Andrzej Sawicki, trener Lechii Zielona Góra: Mecz z Jagiellonią pokazuje potencjał zespołu [WYWIAD]


Andrzej Sawicki, szkoleniowiec największej niespodzianki tegorocznej edycji Pucharu Polski, mówi nam m.in. o wyeliminowaniu Jagiellonii i o realiach III ligi

16 października 2022 Andrzej Sawicki, trener Lechii Zielona Góra: Mecz z Jagiellonią pokazuje potencjał zespołu [WYWIAD]
zgsport.pl

Zielona Góra jest największym miastem w Polsce, które nigdy nie doświadczyło pobytu w ekstraklasie. III-ligowa Lechia daje jednak w tym sezonie swoim kibicom dużo radości i powodów do dumy. Jest bez wątpienia największą rewelacją tegorocznej edycji Pucharu Polski, w którym doszła już do 1/8 finału. Po drodze pokonała takie ekipy jak Podbeskidzie Bielsko-Biała i Jagiellonia Białystok. Andrzej Sawicki, trener Lechii, w rozmowie z nami mówi, że to tylko pewnego rodzaju nagroda.


Udostępnij na Udostępnij na

Na samym wstępie chciałbym pogratulować Panu zwycięstw – najpierw z Podbeskidziem Bielsko-Biała, następnie z Jagiellonią Białystok, zdecydowanie ma Pan w tym sezonie patent na teoretycznie silniejsze zespoły.

Dziękujemy za gratulacje. Jest jednak coś takiego jak „magia pucharu”. Są takie edycje, w których niżej notowany zespół ma jakąś cudowną serię – przecież pamiętamy Błękitnych Stargard czy też pojedyncze niespodzianki dużego kalibru. My na razie jesteśmy w tej edycji taką drużyną i bardzo się z tego powodu cieszymy. Okazało się, że wydźwięk Pucharu Polski jest niesamowity. Humory dzięki temu dopisują, natomiast tak naprawdę jesteśmy w trzecioligowej rzeczywistości, gramy tam w bardzo trudnej grupie i szczerze mówiąc, ekscytacja już minęła, ponieważ musimy już się koncentrować na najbliższym meczu.

Spotkanie z Jagiellonią ułożyło się w zasadzie idealnie – szybkie 1:0, następnie przestrzelony rzut karny przez gości, po czym podwyższenie prowadzenia. Gdy jednak przeciwnik strzelił na 2:1, sztuką było najpierw utrzymać to prowadzenie, a ostatecznie jeszcze je podwyższyć.

To prawda, jak grasz z przeciwnikiem o trzy klasy od lepszym, to musisz być do bólu skuteczny. Musi ci też troszeczkę szczęścia sprzyjać, ale musisz mieć też argumenty, czyli pomysł na grę, i my to mieliśmy. Dlatego też to się udało. Uważam, że to nie było zwycięstwo przypadkowe. My na to mocno zapracowaliśmy. W wielu fragmentach ten mecz był naprawdę wyrównany, choć oczywiście był moment przy 2:1, gdy Jagiellonia mocno przycisnęła, natomiast jest to normalne.

Trudno wymagać, abyśmy kontrolowali cały czas grę i dominowali, natomiast uważam, że broniliśmy bardzo sumiennie i ja, stojąc z boku, widziałem, że jesteśmy dobrze, blisko siebie ustawieni. Nie przeczuwałem, że tu zaraz mogą być niesamowite sytuacje dla Jagiellonii i gole, bo po prostu zespół dobrze pracował w defensywie.

Co Pan mówi swoim zawodnikom w szatni przed takimi meczami?

