Często jest tak, że czytam/słucham wypowiedzi polskich piłkarzy i oczom/uszom nie wierzę. Najpierw się śmieję z ich głupoty, potem lekko irytuję, a gdy treści wypowiadane przez nich docierają do mnie na dobre – wkurzam się niemiłosiernie.
Tak było dziś. Otwieram „Przegląd Sportowy”, a tam wywiad z Kubą Błaszczykowskim, kapitanem reprezentacji Polski, obecnie rozpoczynającym drugą kadencję. Jest to ważna persona dla polskiej piłki, więc grzecznie siadam i zaczynam lekturę.

– W sezonie 2011/2012 miałem udział przy jedenastu golach z dwudziestu przez nas strzelonych. Wchodzę, a może już wszedłem w najlepszy dla piłkarza wiek. Poza tym trudno pominąć to, w jakich momentach strzelałem gole.
– Każdy dopytywał się o bilety: kiedy będą? Czy ich rodziny mają jechać? Ile biletów będzie? Kogo mieli pytać? Kapitana. Poruszyłem tę kwestię i rozpętała się burza. W tej sprawie zabrakło mi wsparcia drużyny i sztabu. Tylko Damien Perquis i Eugen Polanski wstawili się za mną. Każdy wiedział dokładnie, jak było. Mnie dostało się najbardziej, a na dobrą sprawę, gdyby nie ja, nie zdobylibyśmy w turnieju Euro nawet gola. To fakt, a nie plotka.
– A jeśli pominiemy rozpalone nadzieje przed Euro, to przecież nie mieliśmy łatwych przeciwników.
– Po meczu z Czechami podczas Euro krytykowano nas, że niepotrzebnie graliśmy trzema defensywnymi pomocnikami, a ja uważam, że to było słuszne, bo mieliśmy kontrolę nad środkiem boiska. Gdy zszedł jeden z defensywnych, zaczęły się nasze problemy.
Uff. Dobrnąłem do końca, choć przyznam szczerze, że każde kolejne zdanie sprawiało, że ciśnienie rosło. No to, Kubo Błaszczykowski, porozmawiajmy o faktach i plotkach.
1) Jak dla mnie to ŻADNA z tych jedenastu wypracowanych bramek nic reprezentacji Polski nie dała. Na Euro uciułaliśmy dwa punkty i zajęliśmy ostatnie miejsce w grupie, a potyczki towarzyskie, no cóż, przemilczę to.
To fakt, a nie plotka.
2) Jak kapitan wychodzi po kompromitującej porażce w najważniejszym dla polskiej piłki turnieju i zaczyna coś bełkotać o tym, że nie dostał dodatkowych biletów, a z premiami też był problem, to większość kibiców ma odruch wymiotny.
To fakt, a nie plotka.
Trzeba było skulić łeb, przeprosić, powiedzieć, że żadne pieniądze się Wam nie należą, a jak ktoś już Wam je wciska na siłę, to powinniście je oddać na dom dziecka albo inny szczytny cel. Jak hydraulik spieprzy robotę, to nikt mu za to nie zapłaci.
To fakt, a nie plotka.
No i jak jesteśmy przy biletach, to wyciągnijmy jeszcze jedną rzecz. Kto oddał na charytatywną aukcję nie tę koszulkę, co trzeba? Zamiast tej z meczu z Rosją, koszulka sprzed Euro?











