Po ciekawym widowisku, Arsenal wygrał 2:1 z Olympiakosem Pireus. Gospodarze szybko objęli dwubramkowe prowadzenie i byli stroną zdecydowanie dominującą, ale słaba defensywa pozwoliła Grekom nawiązać kontakt. Po interesującej pierwszej połowie, w drugiej obie strony zdołały sobie stworzyć zaledwie kilka okazji, po których żadna za stron nie zdołała jednak zmienić wyniku. Bramki Arsenalu przez całe spotkanie strzegł Wojciech Szczęsny.
Wbrew pozorom, faworyt tego spotkania nie był taki oczywisty. Gospodarz dzisiejszego meczu przystępował do niego osłabiony nie tylko z powodu zasiadającego na trybunach Arsene’a Wengera, ale także bez Koscielnego, Vermaelena, Wilshere’a czy Squilaciego. Dodatkowo spotkanie na ławce rezerwowych rozpoczął Robin Van Persie, podobnie jak drugi z Polaków, Łukasz Fabiański. Przedmeczowa statystyka była bezlitosna dla Greków – na siedem starć Arsenalu z greckimi zespołami, klub ze stolicy Wielkiej Brytanii wygrał pięć, a dwa zremisował. W dodatku Olympiakos przegrał wszystkie wyjazdowe spotkania w ramach Ligi Mistrzów z angielskimi zespołami, tracąc aż 29 goli, a zdobywając… tylko jeden. Dlatego przed piłkarzami z Pireusu otwierała się historyczna możliwość wygrania pierwszego w historii spotkania na angielskich boiskach.

Szansa jednak oddaliła się bardzo po kilku pierwszych minutach, a wszystko za sprawą duetu Song – Oxlade-Chamberlain. Pierwszy z nich posłał piłkę ze środka boiska do stojącego na 30. metrze skrzydłowego, a ten po przebiegnięciu kilku metrów wpadł w pole karne i zdecydował się na strzał, który trafił do siatki przy dalszym słupku, i zdobył swojego pierwszego gola w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Pomimo szybko objętego prowadzenia, Arsenal nie zwalniał tempa i miał kilka bardzo groźnych sytuacji, po których bliski gola był m.in. Arteta, ale podwyższyć udało się dopiero w 20. minucie. Po szybkim kontrataku na strzał zdecydował się Chamakh, jednak jego uderzenie zostało zablokowane. Piłka spadła jednak pod nogi Andre Santosa, który nie miał problemu z umieszczeniem jej w siatce. Arsenal w początkowych minutach przyćmił rywala, nie pozwalając mu na ofensywną grę, a w 24. minucie mogło być nawet 3:0, jednak swojej kolejnej szansy nie wykorzystał Chamakh, którego strzał z dystansu przeleciał tuż obok lewego słupka bramki strzeżonej przez Costanzo.
Olympiakos nie potrzebował jednak wiele, aby zdobyć kontaktowego gola. Już w 27. minucie udało się Grekom wywalczyć rzut rożny, który szybko rozegrał Ibagaza. Po otrzymaniu piłki z powrotem zagrał z bocznego sektora boiska prosto na głowę ustawionego na 12. metrze Davida Fustera, a ten precyzyjnym strzałem przy słupku nie dał szans Szczęsnemu na skuteczną interwencję, a wściekły golkiper wykopał futbolówkę jak najdalej z własnej bramki. Mógł mieć pretensje do swoich obrońców, gdyż Hiszpan był zupełnie niepilnowany i miał bardzo dużo czasu, aby dokładnie przymierzyć, zupełnie nieatakowany. Zaskoczeni gospodarze pozwolili przyjezdnym na dwie groźne akcje, po których musiał interweniować Wojciech Szczęsny, a bardzo bliscy wyrównania byli w 39. minucie po kolejnym stałym fragmencie gry, ale strzał Kevina Mirallasa z 20 metrów ugrzązł w tłumie obrońców.










