Niedawno na konferencji prasowej zwołanej przez prezesa Realu Maryt, Florentino Pereza, z klubem pożegnał się Carlo Ancelotti. Wystarczył jeden sezon bez wywalczonego trofeum, aby wyprowadzić z równowagi hiszpańskiego biznesmena. Wydaje się, że „Los Blancos” potrzebują trzęsienia ziemi, żeby wrócić na właściwy tor.
Jako że nowy szkoleniowiec zespołu ze stolicy Hiszpanii nie został jeszcze ogłoszony, pozwoliłem sobie pogdybać na temat możliwych kandydatów. Jeśli przyjrzymy się nazwiskom, których Perez pozbywał się z klubu, nie odnajdziemy wśród nich żadnego klucza. Wśród nich są wielcy, zasłużeni menadżerowie, jak chociażby: Del Bosque, Mourinho czy właśnie Ancelotti. Są jednak również takie, które być może nie mają większego sensu, jak: Carlos Queiroz, Vanderlei Luxemburgo lub Manuel Pellegrini. Nie podważam ich umiejętności trenerskich, jednak przed przyjściem do drużyny nie mieli doświadczenia w prowadzeniu największych ekip w Europie.
Gdy przeczytałem o dymisji Ancelottiego, nie byłem zdziwiony. W końcu wszyscy przyzwyczailiśmy się do tego nagminnego zwalniania szkoleniowców w „białej” części Madrytu. Wtedy to właśnie do głowy przyszła mi myśl szalona. Co by było, gdyby nowym bossem, nowym misterem została osoba, którą utożsamiamy jako futbolowe przeciwieństwo wartości wyznawanych przez „Królewskich”? Osoba, która już raz podjęła się przebudowy wielkiego zespołu i razem z nim przeszła do historii. Co by było, gdyby trenerem „Galacticos” został… Pep Guardiola?
Tak, wiem. Guardiola pracuje w Bayernie i ma się tam dobrze. Sam obwieścił światu, że nigdzie się nie rusza z Monachium. Wiem, że to symbol Barcelony, który wyniósł ją na wyżyny sportowe, wprowadził nas w nową erę futbolu i wiem, że nikt nie wyobraża sobie, żeby kiedykolwiek przyjął ofertę od odwiecznego rywala „Dumy Katalonii”. Przyjmijmy jednak, że jest inaczej.
Pep słynie z tego, że nie najlepiej układa mu się współpraca z tymi wielkimi indywidualistami, megagwiazdami, które często stawiają swoje dobro ponad dobro zespołu, wybierają świetną zabawę zamiast ciężkiej pracy. Zatem kogo mogłyby objąć jego czystki? W Bayernie „Mister” pokazał nieco łagodniejsze oblicze, aniżeli to z Barcelony. Spodziewano się wyrzucenia Robbena czy Ribery’ego, ale okazało się, że nie tylko Guardiola doskonale z nimi współpracuje, potrafił nawet zbliżyć ich do siebie. Zapewne „CR7” pozostałby podstawą zespołu. Jednak tacy piłkarze, jak: Kroos, Pepe czy James mogliby mieć problemy.











