Pękniecie ścięgna Achillesa – tego typu diagnoza jest dla piłkarza prawie jak dożywotni wyrok, któremu tylko zerwanie więzadeł w kolanie może się równać. I niestety, ale nasz tytułowy bohater 21 października 2018 roku nie spotkał się z uśmiechem losu, bo padł ofiarą właśnie tej kontuzji. Skutki? Katastrofalne. Operacja, długi okres odpoczynku, a potem jeszcze dłuższy czas rehabilitacji. Łącznie 10 miesięcy rozbratu z piłką, po którym (o dziwo!) Andrii Yarmolenko gra jak z nut.
Kiedy jesteś piłkarzem i w wieku 29 lat na drodze kariery pojawia się gilotyna nie do przejścia, trudno o optymizm. Skrzydłowy West Hamu rok temu tuż przed swoimi urodzinami otrzymał taką dawkę cierpienia, że niejeden człowiek na jego miejscu zrezygnowałby z realizowania dalszych marzeń. Perspektywa powrotu do zdrowia była bowiem niezwykle odległa, a zrealizowanie jej wymagało nadludzkiej determinacji.
Nieczęsto widzi się tego typu kontuzje. Osobiście widziałem ją tylko dwa razy w całej mojej karierze. One są bardzo rzadkie, ale niezwykle groźne. Richard Collinge, szef sztabu medycznego West Hamu
W poprzednim sezonie Premier League podobne katusze przeżywał Alex Oxlade-Chamberlain (316 dni przerwy), który w przeciwieństwie do Ukraińca wrócił do futbolu z miernym skutkiem (0 goli i asyst, 439 minut). Zawodnik „Młotów” natomiast, nie dość, że rozruszał ofensywę swojego zespołu, to jeszcze walnie zaczął przyczyniać się do jego wyników. Co więcej, powrót Yarmolenki jawi się jako absolutnie nowy transfer, świeży start, całkowity reset. A poprzedni feralny (debiutancki) sezon? Idzie w zapomnienie.
Andrii często wykonywał pracę w symulowanej przestrzeni. Takiej, jaka występuje na poziomie 3000 metrów. To działało na jego płuca i serce mocniej. Ogółem codzienne oglądanie wychodzących piłkarzy na trening nie było dla niego łatwe. Richard Collinge
Najbardziej niedoceniany skrzydłowy w Premier League?
Gdyby trzeba było wymienić świetnych lewonożnych fachowców w roli bocznych atakujących, na myśl nasuwałyby się takie nazwiska jak choćby Mahrez, Salah czy Bernardo Silva. Wymienieni jegomości strzelają, asystują i ogółem dosyć rzadko notują słabe występy. Idąc dalej… właśnie. Czy angielska ekstraklasa posiada obszerniejsze zestawienie lewonożnych mocarzy na prawym skrzydle? Zastanówmy się. Harry Wilson? Dopiero zaznajamia się z najwyższym poziomem w Anglii (sześć meczów, trzy bramki). Ayoze Perez? 149 spotkań, 33 bramki, 8 asyst – szału nie ma.











