Arka Gdynia to zespół pucharowy. Nikt w ostatnich latach nie gra częściej w finale Pucharu Polski od niej


Arka Gdynia ma szansę po raz kolejny zdobyć Puchar Polski. W ostatnich latach bardzo dobrze radzi sobie w tych rozgrywkach

2 maja 2021 Arka Gdynia to zespół pucharowy. Nikt w ostatnich latach nie gra częściej w finale Pucharu Polski od niej
Piotr Matusewicz / PressFocus

Zwykłemu kibicowi piłki nożnej w naszym kraju Arka Gdynia kojarzy się z przeciętnością. Przez wiele lat w ekstraklasie, ale raczej w jej dolnej części. Paradoksem w odbieraniu arkowców jest to, że są jednym z najbardziej utytułowanych polskich klubów ostatnich lat. Od 2017 roku zdobyli trzy puchary. Tylko Legia ma okazje częściej otwierać klubową gablotę. Jak przystało na Arkę, po raz kolejny jest szansa na zdobycie trofeum, jest to oczywiście Puchar Polski.


Udostępnij na Udostępnij na

Arka to idealny przykład zespołu pucharowego. W lidze bida z nędzą, za to w pucharach to zupełnie inna bajka. W ciemno można obstawiać, że zespół z Gdyni sprawi jakąś niespodziankę i zajdzie gdzieś dalej w Pucharze Polski, a później jeszcze utrze nosa w Superpucharze. Ostatnie lata to zwycięstwo w rozgrywkach, finał, 1/8 finału i wpadka w poprzednim roku, czyli 1. runda. Nikt w ostatnich 5 latach nie gra częściej w prestiżowym finale turnieju 1000 drużyn niż właśnie Arka Gdynia.

Arka Gdynia i wygrany los na loterii

Jak to się dzieję, że zespół, który w lidze nie gra nic wielkiego i broni się przed spadkiem, walczy o zwycięstwo w innych rozgrywkach? Po pierwsze musimy sobie uświadomić, że krajowy puchar to najszybsza droga po trofeum. Tu nie trzeba rozgrywać 30 spotkań na dobrym poziomie. Wystarczy z pięć przyzwoitych, trochę szczęścia w karnych i już. Można się cieszyć z sukcesu i w nagrodę zagrać w europejskich pucharach. Przy okazji do zgarnięcia jest niezła sumka, aby zasilić klubowy budżet, a później przepalić to na gaże dla zawodników.

Arka Gdynia w sezonie 2016/2017 miała okazję podnieść trofeum, o które ponownie powalczy w niedzielę. Prześledźmy jej ówczesną drogę. Rominta Gołdap, Olimpia Zambrów, KSZO Ostrowiec, Bytovia, Wigry Suwałki i w finale na polu bitwy rozprawiła się z Lechem. Jak łatwo zauważyć, dopiero w finale miała okazję spotkać się z ekstraklasowym zespołem. Szczęście w losowaniu niesamowite.

Na jej drodze przed finałem stanął zespół z IV ligi, trzecioligowiec, drugoligowiec i dwaj pierwszoligowcy. Umówmy się, wygrała los na loterii. Choć zawsze warto jej oddać, że przebrnęła przez te przeszkody. Bez problemów się jednak nie obyło. Wówczas były jeszcze dwumecze, a w nich Arce przydarzyły się przegrane. Dla porównania jej przeciwnik z finału, czyli Lech Poznań, musiał pokonać aż trzech rywali z ekstraklasy przed decydującym starciem na Stadionie Narodowym.

Nie tylko raz udało jej się oszukać przeznaczenie. Rok później, gdy już musiała uznać wyższość Legii w finale, uporała się już z duma ekstraklasowcami. Co zwraca uwagę w tamtejszej ścieżce Arki, to dwa wygrane starcia po dogrywce. Poza tym w dwumeczach Arka Gdynia musiała mocno się napocić, aby zwyciężyć.

Puchary rządzą się swoimi prawami

Przyzwyczailiśmy się, że liga i puchar to dwie inne rzeczy niemające ze sobą nic wspólnego. Choć w tym sezonie jedno jest podobieństwo. Dobra forma Rakowa. Gra dobrze tu, i tu. Raczej tego nie powiedzielibyśmy o Arce. Wprawdzie zapewne będą baraże, które umożliwią szybki powrót do ekstraklasy, ale raczej wszyscy gdyńscy sympatycy spodziewali się czegoś więcej w tym sezonie. Co bardzo pozytywne, Arka Gdynia po raz kolejny wywinęła figla w Pucharze Polski i awansowała do finału.

