Od czasów Manchesteru United Alexa Fergusona w Premier League żaden zespół nie dominował nad rywalami tak bardzo jak obecnie „The Citizens”. Pep Guardiola na Etihad Stadium stworzył prawdziwą maszynę do wygrywania. Dla rywali spotkania z Manchesterem City przypominają próby oszukania przeznaczenia. Najczęściej nieudane, bo koniec końców i tak wygrywa drużyna hiszpańskiego szkoleniowca. Zazwyczaj różnicą kilku bramek.
Poprzedni sezon był fenomenalny w wykonaniu „The Citizens”. Jednak jak pokazuje obecna kampania, wraz z mistrzowskim tytułem podopieczni Pepa Guardioli wygrali coś jeszcze. Rekordowa zdobycz stu punktów wzbudziła podziw i zasiała trwogę w szeregach rywali. Dziś mało kto próbuje wdać się w wymianę ciosów z Manchesterem City. Przeciwnicy najczęściej próbują desperacko się bronić, licząc na tą jedną albo jeśli się uda dwie kontry. Tylko powstaje zasadne pytanie, jak się bronić przed zespołem, który praktycznie nie ma słabych stron?
Dotychczasowe spotkania ligowe pokazały cały przekrój pomysłów różnych menedżerów, jak zatrzymać maszynę Pepa Guardioli. Pomysłów nieudanych z wyjątkiem dwóch przypadków (Wolverhampton Wanderers i Liverpool). Głęboko ustawiona defensywa rywali (zwana potocznie autobusem) kończy się najczęściej rozklepaniem przeciwników przez graczy Manchesteru City w obrębie pola karnego. Efektem są bramki zawodników „The Citizens” po koronkowych akcjach. Wysoko ustawiona defensywa? Też nie da rady, bo wystarczy raz czy dwa złamać linię, a Raheem Sterling, Leroy Sane czy Riyad Mahrez skutecznie wykorzystają ten błąd. Ta niesamowita uniwersalność, z jaką podopieczni Pepa Guardioli niszczą defensywy rywali, nie zważając na sposób bronienia, sprawia, że w szeregach przeciwników rodzi się strach.
Strach – dwunasty zawodnik Manchesteru City
Lęk rywali staje się powoli dodatkowym zawodnikiem „The Citizens”. Każdy kolejny pogrom, destrukcja przeciwnika rozpoczynają na nowo debatę, czy ktokolwiek ma szansę wyprzedzić Manchester City w wyścigu o mistrzostwo. Szczególnie że liczby porażają. Na ten moment po dwunastu seriach spotkań podopieczni Pepa Guardioli osiągnęli średnią równą trzech zdobytych bramek na mecz. Trzydzieści sześć goli to wynik spektakularny. Jeśli zespół hiszpańskiego szkoleniowca utrzymałby taką skuteczność przez cały sezon, to skończyłby z aż 114 trafieniami na koncie. Wydaje się mało prawdopodobne? Na pierwszy rzut oka tak, dlatego warto spojrzeć na dokonania poszczególnych graczy.

Najskuteczniejszym strzelcem „The Citizens”, a zarazem całej ligi jest obecnie Sergio Agüero. Argentyńczyk z ośmioma trafieniami na koncie jest faworytem do wygrania końcowej klasyfikacji najlepszych snajperów Premier League. Popularny „Kun” nie tylko strzela, ale też asystuje. Trzykrotnie obsłużył już partnerów decydującym podaniem. Jednak w osiąganiu imponujących liczb napastnik „The Citizens” nie jest osamotniony. Tyleż spektakularny, co zaskakujący początek kampanii notuje Raheem Sterling. Anglik do sześciu bramek dołożył na razie pięć asyst, terroryzując rywali głównie w bocznych rejonach boiska. Pozostali zawodnicy Manchesteru City operujący zazwyczaj na flankach nie są dużo gorsi. Leroy Sane oraz Riyad Mahrez w Premier League strzelili łącznie siedem bramek i zanotowali pięć asyst.