Paradoksalnie, ja wiele nie muszę mówić, jeśli chodzi o podejście mentalne. Powiem więcej – bardziej ściągam presję z zawodników i wolę to robić, niż pompować balon. Ja osobiście podchodzę do tego pucharu jak do przygody. Więcej obaw mam przed meczami ligowymi, tak naprawdę z takim rywalem nie występuje żadna negatywna presja. Możemy tylko zyskać i tak się stało. Gdybyśmy przegrali, to nic wielkiego by się nie stało. Chodziło nam o to, aby dobrze się zaprezentować, pokazać szerszej publiczności. Wiadomo, że ten mecz był transmitowany, i myślę, że nam się to udało, bo styl, w jakim to zrobiliśmy, naprawdę wymaga szacunku.

W wywiadzie dla Weszło powiedział Pan, że „na Jagiellonię nic ekstra nie musieliście wymyślać”, lecz nie chodzi tu o jakiekolwiek deprecjonowanie przeciwnika z takiej półki.

Oczywiście, nie o to chodzi. My mamy określony styl grania, pracujemy już długo ze sobą i oczywiście – analizujemy każdego rywala przed meczem, to jest jasne, lecz nasza taktyka ogólna na ten mecz nie różniła się niczym wielkim od meczów ligowych. Bardzo mi się nie podoba wyciąganie tego zdania z kontekstu – w żadnym wypadku nie deprecjonujemy żadnego rywala.

Czy w samej Zielonej Górze to zwycięstwo odbiło się szerszym echem? Takie mecze nie zdarzają się w tym mieście często, wiadomo, że stadion nie jest zbyt duży, znany jest też temat tego, że żużel jest najpopularniejszym sportem w tym rejonie.

Tak, odbiło się bardzo dużym echem. Żużel oczywiście w naszym mieście jest bardzo popularny, natomiast piłka nożna jest najpopularniejszą dyscypliną sportu i zapewniam, że gdybyśmy mieli obiekt, który mógłby pomieścić 5-6 tysięcy widzów, to ten stadion by się na meczu z Jagiellonią zapełnił. Ludzie w Zielonej Górze i województwie są spragnieni dużej piłki. Mogę powiedzieć to śmiało, natomiast wiadomo, w naszym regionie mamy drużyny na poziomie maksymalnie trzecioligowym i to po prostu wyzwoliło w kibicach chęć przyjścia, natomiast szkoda, że nie mieliśmy takiej możliwości jako klub, aby obejrzała to większa rzesza kibiców.

Czy potrafi Pan przewidzieć, na co jeszcze stać Lechię w tej edycji Pucharu Polski?

Wszystko zależy od losowania, to jest oczywiste, natomiast uważam, że jakikolwiek klub teraz do nas przyjedzie, to na pewno będą to trudne mecze – czy to drużyna z ekstraklasy, czy z I ligi, bo powtarzam to, że mecz z Podbeskidziem był dla nas dużo trudniejszy niż z Jagiellonią. Zwycięstwo nad „Góralami” miało w sobie dozę szczęścia. Starcie z Jagiellonią to natomiast piękna historia i uważam, że naprawdę zapracowaliśmy i zasłużyliśmy na to zwycięstwo.

A co do rywala to tak, jak powiedziałem – nikt nie lekceważy już Pucharu Polski i nikt nie wierzy w takie powiedzenia, że ktoś odpuszcza. Dzisiaj ten puchar ma dużą rangę w naszym kraju, bo idą za tym gratyfikacje, a poza tym zespoły ekstraklasowe chcą grać w pucharze, ponieważ zdobycie Pucharu Polski to jest potężna nagroda finansowa i udział w europejskich pucharach, a więc nie ma absolutnie luźnego podejścia do tematu Pucharu Polski. Kiedyś tak bywało, pamiętam to doskonale, puchar był traktowany trochę po macoszemu, ale od kilku lat, po reformie prezesa Bońka, naprawdę ma on swoją rangę.

Przyznał Pan w wywiadzie dla Weszło również, że Lechia nie gra w tej chwili o awans do II ligi. Trzeba jednak powiedzieć, że Pana drużyna w tym sezonie punktuje bardzo dobrze. Tak jak Pan wspomniał, grupa trzecia w III lidze jest naprawdę silna i wyrównana. Jakie cele ma więc Lechia na ten sezon, a także jakie one są w dalszej perspektywie?