Gdy wygrywała i sprawiała niespodzianki w 2017 i 2018 roku, także w lidze nie zachwycała, raczej zawodziła. Zajmowała wówczas miejsca 13. i 12. w ekstraklasie. Był nawet taki sezon, w którym zdobyła Puchar Polski, ale musiała walczyć do ostatniej kolejki o ligowy byt. Nic nie staje więc na przeszkodzie, aby powtórzyć historię. Ta się przecież ponoć lubi powtarzać.

Arka Gdynia i dwa ostatnie finały

Arce dwukrotnie udawało się zdobywać Puchar Polski. Pierwszy raz w 1979, kiedy to przeciwnikiem w meczu finałowym okazała się Wisła Kraków. Po raz drugi, i jak na razie ostatni, w 2017 roku w pamiętnym finale z Lechem Poznań. Widowisko może to wielkie nie było, ale emocji co niemiara. Przede wszystkim w dogrywce. Najpierw musimy w ogóle uświadomić sobie, że Arka Gdynia była totalnym underdogiem, tak jak teraz. Lech miał przyjechać do Warszawy, zabrać co swoje i udać się na fetę.

Plan pokrzyżował mu Rafał Siemaszko. À propos tego zawodnika, to warto wspomnieć, że przyłożył bardzo dużą cegiełkę do ówczesnego zwycięstwa w Pucharze Polski, gdyż oprócz bramki na Narodowym strzelił jeszcze dwa gole. Siemaszko rozbroił obronę Lecha w 107. minucie, a później najprawdopodobniej rajd życia wykonał Luka Zarandia. Jak widać, Puchar Polski kreuje bohaterów nieoczywistych. W Lublinie też tak może być.

Rok później finał już nie ułożył się, tak jak Leszek Ojrzyński – autor obu sukcesów – chciałby. Legia nie pozwoliła pofikać Arce tak jak Lech. Załatwiła sprawę szybko i bezboleśnie. Dwie bramki na początku spotkania i późniejsza kontrola meczu. Wprawdzie arkowcom udało się jeszcze strzelić bramkę, ale to jedynie trafienie na pocieszenie.

W Pucharze nieobliczalni

W obecnej kampanii los także trochę przyoszczędził Arkę. Dopiero w półfinale musieli zmierzyć się z zespołem z PKO Ekstraklasy. Poprzednie zespoły to pierwszoligowcy. Podobnie jak przy poprzednim zwycięstwie. Arka bardzo średnio sobie radzi w lidze. Ponadto mecz z Piastem Gliwice był pełen emocji. Dopiero karne wyłoniły finalistę, a bohaterem okazał się Kacper Przepisz. Oczywiście tak jak w poprzednich finałach Arka Gdynia jest totalnym underdogiem. Jej tryumf będzie zakrawał o sensację.

Ostatni raz zespół nie z najwyższej klasy rozgrywkowej grał w finale Pucharu Polski w 2010 roku. Była to wówczas Pogoń Szczecin. Za to ostatni triumfatorzy spoza ekstraklasy to Ruch Chorzów, ale to już odległe czasy i rok 1996. Arka Gdynia, wygrywając 2 maja w Lublinie, także przesunie się w historycznej klasyfikacji Pucharu Polski na 7. miejsce.

Można doszukać się kilku podobieństw co do poprzedniego zwycięstwa. Jest też do pobicia kilka statystyk. Można zapisać się w historii. Dla takich zawodników jak Marcus Vinicus byłoby to zwieńczeniem przygody w Gdyni. W końcu rzadko się zdarza, aby ligowy średniak w ciągu 5 lat aż trzy razy był w finale krajowego pucharu. Przy okazji wrzucił trzy trofea do gabloty (Puchar Polski oraz 2 razy Superpuchar Polski). Arka Gdynia to zespół lubiący Puchar Polski. Przeobraża się wtedy w bestię. I nawet Rafał Siemaszko i Artur Marciniak stają się wówczas niebezpieczni. Dla Rakowa nie będzie to bułka z masłem. Już jedni tacy byli, co mieli przyjechać, wygrać i się cieszyć, a skończyło się żółtymi flarami po 120 minutach.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze