Przed nami rewanżowe starcie ćwierćfinałowe Copa del Rey pomiędzy Atletico Madryt a Barceloną. Jako że pierwsze spotkanie zakończyło się zwycięstwem „Dumy Katalonii”, to ona będzie faworytem. Jednakże z powodu ostatnich wydarzeń, a przede wszystkim rosnącej stawki, możemy się spodziewać świetnego widowiska.
Wszystko dlatego, że złośliwy los spowodował, że już rundę wcześniej doszło do derbów Madrytu, w których gorszą ekipą okazali się podopieczni Carlo Ancelottiego. To oznaczało, że w walce o Puchar Hiszpanii pozostali tylko dwaj główni faworyci, których w dodatku miała czekać bezpośrednia rywalizacja. I trzeba postawić sprawę jasno: zwycięzca tej pary niemalże zostanie nagrodzony głównym trofeum, bo przy całym szacunku dla pozostałych drużyn, które pozostały jeszcze w walce, Atletico i Barcelona, podobnie zresztą jak i Real, to cały czas zupełnie inna półka.
Jak to było w pierwszym meczu?
Wróćmy na początku do tego, co wydarzyło się tydzień temu, kiedy to na Camp Nou został rozegrany pierwszy mecz ćwierćfinałowy. Mimo iż obie ekipy wystąpiły w niemal najsilniejszych składach, to trzeba przyznać, że wielu kibiców odchodziło ze stadionu lub też ekranu telewizora czy komputera z poczuciem niezadowolenia.
Ci, którzy spodziewali się powtórki z zeszłego roku z meczu Ligi Mistrzów i wysokiego pressingu ze strony Atletico, bardzo szybko zostali sprowadzeni na ziemię. Owszem, podopieczni Diego Simeone bez zarzutu spisywali się w destrukcji, ale z przodu było już znacznie słabiej, a co gorsze dla nich, nie funkcjonowała jak należy także ich główna broń, czyli stałe fragmenty gry.
Wiele dobrego nie można było także powiedzieć o formacji ofensywnej gospodarzy, którzy mieli ogromny problem z forsowaniem zasieków rywala. Być może spotkanie zakończyłoby się bezbramkowym remisem, gdyby na chwilę prąd nie został odcięty Juanfranowi, który zupełnie niepotrzebnie faulował w polu karnym. Oczywiście można przytoczyć całą sytuację, gdy doszło do przepychanki pomiędzy zawodnikami obu zespołów, ale to nie zmienia faktu, że prawy obrońca „Atleti” zachował się po prostu głupio. Jedenastkę z problemami na gola zamienił Leo Messi i spowodował, że to właśnie Barcelona po pierwszej z dwóch bitew jest bliższa awansu.
A oto, jak to wszystko wyglądało w zeszłą środę:
https://www.youtube.com/watch?v=9y2NM5KfmOw
Co słychać w obozie Atletico?
Porażka w pierwszym meczu spowodowała, że Diego Simeone musiał błyskawicznie opracować plan, który w ostatecznym rozrachunku przyniesie mu powodzenie. Operacja pod kryptonimem „Barcelona” rozpoczęła się na dobrą sprawę w poniedziałek, dwa dni po zwycięskim meczu z Rayo Vallecano.
„El Cholo” stanął przed kilkoma dylematami, które dotyczyły wyjściowego składu. Jeden problem dotyczący bogactwa na środku defensywy rozwiązał się sam, bo wobec zawieszenia za kartki Diego Godina nie musiał on wybierać pomiędzy Mirandą a świetnie spisującym się ostatnio Gimenezem. Z konieczności od pierwszej minuty zaprezentują się obaj.













