Po wczorajszym zwycięstwie Wolves nad Manchesterem City jeden zawodnik „Wilków” w szczególności zasłużył na słowa uznania. Adama Traore – piłkarz, który już drugi raz w tym sezonie okazał się katem Manchesteru City. Nie byłoby jednak jego rozwoju, gdyby nie niesamowita praca, jaką wykonuje Nuno Espirito Santo.
Zdecydowanie nie każdy 17-letni piłkarz ma okazję zadebiutować w Barcelonie, zmieniając samego Neymara. A tak przecież wielkiej piłce przedstawił się Adama Traore. Jednak od tamtego momentu musiało upłynąć wiele czasu, zanim przebojowy skrzydłowy mógł na nowo stać się jasną gwiazdą na piłkarskiej mapie Europy. Obecna doskonała forma Traore jest bowiem ogromną zasługą obecnego trenera „Wilków”, Nuno Espirito Santo.
Droga Hiszpana do obecnego poziomu była wszakże wyboista. Traore odszedł z Barcelony w 2015 roku, gdy stało się jasne, że nie ma szans konkurować z zabójczym tercetem Neymar – Suarez – Messi. A w odwodzie byli jeszcze przecież Pedro czy Rafinha. Adama Traore nie pasował przede wszystkim do stylu Katalończyków. Dość jednowymiarowy siłacz w technicznej ekipie „Blaugrany” nie miał prawa bytu.
W ciągu całego pobytu w stolicy Katalonii Traore wystąpił zaledwie w czterech spotkaniach, łącznie rozegrał 93 minuty. Jako że Barcelona B spadła wtedy do trzeciej klasy rozgrywkowej, piłkarz nie widział w tamtej ekipie szansy na dalszy rozwój. Gdy zatem angielska Aston Villa przybyła po tego zawodnika z kwotą aż 10 milionów euro, zarząd Barcelony nie zastanawiał się dwa razy.
Jeździec bez głowy angielskich boisk
Początki Hiszpana na Wyspach były jednak niezwykle trudne. Wystarczy powiedzieć, że w Aston Villi ani razu nie wystąpił w ligowym spotkaniu od pierwszej minuty. Po zawodnika zgłosiło się później Middlesbrough prowadzone wówczas przez Aitora Karankę, który znał Traore jeszcze z czasów juniorskich drużyn. Nawet tam piłkarz miał jednak problemy z adaptacją, głównie przez braki taktyczne.
Może się to wydawać nieprawdopodobne, ale piłkarz wychowany przecież w La Masii zdawał się całkowicie odporny na rozwój i wskazówki trenera. W Middlesbrough częstym przypadkiem było przestawienie Traore w przerwie meczu na drugie skrzydło tylko po to, by skrzydłowy zawsze znajdował się po stronie ławki rezerwowych. Ciągłe instruowanie zawodnika w trakcie meczu stało się przykrą koniecznością.
Z czasem do piłkarza przylgnęła łatka jeźdźca bez głowy. Obdarzony niesamowitą szybkością i imponującą siłą fizyczną, Traore zupełnie gubił się w czysto technicznych aspektach piłkarskiego rzemiosła. Stałym obrazkiem jego gry stało się stwarzanie wielkiego zamieszania na skrzydłach, którego efektami były niepotrzebny strzał lub zupełnie niecelne dośrodkowanie.