Powiedziałem, że nie gramy o awans, bo wiemy, jaka jest silna ta grupa, i koncentrujemy się na każdym pojedynczym meczu. Oczywiście, w grupie rozmawiamy o tym, aby być przygotowanym do walki o awans, ale za tym musi iść szereg spraw, począwszy od infrastruktury, poprzez zwiększenie budżetu. To nie jest tak na pstryknięcie palców, bardziej jak proces i myślę, że teraz gramy tak naprawdę w każdym meczu o trzy punkty.

W tym momencie są mocne zespoły w postaci rezerw Rakowa, Polonii Bytom, Rekordu Bielsko-Biała i kilka innych naprawdę mocnych zespołów z aspiracjami. W tej lidze nie ma łatwych meczów, bez względu na pozycję w tabeli, każdy jest bardzo trudny. System premiowania w tej lidze jest niestety bezwzględny, awansuje tylko i wyłącznie mistrz, a jak pokazuje historia, drużyny, które awansują z naszej grupy, spokojnie radzą sobie na szczeblu centralnym, czy w II lidze czy w I lidze. Uważam, że ten pierwszy krok, czyli awans na szczebel centralny, jest najtrudniejszy – w II lidze aż sześć zespołów ma szansę awansować do I ligi, a więc ten system premiowania jest atrakcyjniejszy. Możesz zbudować solidny zespół, który będzie w pierwszej szóstce, możesz w tych finałach wygrać dwa, trzy spotkania i awansować, a tu, w III lidze, musisz być regularny, gromadzić punkty, bo tylko i wyłącznie jeden zespół awansuje.

Mamy tu przykład kilku klubów, które od lat chcą się wydostać z III ligi trzeciej grupy i im się to nie udaje – i tutaj wspomnę chociażby o Polonii Bytom czy Ślęzie Wrocław, która też ma naprawdę cały czas bardzo solidny zespół – tak samo jak Rekord Bielsko-Biała i druga drużyna Rakowa Częstochowa. Jest więc kilka zespołów, które mają wielki apetyt, żeby awansować, mają możliwości, ale niestety ta liga jest bardzo trudna i nie jest łatwą rzeczą awansować na szczebel centralny.

No właśnie, III liga jest brutalna w tym, że tylko mistrz awansuje, Pan natomiast znalazł sposób na wspomnianą Polonię Bytom czy rezerwy Rakowa, z którymi udało się Lechii zremisować. Jak by Pan scharakteryzował właśnie tę drugą drużynę – co sprawia, że jako beniaminek tak dobrze weszła w ten sezon?

Mówiąc nieskromnie, trochę się uśmiecham, bo myślę, że mecz z nami to Rakowowi udało się zremisować (śmiech). Rozegraliśmy bardzo dobre spotkanie. Jeśli chodzi o Raków, w moim odczuciu jest naprawdę takim – z zachowaniem wszelkich proporcji –  odzwierciedleniem filozofii gry trenera Papszuna. Widzę tam bardzo dużo podobieństw. Poza tym rezerwy Rakowa mają bardzo jakościowy zespół, chociażby można wymienić Piotra Malinowskiego, Przemysława Oziębałę, Michała Czekaja i jeszcze kilku innych zawodników, a więc to jest naprawdę bardzo solidna drużyna. Wejście mieli imponujące. Nie przegrywają, tylko dwa remisy (rozmowa odbyła się przed meczem rezerw Rakowa z LKS-em Goczałkowice-Zdrój – przyp. red.) i myślę, że to nie jest przypadek.

Jeśli chodzi o Polonię Bytom, to powiedziałbym, że indywidualnie ma największy chyba potencjał w tej lidze, natomiast indywidualności a zespołowość to są dwa inne tematy i myślę, że tutaj trochę z mojego punktu widzenia gdzieś są luki, rezerwy. Tak samo Rekord Bielsko-Biała, który notabene prowadzi mój dobry kolega, z którym jeszcze grałem, czyli trener Dariusz Mrózek. Gra bardzo fajną piłkę, bardzo mi się ten zespół podoba, tak więc ogólnie jest kilka ciekawych drużyn, grających bardzo ambitnie.

