Już niedługo startują rozgrywki sezonu 2010/2011 polskiej Ekstraklasy. Na pytania dziennikarza portalu iGol.pl odpowiadał znany w całym kraju fachowiec od szkolenia bramkarzy – Andrzej Dawidziuk, były współpracownik Leo Beenhakkera.
Już w piątek rusza polska Ekstraklasa. Do kogo będzie należał najbliższy sezon?
Przede wszystkim do klubów, które poczyniły wzmocnienia, jednak jest wiele niewiadomych. Start klubów w europejskich pucharach pokazał, że to jest zagadka. Legia może być królem okna transferowego, jednak jest to nowa drużyna i potrzeba jej czasu na zgranie.
Czy liczy Pan na jakieś niespodzianki w tabeli na koniec sezonu? Kto może pokrzyżować szyki czołowym drużynom naszego kraju?

Nie spodziewam się rewolucji, czołowe kluby z Lechem Poznań na czele powinny dominować w Ekstraklasie. Wiele obiecuję sobie po beniaminkach – Górniku Zabrze i Widzewie Łódź – klubach z tradycjami. Ciekaw jestem, jak zaprezentuje się Ruch Chorzów, który był jednym z najjaśniejszych punktów w poprzednich rozgrywkach. Jeśli chodzi o wykorzystanie letniej przerwy, to warto zwrócić uwagę na Polonię Warszawa, która wzmocniła się zarówno doświadczonymi zawodnikami – Ebim Smolarkiem – jak i młodymi, np. Arturem Sobiechem.
Kogo typuje Pan jako następcę Artura Boruca i Łukasza Fabiańskiego, którzy po znakomitej grze w polskiej lidze wyjechali za granicę do czołowych klubów Europy?
W dalszym ciągu to pierwszeństwo należy do Grzegorza Sandomierskiego, który jest bramkarzem bardzo perspektywicznym. Ma już za sobą jeden sezon w Ekstraklasie, więc powinien przyciągać uwagę obserwatorów zarówno z Polski jak i zza granicy.
Włodarze Wisły i Legii postawili na zatrudnienie zagranicznych golkiperów – odpowiednio Milana Jovanicia oraz Marija Antolovicia. Czy Pana zdaniem to dobra droga?
Nie jestem przeciwnikiem takiej polityki, aczkolwiek jest to uwarunkowane tym, czy wniosą oni coś nowego, wyższą jakość do polskiej ligi. Mam nadzieję, że wymienieni bramkarze będą odgrywać w swoich klubach czołowe role i prezentować poziom choćby Jana Muchy. Żyjemy w wolnej Europie, rynek pracy jest otwarty, każdy wybiera sobie miejsce gdzie chce pracować. Wtedy nie mam nic przeciwko temu, nawet się cieszę, o ile poziom ligi się podnosi. Natomiast źle się dzieje, gdy sprowadzani bramkarze nic nowego nie wnoszą. Smuci mnie, gdy nie zwiększają oni rywalizacji wśród bramkarzy Ekstraklasy.
Kiedyś pracował Pan w reprezentacji za kadencji Beenhakkera, który bacznie śledził poczynania klubów Ekstraklasy. Proszę powiedzieć, czy zagraniczny zaciąg nie zepchnie polskich piłkarzy na drugi plan i nie odbije się to na reprezentacji Polski?











