.
Druga odsłona spotkania to cały czas ataki trzeciej drużyny Premier League poprzedniego sezonu. W 53. minucie spotkania swoją drugą bramkę w meczu zdobył Cesc Fabregas i kibice zgromadzeni na Emirates Stadium oszaleli z radości. Arsenal rozgrywał to spotkania z ogromną pewnością siebie i świadomością, że drużyna z Bragi nie mogła mu w jakikolwiek sposób zagrozić.
Dwie minuty później jedną z nielicznych okazji miał zespół z Portugalii, jednak okazało się, że wychodzący na czystą pozycję Paulo Cesar był na spalonym. W 69. minucie meczu mogliśmy już śmiało mówić o pogromie. Wprowadzony dosłownie 360 sekund wcześniej za Chamakha Carlos Vela zdobył piątą już bramkę dla podopiecznych Arsene Wengera.
Vela pokazał menadżerowi, że warto na niego stawiać. Druga bramka zdobyta przez tego zawodnika była najlepszym tego dowodem.










