Allianz Arena, godziny mocno wieczorne, 19 maja 2012 r. Roberto di Matteo, ówczesny trener Chelsea Londyn, jest podtrzymywany przez swoich piłkarzy i unosi ku górze puchar za zwycięstwo w finale Ligi Mistrzów po wygraniu emocjonujących karnych z Bayernem Monachium. Minęło dokładnie sześć i pół roku, a angielskie zespoły nie zaznały smaku zwycięstwa w tych prestiżowych rozgrywkach. Jaki może być tego powód?
Pierwszą przyczyną, która wpadła mi do głowy, jest… sama Premier League. W lidze mamy co najmniej osiem zespołów, na które trzeba się maksymalnie zmobilizować oraz zagrać jak najlepszym składem. Tymi zespołami są oczywiście drużyny z hermetycznej szóstki oraz zazwyczaj dwie, trzy ekipy, które rozgrywają co najmniej poprawny sezon (w tej kampanii są to zespoły Watfordu, Wolverhampton czy West Hamu). Daje nam to przynajmniej czternaście meczów, około 40% spotkań w lidze, które trzeba zagrać na najwyższej intensywności i jak najlepiej, inaczej można stracić wygraną w Premier League.
Przykładem niech będzie dotychczasowa rywalizacja drużyn prowadzonych przez Guardiolę i Juergena Kloppa, każda porażka może przesądzić o tym, kto wygra mistrzostwo, a kto je przegra.Oczywiście nie można bagatelizować innych zespołów, takich jak Leicester City, Bournemouth czy Everton. Są to takie drużyny, na które też trzeba zawsze uważać, i zagrać jak najlepiej, żeby nie stracić punktów.
Kiedy brakuje pary w mięśniach
Kolejnym powodem tego stanu rzeczy jest bardzo duża liczba meczów do rozegrania. Kiedy inne ligi odpoczywają, trenują i szkolą swoją taktykę (oczywiście chodzi o okres zimowy), drużyny z Premier League wchodzą na inny etap intensywności, zespoły rozgrywają spotkania w zasadzie co trzy dni. Dla znaczących drużyn w grę wchodzi Premier League, Carabao Cup czy początkowe fazy FA CUP. Walka o jak najwyższe cele do samego końca, bardzo duża liczba meczów, niesamowita intensywność tych spotkań doprowadzają do tego, że w kluczowych momentach Ligi Mistrzów, tj. półfinały i finał, po prostu brakuje pary w mięśniach. Pewnie ktoś się ze mną nie zgodzi, ale tak duża liczba meczów wpływa na to, że twój organizm jest zmęczony, że każdy nawet najdrobniejszy upadek może skończyć się urazem, po prostu brakuje świeżości, szybkości i nie zmienią tego sztaby fizjoterapeutów oraz masażystów.
Finansowa pułapka
Kiedy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o… pieniądze. Zespoły z Premier League dostają gigantyczne przelewy za prawa do transmisji telewizyjnych. Są tak zamknięte w swojej bańce finansowej, że to też stało się powodem problemów ze zdobyciem Ligi Mistrzów. Nikt głośno tego nie powie, ale załóżmy, że gdyby tacy księgowi mieli do wyboru wygranie Premier League albo wygranie Ligi Mistrzów, mam niemalże stuprocentową pewność, że wybraliby pierwszą opcję. Z powodu większych cyferek, a jak wiadomo, czym wyższe miejsce w lidze, tym większe zarobki. Oczywiście nie oznacza to, że angielskie kluby olewają europejskie puchary (przynajmniej Ligę Mistrzów), ale według mnie w klubach panuje przekonanie, że lepiej wygrać ligę aniżeli puchary.