Która drużyna według Pana dałaby sobie radę w lidze centralnej? Te zespoły, które Pan wspomniał, może jeszcze Ślęza Wrocław, ale czy ktoś jeszcze? Czy Lechia dałaby sobie w tym momencie radę sportowo?

Trudno mi w tym momencie powiedzieć, jesteśmy jeszcze przed końcem rundy, więc jest jeszcze sporo grania przed nami, ale ja muszę docenić zespół. Nie będę hipokrytą i mówił, że nie stać nas. Uważam, że mecz z Jagiellonią pokazuje potencjał zespołu, ponieważ to nie było przypadkowe zwycięstwo, i zawodnicy to potwierdzają.

Pytanie tylko, czy my mentalnie będziemy teraz dojrzali po tym sukcesie, bo ta poprzeczka teraz kolosalnie wzrasta. Przedstawiliśmy się szerokiej publiczności. Po meczu powiedziałem swoim zawodnikom, że taką Lechią Zielona Góra teraz będzie każdy nasz rywal, ponieważ będzie chciał nam udowodnić, że jest od nas lepszy. Tak to działa w sporcie.

To jest normalne i nie ma w tym nic złego, natomiast muszą to zawodnicy udźwignąć mentalnie, muszą być świadomi i pokorni, a także pewni swoich umiejętności. Czasami ludzie mi zarzucają, że zabieram piłkarzom trochę wiary w siebie, że zbytnio nie chwalę, natomiast ja się głęboko cieszę, że tak to funkcjonuje w tej chwili.

Może Pan zdradzić, jakie mniej więcej są realia finansowe klubu? Wiadomo, że Pana zawodnicy nie są zawodowcami, lecz w klubie jest całkiem dobra baza. Pozostaje jeszcze kwestia stadionu, który jest zdecydowanie za mały, żeby mógł spełniać warunki do ewentualnego awansu.

Nie będę mówił o konkretach, bo tak szczerze mówiąc, ich nie znam, natomiast na pewno nie jesteśmy tuzami, jeśli chodzi o kluby z najwyższym budżetem w III lidze. Mamy bardzo ciekawy system motywacyjny dla zawodników, więc dużą część wynagrodzeń mają oni za wynik sportowy i myślę, że to jest słuszna droga, ponieważ mają poczucie ewentualnej straty lub zysku, a nic tak nie smakuje jak podniesienie sowitej premii z boiska, bo robisz to, co kochasz, i jeszcze otrzymujesz za to gratyfikację.

Uważam, że działa to motywująco na zespół. Mamy takie podejście, że większy procent dajemy za wynik sportowy aniżeli tak zwane podstawy. Prezes Murawski stara się, żeby to tak właśnie wyglądało, i to się absolutnie sprawdza.  

Dziękuję Panu bardzo za rozmowę, życzę dalszego rozwoju sportowego Lechii, choć jest on już widoczny według mnie gołym okiem; a także wylosowania Legii.

Dziękuję, oby był ciekawy przeciwnik i niech ta przygoda trwa dalej.

Myślę, że przyjazd Legii do Zielonej Góry byłby bardzo ważny dla współczesnej historii klubu i mógłby jeszcze bardziej spopularyzować piłkę w tym rejonie.

Sądzę, że nie tylko Legii. Każdy zespół w ekstraklasie albo Wisła Kraków – to wielkie kluby. Myślę, że jeśli uda się zrobić imprezę masową w następnej rundzie Pucharu Polski, to może być naprawdę niezapomniany klimat, choć muszę powiedzieć, że mecz z Jagiellonią też już wyglądał jak prawdziwe święto piłkarskie.

Komentarze
Brzęczęk (gość) - 2 miesiące temu

Dlaczego zaprzestano aktualizować ?

Odpowiedz
Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze