Zajęcie siódmego miejsca w tabeli było wielkim sukcesem Burnley. Sukcesem niespodziewanym i zaskakującym. Podopieczni Seana Dyche’a w nagrodę otrzymali szansę pokazania się w Europie. Wycieczka na kontynent skończyła się jednak szybciej, niż zaczęła. Co więcej, europejska przygoda, choć krótka, pokazała, iż klub z północno-wschodniej Anglii nie był gotowy na sukces.
Powszechnie utarło się stwierdzenie, iż dla beniaminka dużo trudniejszy jest drugi sezon po awansie do wyższej klasy rozgrywkowej. Euforia związana z wywalczeniem promocji znika, a element zaskoczenia przestaje funkcjonować. Trzeba znaleźć nowy sposób na gromadzenie punktów. Ubogacić styl gry o nowe warianty. To wszystko sprawia, że z paszportem pełnoprawnego ligowca zaskoczyć rywali jest o wiele trudniej. Jednak jak od każdej reguły także i tu pojawiają się wyjątki. Nieprzewidywalne i idealnie wpisujące się w romantyzm futbolu. Jednym z nich bez wątpienia w zeszłym sezonie Premier League był zespół Burnley.
Defensywą do Europy
Jeszcze przed rozpoczęciem zeszłego sezonu nic nie zapowiadało imponującego osiągnięcia „The Clarets”. Z klubu odeszli wybijający się zawodnicy – Michael Keane oraz Andre Gray. Sean Dyche musiał szybko połatać osłabiony zespół. Burnley po potężnych ubytkach kadrowych było faworytem do opuszczenia Premier League. Angielski szkoleniowiec w trudnej sytuacji wykonał jednak jedyny właściwy ruch. Wyeksponował jeszcze bardziej największy atut drużyny, jakim była gra defensywna. Zgodnie z powiedzeniem tak krawiec kraje, jak (mu) materii staje.
W buty Michaela Keane’a idealnie wszedł James Tarkowski, stając się jednym z odkryć sezonu 2017/2018. Burnley w większości spotkań „zabijało” futbol, skupiając się na głębokiej defensywie. Sposób gry kolokwialnie nazywany autobusem w wykonaniu „The Clarets” był niesamowicie skuteczny. Nadspodziewanie korzystne rezultaty zepchnęły jednak na dalszy plan archaiczny wręcz styl Burnley. Z zespołem Seana Dyche’a każdemu grało się trudno – szczególnie na Turf Moor. Podopieczni angielskiego szkoleniowca wolę walki i chęć osiągnięcia sukcesu przekuli w zaskakujący rezultat. Teraz już wiadomo, że siódma lokata w tabeli i gwarancja gry w eliminacjach Ligi Europy były ewidentnie wynikiem ponad stan.












