Czas na kolejną porcję świątecznych podsumowań. Tym razem prezentujemy dziesiątkę najbardziej nietrafionych transferów w Primera Division w minionym sezonie.
10. Christian Lell
Niemiecki zawodnik zdecydował się latem na transfer z Schalke 04 do hiszpańskiego Levante. Czy była to dobra decyzja? Walencka ekipa sezon 2011/2012 miała rzeczywiście niezwykle udany i Lell miał prawo sądzić, że na Ciutat de Valencia będzie mu dobrze. Niemiec co prawda otrzymuje naprawdę dużo szans od trenera Juana Martineza, jednak czy dobrze je wykorzystuje? Można się kłócić. Lell na pewno nie jest tym samym piłkarzem co jakiś czas temu, gdy był jeszcze w szczytowej formie. Dla Levante jest graczem przydatnym, bo przecież jest zawodnikiem wszechstronnym, ale też takim, który formy z Schalke czy Bayernu już nie powtórzy. Były reprezentant niemieckiej młodzieżówki może próbował szukać nowych wyzwań, ale wydaje się, że przeprowadzka do Hiszpanii nic tak naprawdę mu nie dała.
9. Emre Belozoglu
Emre Belozoglu (fot. Marca.com)
Swego czasu wszyscy zachwycali się tureckim pomocnikiem i wróżyli mu naprawdę bogatą przyszłość. Emre co jakiś czas prezentował swoje ponadprzeciętne umiejętności, jednak przeważnie nie był w stanie na dłużej złapać topowej formy. Latem Atletico postanowiło postawić na dojrzałość i doświadczenie i sprowadzić reprezentanta Turcji na Vicente Calderon. Okazało się jednak, że 32-letni już zawodnik nie ma na tyle siły, aby włączyć się do walki o miejsce w składzie z takimi graczami, jak Gabi, Suarez czy jego rodak, Arda Turan. Posiadanie Emre na ławce może i jest fajną sprawą, ale niewielu wierzy już chyba w to, że Turek będzie kiedyś prezentował choćby zbliżony poziom do tego z czasów gry choćby w Galatasarayu czy nawet Interze Mediolan.
8. Simao Sabrosa
Portugalski pomocnik nie jest w zasadzie niczemu winny. Przed przybyciem na Cornella-El Prat nie mógł spodziewać się tego, że Espanyol zacznie grać w tak katastrofalny sposób. On sam niestety niejako dostosował się do bardzo niskiego poziomu i w obecnym sezonie w zasadzie nie oglądaliśmy dobrego meczu w jego wykonaniu. Inna sprawa, że 33-latek nie jest pierwszym wyborem trenera. Swego czasu bardzo dobry skrzydłowy musiał w pocie czoła walczyć o minuty na boisku, a gdy już je dostawał, nie korzystał z nich nazbyt dobrze. W dziewięciu rozegranych meczach Simao zdobył dwa gole, a Espanyol zajmuje obecnie miejsce w strefie spadkowej. Portugalczyk często wpuszczany jest na boisko, kiedy drużynie nie idzie – kibice liczą na przebłysk geniuszu portugalskiego gracza, ale takowy jeszcze nie miał niestety miejsca. Wiele wskazuje również na to, że miał miejsca już nie będzie…
29-letni napastnik na pewno zdawał sobie sprawę, że roczna przeprowadzka do Grenady nie jest krokiem do przodu. Włoch wiedział jednak także, że w Udinese nie miałby w tym sezonie szans na regularną grę, jeśli nawet na grę jakąkolwiek. Antonio zdecydował się więc skorzystać z opcji wypożyczenia i przenieść się na Półwysep Iberyjski, aby odbudować swoją formę. Niestety, wydaje się, że najlepsze chwile napastnika minęły bezpowrotnie – w dziesięciu meczach ligowych Floro Flores zdobył zaledwie jednego gola, a najgorsze jest to, że pracą na treningu nie jest w stanie wywalczyć sobie stałego miejsca w pierwszym składzie.
6. Ndri Romaric
Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej doszedł do wniosku, że po Sevilli nawet Espanyol to już dla niego za wysokie progi. Zdecydował się przenieść do Saragossy, ustabilizować formę i być może za rok ponownie szukać mocniejszego pracodawcy. Sęk w tym, że od momentu transferu na La Romareda Romaric zaczął cierpieć na różnego rodzaju urazy, które dla wielu były wielką tajemnicą. Skończyło się tym, że zamiast trenować w pocie czoła, Romaric po prostu przebywał w Saragossie i czekał na swoje szanse. Kilka z nich otrzymał, trener wpuszczał go z ławki, ale co ma zrobić tego typu pomocnik, kiedy zostaje oddelegowany do gry na ostatnie 10-15 minut? Nic, i to też robił. Wydaje się, że pozostanie w Espanyolu byłoby zdecydowanie korzystniejszym rozwiązaniem – dla wszystkich stron.
5. Geoffrey Kondogbia
19-latek myślał, że na Ramon Sanchez Pizjuan jego kariera nabierze w końcu rozpędu, a jest jeszcze gorzej niż w Lens. Nie dość, że Kondogbia praktycznie nie dostaje szans od Michela, to jeszcze sama Sevilla niewiarygodnie w tym sezonie dołuje, zajmując obecnie dopiero 14. miejsce w ligowej tabeli. W Lens francuski pomocnik również nie mógł liczyć na to, że co tydzień wybiegał będzie w pierwszym składzie, ale miał tam zdecydowanie większe pole do popisu i większe szanse na to, że w końcu zagra w ważnym meczu, który odmieni jego piłkarską karierę. Przeprowadzka do Sevilli na razie hamuje jego rozwój i chyba lepiej dla wszystkich byłoby, gdyby Geoffrey znowu poszukał sobie nowego klubu.
4. Michael Essien
Michael Essien (fot. Marca.com)
Samo sprowadzenie Essiena na pewno nie byłoby transferem nietrafionym, gdyby nie fakt, że z Estadio Santiago Bernabeu pozbyto się Lassa Diarry. Essien to jeden z ulubionych piłkarzy Jose Mourinho, ale Portugalczyk nieraz mówił, że również Diarrę bardzo mocno ceni. Nic dziwnego, nawet jeśli media rozpisywały się o problemach Lassany, o tym, że jest niezadowolony, to ten – gdy wybiegał na murawę – zawsze dawał z siebie absolutnie wszystko. Jego uniwersalność jest porównywalna do tej Essiena. A Michael przecież niczego nadzwyczajnego dotychczas w Madrycie nie pokazał. Mourinho rzuca go po różnych pozycjach, ale ten nie jest w stanie złapać pełni formy. Kontuzje z przeszłości nadal dają się we znaki i uniemożliwiają piłkarzowi ustabilizowanie swojej sytuacji. Zamiana Essiena na Diarrę była kompletnie niezrozumiała, chyba że Lass faktycznie aż tak mocno naciskał na transfer. Mourinho potrafi jednak przekonywać i na pewno poradziłby sobie z francuskim graczem, a ten dałby mu zdecydowanie więcej niż Essien.
3. Andreu Fontas
Mallorca już po zamknięciu okna transferowego otrzymała zgodę od hiszpańskiej federacji piłkarskiej na przeprowadzenie jednego transferu w związku z licznymi kontuzjami i brakami kadrowymi. Wyspiarze wybrali Andreu Fontasa, wychowanka Barcelony, który po debiucie w barwach klubu z Iberostar Estadio wydawał się być bardzo poważnym wzmocnieniem. Z każdym dniem było jednak coraz gorzej i teraz Fontasowi trudno jest w ogóle wywalczyć sobie jako takie miejsce w składzie. Mallorca podjęła ryzykowną decyzję, bo przecież nie miała większego pojęcia o tym, jak Fontas poradzi sobie na pierwszoligowych boiskach. Wszak w barwach Barcelony nie grywał w Primera Division zbyt wiele. Okazało się, że sprowadzenie Fontasa było nietrafione, ale cóż – trzeba z tym żyć.
2. Giovanni dos Santos
Kolejny transfer Mallorki, kolejny bardzo ryzykowny transfer. Dos Santos od dawien dawna to postać niezwykle specyficzna. Przy okazji każdej kolejnej przeprowadzki pojawiają się głosy o tym, że Meksykanin zacznie w końcu realizować cały swój potencjał. Nie inaczej było tym razem. Mallorca – hiszpański średniak, w którym brakowało kogoś takiego jak dos Santos, czyli piłkarza nieszablonowego, który czasem lubi grać pod publiczkę. Niestety, reprezentant Meksyku rozegrał w tym sezonie osiem meczów w Primera Division i ani razu nie wpisał się na listę strzelców. Dla Joaquina Caparrosa na pewno nie jest zawodnikiem niezbędnym i hiszpański trener raczej bez mrugnięcia okiem pozbyłby się go z Majorki. Dos Santos rozczarowuje w kolejnym klubie i chyba nie ma już sensu zadawanie pytań o to, czy kiedyś ten zawodnik zacznie grać na miarę pokładanych w nim oczekiwań.
1. Mauricio Pellegrino
Tak jak w przypadku najlepszych transferów La Liga, tak i tutaj pierwsze miejsce zarezerwowane jest dla trenera. Jest nim Mauricio Pellegrino, były już opiekun Valencii. Argentyńczyk w maju przejął schedę po Unaim Emery i kompletnie nie sprostał trudnemu zadaniu, jakim jest prowadzenie ekipy, od której oczekiwało się nawiązania walki z Realem Madryt i Barceloną. Pellegrino niby próbował stworzyć z Valencii coś własnego, może i miał w swojej głowie jakiś pomysł, ale nie miał pojęcia, jak wcielić go w życie. W efekcie wyszło tak, że Valencia przez prawie pół sezonu była drużyną bez jakiegokolwiek stylu. Kilka mniej lub bardziej poważnych absencji na pewno przyczyniło się do takiej, a nie innej sytuacji, ale bez wątpienia najbardziej odpowiedzialnym za wyniki drużyny był Pellegrino, który nie wiedział, jak zabrać się do prowadzenia trzeciej drużyny w Hiszpanii. Kwestią czasu było więc jego zwolnienie.
Spokojnie Dudka mogłby na numer 1 pretendowac
antyWtopoów
~
~milocr7
Co?! Essien tutaj?! gra na różnych pozycjach bo
Jose szuka mu pozycji i w Realu jest wiele kontuzji
ostatnio! Może i Michael nie gra świetnie ale gra
dobrze wiele dobrego nie robi ale błędów nie
popełnia ! Lass był dobry ale Michael lepszy
jeszcze wróci do formy!
~
~ogotay
tak Dudka to anty naj:)
Essien owszem,ale znacznie wyżej.
~
~Czarny
Czy Lell przypadkiem nie przyszedł do Levante z
Herthy? Nie przypominam sobie, żeby on grał w
Schalke
~
~Stazx
Nie rozumiem co robi Emre w zestawieniu najbardziej
nietrafionych transferów.
Przyszedł do Atletico za darmo, nikt nie oczekiwał
że będzie w wyjściowej „11”. Gra w niektórych
meczach ligowych i w Lidze Europy, strzela ważne
bramki i asystuje… Naprawdę „nietrafiony” transfer
-.-
P
Pika
Nie rozśmieszajcie mnie, on jest kontuzjowany.
Szkoda mi dos Santosa bo ładnie woził za czasów
Barcelony.
~
~barto666
co tu robi essien on gra dobrze oglądam real i nie
jest to katastrofa
~
~ole!
A gdzie Modric?
L
Lars
Na miejscu Essiena powinien być Song, a na
Pellegrino Krohn-Dehli.
Dodaj komentarz
Czas na kolejną porcję świątecznych podsumowań. Tym razem prezentujemy dziesiątkę najbardziej nietrafionych transferów w Primera Division w minionym sezonie.
10. Christian Lell
Niemiecki zawodnik zdecydował się latem na transfer z Schalke 04 do hiszpańskiego Levante. Czy była to dobra decyzja? Walencka ekipa sezon 2011/2012 miała rzeczywiście niezwykle udany i Lell miał prawo sądzić, że na Ciutat de Valencia będzie mu dobrze. Niemiec co prawda otrzymuje naprawdę dużo szans od trenera Juana Martineza, jednak czy dobrze je wykorzystuje? Można się kłócić. Lell na pewno nie jest tym samym piłkarzem co jakiś czas temu, gdy był jeszcze w szczytowej formie. Dla Levante jest graczem przydatnym, bo przecież jest zawodnikiem wszechstronnym, ale też takim, który formy z Schalke czy Bayernu już nie powtórzy. Były reprezentant niemieckiej młodzieżówki może próbował szukać nowych wyzwań, ale wydaje się, że przeprowadzka do Hiszpanii nic tak naprawdę mu nie dała.
