APOEL Nikozja został czwartym ćwierćfinalistą tegorocznej edycji Ligi Mistrzów! Cypryjczycy, po golu Manduki, pokonali u siebie Lyon 1:0, a ponieważ w pierwszym meczu rywale wygrali dokładnie takim samym stosunkiem, potrzebna była dogrywka. Ona nie przyniosła rozstrzygnięcia, więc sędzia zarządził rzuty karne. Dwa z nich, wykonywane przez Lacazette i Bastosa, obronił Dionisis Chiotis i to, w połączeniu z bezbłędnym strzelaniem jego kolegów z drużyny, dało APOEL-owi sensacyjny awans.
Obydwa zespoły zaczęły niemrawo, ale gol padł bardzo szybko, bo już w 9. minucie. Charalambidis przejął długie podanie i wystawił piłkę Manduce, który pięknym strzałem dał swojej drużynie prowadzenie. Gospodarze chcieli szybko pójść za ciosem i w 15. minucie Lloris popisał się ładną interwencją po rzucie wolnym. W odpowiedzi również z wolnego próbował Bastos, ale uderzył za słabo, by pokonać Chiotisa.
Golkiper APOEL-u w 25. minucie musiał się już bardziej wysilić. Kolejny rzut rożny i tym razem Ederson popisał się świetnym strzałem, a Chiotis jeszcze lepszą paradą. Kolejnym, który starał się pokonać bramkarza APOEL-u, był Källström, jednak golkiper znowu był górą. Następnie kolejną szansę miał Ederson, lecz nawet strzelając z niewielkiej odległości, zabrakło mu precyzji. Goście starali się wyrównać, ale nie byli w stanie sforsować dobrze zorganizowanej defensywy Cypryjczyków, i po 45 minutach to APOEL minimalnie prowadził.
Pierwsze minuty po przerwie były średnio emocjonujące, a już na pewno jeśli chodzi o piłkę nożną. Zaczęło się bowiem małą awanturą, która skończyła się tylko żółtymi kartkami dla Solariego i Bastosa. W 56. minucie była pierwsza niezła sytuacja, kiedy to Cissokho prawie pokonał… własnego bramkarza. Piłkarze z Francji nie pomagali sobie też z drugiej strony, jak przykładowo w sytuacji, w której strzał Bastosa został zablokowany przez kolegę z drużyny.
Gra sprowadzała się do tego, że to goście atakowali, natomiast APOEL wyprowadzał kontry, których jednak miejscowi nie potrafili dobrze wykończyć. Spotkanie nabrało tempa, ale sytuacji brakowało. Na kwadrans przed końcem Bastos próbował z wolnego, jednak piłka po odbiciu się od muru wypadła poza boisko. Trochę świeżości w poczynania Lyonu wniósł Gomis, ale i jemu skutecznie życie utrudniali defensorzy rywali. Końcowe minuty to już powolne zbieranie sił na dogrywkę, która zbliżała się nieuchronnie, i rzeczywiście sędzia po 90 minutach musiał ją zarządzić.
Dodatkowe pół godziny to już naprawdę napór gości i nieporadne kontry, a raczej przytrzymywanie piłki przez osamotnionego Ailtona. W 93. minucie Chiotis prawie wpakował sobie futbolówkę do siatki, ale skończyło się na strachu i rzucie rożnym. Najgroźniej było za to po dwóch kornerach dziesięć minut później. Najpierw z pięciu metrów w świetnej okazji spudłował Gonalons, a po kilkudziesięciu sekundach Kone główkował wprost w ręce Chiotisa. Chwilę później z dystansu spróbował jeszcze Gomis, lecz i on uderzył za słabo, by zdobyć gola. Chwilę później sędzia nakazał zmianę stron.
W drugiej połowie dogrywki nadal przeważał Lyon. Naprawdę dobrą okazję miał Lisandro Lopez, ale zanim zdecydował się na strzał, został osaczony przez kilku rywali, którzy zdołali zablokować piłkę. Goście bronili się coraz rozpaczliwiej, ale paradoksalnie do dużo lepszych sytuacji z drugiej strony dochodził Ailton. Jednak przegrywał wszystkie pojedynki z Kone i rzuty karne zbliżały się nieubłaganie. Pewne było to, że do nich zespoły podejdą w nierównych składach. Strzelec jedynego gola, Manduka, dostał bowiem drugą żółtą kartkę w 115. minucie i musiał zejść z boiska. Ostatni fragment gry to dalsze ataki gości i świetna defensywa gospodarzy. Ostatecznie Cypryjczykom udało się przetrwać i do rozstrzygnięcia tego dwumeczu potrzeba było rzutów karnych.









