Kiedyś słyszeliśmy, że Polska stoi skrzydłami. Błaszczykowski, Grosicki, a wcześniej Krzynówek i Kosowski utwierdzali nas w przekonaniu, że jesteśmy skazani na kontrę i centrę w pole karne. To wszystko przez wiele lat się potwierdzało… dopóki nie przyszedł Paulo Sousa, który rzekł, że nasz kraj to przede wszystkim aktualnie napastnicy. Czy Adam Buksa właśnie tego nie potwierdził?To, że mamy wielkiego piłkarza i napastnika, jakim jest Robert Lewandowski, wiemy od bardzo dawna. Jednak nie można też zapominać o innych. Kontuzjowany Arkadiusz Milik, dochodzący do siebie Krzysztof Piątek, grający aktualnie w Japonii Jakub Świerczok i pewnie jeszcze kilku innych moglibyśmy wymienić. To powinno sugerować nam, że Portugalczyk wcale na temat polskiej siły ognia bajek nie opowiadał.
Odkrycie Sousy zostało storpedowane
Przez cały XXI wiek w Polsce trwała dyskusja na temat, czy nasza reprezentacja narodowa powinna grać jednym czy też dwoma napastnikami. Obecnie spokojnie moglibyśmy zmieścić ich trzech, o czym przekonaliśmy się przed mistrzostwami Europy. Wariant z wykorzystaniem trzech snajperów ujrzeliśmy już podczas pierwszego trójmeczu kadry Paulo Sousy.
Najbardziej widoczna w naszych poczynaniach była ta opcja w meczu z Andorą. Jednak już wtedy były opiekun m.in. Fiorentiny zapewniał nas, że możemy spodziewać się zawsze przynajmniej duetu, jak nie tercetu napastników.
– Decyzja była słuszna. Już na początku swojej pracy mówiłem, że mając tak mocno obsadzony przód, będę szukał możliwości interakcji między napastnikami. Chcę jednocześnie przekazać jasny sygnał zespołowi i naszym przeciwnikom. Wcale nie jest powiedziane, że to ustawienie zarezerwowane tylko na mecz z Andorą – t












