Przed losowaniem par 1/2 finału Ligi Mistrzów jednego mogliśmy być pewni: jakkolwiek by ono się nie zakończyło, będziemy świadkami dwóch wielkich pojedynków. Teraz – już na chłodno – wydaje się, że tylko jeden z półfinalistów nie może być z losowania zadowolony. Kto taki?
Nie ma się co łudzić. Z całym szacunkiem, to Borussia Dortmund wydaje się drużyną najsłabszą z całej czwórki. Wiem, że pisząc te słowa niejako podpisuję jednocześnie na siebie wyrok, bo przecież na terenie naszego kraju nastała wręcz swego rodzaju moda na kibicowanie BVB. Wiadomo – trójka Polaków, która radzi sobie naprawdę świetnie i odgrywa kluczowe role w zespole zdobywającym najważniejsze tytuły. Przed rozpoczęciem fazy play-off piłkarskiej Ligi Mistrzów zewsząd dało się jednak słyszeć głosy, że dla byłego już mistrza Niemiec sporym osiągnięciem będzie awans do ćwierćfinału. Jednak w momencie, kiedy rywalem na tym etapie okazał się hiszpański zespół z Malagi, podwyższono oczekiwania wobec niemieckiej ekipy. Wszak kim jest Malaga? Drużyną, która przeżywa niewyobrażalne problemy i prawdopodobnie za rok w europejskich pucharach nie zagra. Andaluzyjczycy pokazali jednak, że nie przez przypadek w ósemce najlepszych drużyn Europy się znaleźli. Tylko ogromne szczęście sprawiło, że zespół z Dortmundu wyszarpał – wydawało się – niemożliwy do wyszarpania awans. Ja tu pitu, pitu, ale to nie Borussia jest drużyną, która po losowaniu mogłaby czuć niesmak.
Skoro już stawiam Borussię na pozycji najsłabszej drużyny z całej czwórki, również i Real Madryt nie ma prawa narzekać. „Królewscy” na pewno pałają jako taką żądzą rewanżu za remis i porażkę z Niemcami w fazie grupowej. Bukmacherzy stawiają madrytczyków w roli dość zdecydowanego faworyta do awansu i odpadnięcie drużyny Jose Mourinho będzie wielką niespodzianką, zwłaszcza że – mimo iż sam Portugalczyk i cała drużyna twierdzą co innego – obsesja na punkcie Decimy staje się coraz większa. We wspomnianej fazie grupowej Real ugrał przeciwko Borussii zaledwie jeden punkt. Sęk w tym, że wówczas nie był to ten sam Real co obecnie. Podkreślają to wszyscy obserwatorzy i mają absolutną rację. „The Special One” nie popełnił błędu z poprzedniego sezonu i przygotował najlepszą formę swoich podopiecznych na decydującą fazę sezonu. Rok temu Cristiano i spółka już po 90 minutach rewanżu z Bayernem oddychali rękawami. Teraz taka sytuacja na pewno się nie powtórzy. Oczywiście – liga jest przegrana, ale kto w tym momencie przejmuje się ligą. Madryt jest w finale Pucharu Króla i ma otwartą drogę do kolejnego pucharowego finału na Wembley. Real Borussii się nie przestraszy, strachu nie odczują jednak także i Niemcy. – Nikomu nie trzeba mówić, że Real to trudny rywal. Prawda jest jednak taka, że to jedyna z tych trzech drużyn, którą udało nam się w tym sezonie pokonać – komentował wynik losowania trener BVB, Juergen Klopp. I to jest właśnie jedyna minimalna przewaga dortmundczyków.
Barcelona. To właśnie ona – drużyna uważana przez wielu za najlepszą w historii futbolu – powinna zacząć się obawiać. Bayern jest obecnie w imponującej formie. To prawdziwy niemiecki walec, który zrównuje z ziemią wszystko, co napotka na drodze. Borussia z monachijczykami na krajowym podwórku nie miała szans. Dla Realu Madryt „Bawarczycy” od wielu, wielu lat kojarzą się ze wszystkim, co najgorsze. Bayern pewnego razu znalazł sposób na „Los Blancos” i tym samym sposobem za każdym razem ich pokonuje. Rok temu Real był bliżej Decimy niż kiedykolwiek dotąd, ale to właśnie Jupp Heynckes i jego wataha stanęli mu drodze. A „Barca”? „Barca” mimo tego, że ciągle jest drużyną wielką, że ciągle odnosi spektakularne wyniki, daje pewne oznaki słabości. W przeciwieństwie do Realu czy Bayernu zarówno w 1/8 finału, jak i w ćwierćfinale musiała sporo się namęczyć, aby wywalczyć awans. Zewsząd daje się słyszeć, że powoli gra „tiki-taką” nie przynosi już takich efektów, że rywale nauczyli grać się przeciwko Katalończykom.









