Arkadiusz Aleksander popisał się hattrickiem w meczu z Arką Gdynia i zapewnił Sandecji Nowy Sącz komplet punktów w meczu z drużyną, która w poprzednim sezonie grała w najwyższej klasie rozgrywek.

Arka ciągle nie może przebudzić się po spadku z ekstraklasy. Gdynianie w meczu z Sandecją od początku byli stroną wyraźnie słabszą, ustępującą gospodarzom na wielu polach – tylko przez parę minut byli w stanie zatrzymać świetne dysponowanych graczy z Nowego Sącza. Pierwszym ostrzeżeniem dla przyjezdnych był strzał Duricia, drugim nieuznana przez sędziego bramka Marcina Chmiesta. Trzeciego ostrzeżenia już nie było, była za to bramka Arkadiusza Aleksandra, który pewnie wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na nim samym. Trzy minuty później ten sam zawodnik mógł strzelić drugiego gola, jednak piłkę z linii bramkowej wybił jeden z defensorów Arki. Co się odwlecze, to nie uciecze – pięć minut po pierwszym trafieniu Aleksander podwyższył prowadzenie Sandecji, pokonując Juszczyka pięknym strzałem głową.
Przerwa powinna podziałać jak zimny prysznic na zawodników z Gdyni. Nie podziałała. Pierwsze groźne uderzenie drugiej części spotkania było autorstwa świetnie dysponowanego Aleksandra. Dopiero trzy zmiany, które przeprowadził trener Nemec wprowadziły nieco ożywienia w szeregi ofensywy Arki. Szczególnie trafione było wprowadzenie na murawę Niedzieli, jednak i ono na nic się nie zdało wobec formy Aleksandra, który w 81. minucie skompletował hattricka, a chwilę później opuścił murawę żegnany burzą braw. Ostatnie minuty gospodarze zmuszeni byli grać w dziesiątkę – czerwoną kartkę otrzymał Marcin Dymkowski. Zawodnik Sandecji sfaulował wychodzącego na czystą pozycję Ivanovskiego. Do końca meczu wynik nie uległ już zmianie. Arka znów zawodzi.











