Górnik Zabrze wywalczył awans do Ekstraklasy. Po pierwszej rundzie nic na to nie wskazywało, lecz wiosną, kiedy zespół przejął trener Adam Nawałka, oglądaliśmy inne oblicze czternastokrotnych mistrzów Polski. Z trenerem Górnika Zabrze rozmawiał Grzegorz Ignatowski.
Gratuluję awansu. Trzeba jednak przyznać, że promocja została wywalczona w bólach. Czy poziom I ligi się podniósł? Czy może poziom Ekstraklasy jest coraz niższy?
Na pewno poziom I ligi się wyrównał i trzeba było dobrego przygotowania kondycyjnego, żeby wygrywać mecze w końcówkach spotkań. Ale przede wszystkim wielka praca została wykonana przez piłkarzy. Startowaliśmy z czteropunktową stratą, a wywalczyliśmy sporą zaliczkę przed zakończeniem rozgrywek. Mieliśmy też niekorzystny terminarz, co wpłynęło na opinię, że Górnik nie ma szans na wywalczenie promocji. My wierzyliśmy od początku w sukces. Miałem pomysł, jak odbudować zespół pod względem mentalnym oraz organizacji gry. Zawodnicy bardzo dobrze zareagowali na moje metody treningowe. Wiedzieliśmy, że gra będzie się toczyć do ostatnich meczów. Trzeba zaznaczyć, że to dopiero mały krok w realizacji naszych planów, bo nie zaspokoi nas rola średniaków w Ekstraklasie.
Trzeba jednak przyznać, że rywale nie przeszkadzali Górnikowi w wyścigu do Ekstraklasy, Pogoń, ŁKS i w końcówce Sandecja gubiły punkty z rywalami z dołu tabeli…

Spodziewaliśmy się tego, bo wiadomo, że I liga jest nieprzewidywalna. Na każde spotkanie wychodziliśmy z nastawieniem, że mecz trzeba rozegrać na najwyższych obrotach pod względem wolicjonalnym. W I lidze dominuje agresywna gra, siłowy futbol i tu trzeba najpierw wypracować te elementy, żeby móc wykorzystać umiejętności czysto piłkarskie.
Górnik mógł świętować awans już po meczu z Wartą, lecz poznaniaków nie udało się pokonać. Czy ta porażka to wypadek przy pracy, czy Warta okazała się tak mocna?
Warta to naprawdę dobry zespół. Z pewnością też pewne rozluźnienie nastąpiło w naszych szeregach po serii zwycięstw. Wierzyliśmy, że już nic nam nie może przeszkodzić w kontynuowaniu tej serii, ale myślę, iż ten zimny prysznic spowodował, że wróciliśmy na właściwy tor. Piłka uczy pokory i z takich spotkań należy wyciągać wnioski.
Przejął Pan zespół po Ryszardzie Komornickim. Co trzeba było zmienić, żeby osiągnąć końcowy sukces?
Drużyna była rozbita psychicznie. Niepowodzenia spowodowały, że zespół nie miał ducha walki i nie funkcjonował jako team. Moim obowiązkiem było przywrócenie tego ducha. Wiadomo, że suma umiejętności indywidualnych w Górniku jest wysoka, natomiast jeżeli są niepowodzenia, to drużyna traci komfort gry. Takie sytuacje się zdarzają i jest to chleb powszedni piłki nożnej i materiał do wyciągania wniosków. Trzeba zaznaczyć, że zarówno praca trenera Komornickiego, jak i wszystkich ludzi związanych z Górnikiem spowodowała, że wreszcie zaczęliśmy grać wiosną