9. Emre Belozoglu
Emre Belozoglu (fot. Marca.com)
Swego czasu wszyscy zachwycali się tureckim pomocnikiem i wróżyli mu naprawdę bogatą przyszłość. Emre co jakiś czas prezentował swoje ponadprzeciętne umiejętności, jednak przeważnie nie był w stanie na dłużej złapać topowej formy. Latem Atletico postanowiło postawić na dojrzałość i doświadczenie i sprowadzić reprezentanta Turcji na Vicente Calderon. Okazało się jednak, że 32-letni już zawodnik nie ma na tyle siły, aby włączyć się do walki o miejsce w składzie z takimi graczami, jak Gabi, Suarez czy jego rodak, Arda Turan. Posiadanie Emre na ławce może i jest fajną sprawą, ale niewielu wierzy już chyba w to, że Turek będzie kiedyś prezentował choćby zbliżony poziom do tego z czasów gry choćby w Galatasarayu czy nawet Interze Mediolan.
8. Simao Sabrosa
Portugalski pomocnik nie jest w zasadzie niczemu winny. Przed przybyciem na Cornella-El Prat nie mógł spodziewać się tego, że Espanyol zacznie grać w tak katastrofalny sposób. On sam niestety niejako dostosował się do bardzo niskiego poziomu i w obecnym sezonie w zasadzie nie oglądaliśmy dobrego meczu w jego wykonaniu. Inna sprawa, że 33-latek nie jest pierwszym wyborem trenera. Swego czasu bardzo dobry skrzydłowy musiał w pocie czoła walczyć o minuty na boisku, a gdy już je dostawał, nie korzystał z nich nazbyt dobrze. W dziewięciu rozegranych meczach Simao zdobył dwa gole, a Espanyol zajmuje obecnie miejsce w strefie spadkowej. Portugalczyk często wpuszczany jest na boisko, kiedy drużynie nie idzie – kibice liczą na przebłysk geniuszu portugalskiego gracza, ale takowy jeszcze nie miał niestety miejsca. Wiele wskazuje również na to, że miał miejsca już nie będzie…
7. Antonio Floro Flores
29-letni napastnik na pewno zdawał sobie sprawę, że roczna przeprowadzka do Grenady nie jest krokiem do przodu. Włoch wiedział jednak także, że w Udinese nie miałby w tym sezonie szans na regularną grę, jeśli nawet na grę jakąkolwiek. Antonio zdecydował się więc skorzystać z opcji wypożyczenia i przenieść się na Półwysep Iberyjski, aby odbudować swoją formę. Niestety, wydaje się, że najlepsze chwile napastnika minęły bezpowrotnie – w dziesięciu meczach ligowych Floro Flores zdobył zaledwie jednego gola, a najgorsze jest to, że pracą na treningu nie jest w stanie wywalczyć sobie stałego miejsca w pierwszym składzie.
6. Ndri Romaric
Reprezentant Wybrzeża Kości Słoniowej doszedł do wniosku, że po Sevilli nawet Espanyol to już dla niego za wysokie progi. Zdecydował się przenieść do Saragossy, ustabilizować formę i być może za rok ponownie szukać mocniejszego pracodawcy. Sęk w tym, że od momentu transferu na La Romareda Romaric zaczął cierpieć na różnego rodzaju urazy, które dla wielu były wielką tajemnicą. Skończyło się tym, że zamiast trenować w pocie czoła, Romaric po prostu przebywał w Saragossie i czekał na swoje szanse. Kilka z nich otrzymał, trener wpuszczał go z ławki, ale co ma zrobić tego typu pomocnik, kiedy zostaje oddelegowany do gry na ostatnie 10-15 minut? Nic, i to też robił. Wydaje się, że pozostanie w Espanyolu byłoby zdecydowanie korzystniejszym rozwiązaniem – dla wszystkich stron.
5. Geoffrey Kondogbia
19-latek myślał, że na Ramon Sanchez Pizjuan jego kariera nabierze w końcu rozpędu, a jest jeszcze gorzej niż w Lens. Nie dość, że Kondogbia praktycznie nie dostaje szans od Michela, to jeszcze sama Sevilla niewiarygodnie w tym sezonie dołuje, zajmując obecnie dopiero 14. miejsce w ligowej tabeli. W Lens francuski pomocnik również nie mógł liczyć na to, że co tydzień wybiegał będzie w pierwszym składzie, ale miał tam zdecydowanie większe pole do popisu i większe szanse na to, że w końcu zagra w ważnym meczu, który odmieni jego piłkarską karierę. Przeprowadzka do Sevilli na razie hamuje jego rozwój i chyba lepiej dla wszystkich byłoby, gdyby Geoffrey znowu poszukał sobie nowego klubu.
4. Michael Essien
Michael Essien (fot. Marca.com)
Samo sprowadzenie Essiena na pewno nie byłoby transferem nietrafionym, gdyby nie fakt, że z Estadio Santiago Bernabeu pozbyto się Lassa Diarry. Essien to jeden z ulubionych piłkarzy Jose Mourinho, ale Portugalczyk nieraz mówił, że również Diarrę bardzo mocno ceni. Nic dziwnego, nawet jeśli media rozpisywały się o problemach Lassany, o tym, że jest niezadowolony, to ten – gdy wybiegał na murawę – zawsze dawał z siebie absolutnie wszystko. Jego uniwersalność jest porównywalna do tej Essiena. A Michael przecież niczego nadzwyczajnego dotychczas w Madrycie nie pokazał. Mourinho rzuca go po różnych pozycjach, ale ten nie jest w stanie złapać pełni formy. Kontuzje z przeszłości nadal dają się we znaki i uniemożliwiają piłkarzowi ustabilizowanie swojej sytuacji. Zamiana Essiena na Diarrę była kompletnie niezrozumiała, chyba że Lass faktycznie aż tak mocno naciskał na transfer. Mourinho potrafi jednak przekonywać i na pewno poradziłby sobie z francuskim graczem, a ten dałby mu zdecydowanie więcej niż Essien.
3. Andreu Fontas
Mallorca już po zamknięciu okna transferowego otrzymała zgodę od hiszpańskiej federacji piłkarskiej na przeprowadzenie jednego transferu w związku z licznymi kontuzjami i brakami kadrowymi. Wyspiarze wybrali Andreu Fontasa, wychowanka Barcelony, który po debiucie w barwach klubu z Iberostar Estadio wydawał się być bardzo poważnym wzmocnieniem. Z każdym dniem było jednak coraz gorzej i teraz Fontasowi trudno jest w ogóle wywalczyć sobie jako takie miejsce w składzie. Mallorca podjęła ryzykowną decyzję, bo przecież nie miała większego pojęcia o tym, jak Fontas poradzi sobie na pierwszoligowych boiskach. Wszak w barwach Barcelony nie grywał w Primera Division zbyt wiele. Okazało się, że sprowadzenie Fontasa było nietrafione, ale cóż – trzeba z tym żyć.
2. Giovanni dos Santos
Kolejny transfer Mallorki, kolejny bardzo ryzykowny transfer. Dos Santos od dawien dawna to postać niezwykle specyficzna. Przy okazji każdej kolejnej przeprowadzki pojawiają się głosy o tym, że Meksykanin zacznie w końcu realizować cały swój potencjał. Nie inaczej było tym razem. Mallorca – hiszpański średniak, w którym brakowało kogoś takiego jak dos Santos, czyli piłkarza nieszablonowego, który czasem lubi grać pod publiczkę. Niestety, reprezentant Meksyku rozegrał w tym sezonie osiem meczów w Primera Division i ani razu nie wpisał się na listę strzelców. Dla Joaquina Caparrosa na pewno nie jest zawodnikiem niezbędnym i hiszpański trener raczej bez mrugnięcia okiem pozbyłby się go z Majorki. Dos Santos rozczarowuje w kolejnym klubie i chyba nie ma już sensu zadawanie pytań o to, czy kiedyś ten zawodnik zacznie grać na miarę pokładanych w nim oczekiwań.
1. Mauricio Pellegrino
Tak jak w przypadku najlepszych transferów La Liga, tak i tutaj pierwsze miejsce zarezerwowane jest dla trenera. Jest nim Mauricio Pellegrino, były już opiekun Valencii. Argentyńczyk w maju przejął schedę po Unaim Emery i kompletnie nie sprostał trudnemu zadaniu, jakim jest prowadzenie ekipy, od której oczekiwało się nawiązania walki z Realem Madryt i Barceloną. Pellegrino niby próbował stworzyć z Valencii coś własnego, może i miał w swojej głowie jakiś pomysł, ale nie miał pojęcia, jak wcielić go w życie. W efekcie wyszło tak, że Valencia przez prawie pół sezonu była drużyną bez jakiegokolwiek stylu. Kilka mniej lub bardziej poważnych absencji na pewno przyczyniło się do takiej, a nie innej sytuacji, ale bez wątpienia najbardziej odpowiedzialnym za wyniki drużyny był Pellegrino, który nie wiedział, jak zabrać się do prowadzenia trzeciej drużyny w Hiszpanii. Kwestią czasu było więc jego zwolnienie.